Marcin Kaczmarski: Troje na huśtawce
-
Marcin Kaczmarski, Polska Zbrojna
Kiedy administracja Baracka Obamy proklamowała politykę „resetu” w stosunkach z Rosją, najważniejszym jej uzasadnieniem była chęć uzyskania poparcia Moskwy w kwestii irańskiej. Waszyngton uznał skłonienie Iranu do rezygnacji z programu nuklearnego za jeden z priorytetów polityki zagranicznej. Dalsze kroki USA, w tym rezygnacja z rozmieszczenia tarczy przeciwrakietowej w Polsce i Czechach, również były interpretowane w kontekście relacji w trójkącie USA–Rosja–Iran. Nie pomogły zapewnienia ze strony Białego Domu, że decyzja o zmianie planów w sferze obrony przeciwrakietowej nie miała związku ze sprzeciwem Moskwy.
Wrześniowa wizyta prezydenta Dmitrija Miedwiediewa w USA (przy okazji udziału w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ) przyniosła administracji nadzieję na zmianę rosyjskiego stanowiska. Miedwiediew kilkakrotnie odniósł się do kwestii irańskiego kryzysu nuklearnego, sugerując gotowość Kremla do poparcia kolejnych sankcji w przypadku braku rezultatów negocjacji między Teheranem a społecznością międzynarodową.
Październikowa wizyta sekretarz stanu Hillary Clinton w Moskwie miała potwierdzić te wstępne rosyjskie deklaracje i zagwarantować udział Rosji w wywieraniu presji na Iran. Jednak wbrew oczekiwaniom amerykańskiej administracji, strona rosyjska nie zmieniła dotychczasowego podejścia do kwestii irańskiej, negując konieczność rozpatrywania dalszych sankcji wobec Teheranu.
Nadzieje amerykańskie w dużej mierze wynikały z życzeniowego odczytywania wypowiedzi rosyjskich polityków. Wrześniowe deklaracje prezydenta Rosji nie przesądzały bynajmniej, czy Moskwa zdecyduje się poprzeć sankcje istotnie zwiększające presję na Iran. Dmitrij Miedwiediew przedstawiał je jako ostateczność, w przypadku, gdyby Teheran w ogóle nie współpracował ze wspólnotą międzynarodową w negocjacjach dotyczących programu nuklearnego. W praktyce oznaczało to, że każdy gest irański w kierunku rozwiązania kryzysu Rosja wykorzysta jako powód do sprzeciwu wobec sankcji. Tak też stało się po podjęciu przez Iran rozmów z państwami „szóstki” (stali członkowie Rady Bezpieczeństwa i Niemcy). Moskwa uznała wtedy, że w przypadku powrotu do negocjacji wszelkie rozmowy o sankcjach są kontrproduktywne. W dalszej perspektywie należy oczekiwać kontynuacji podobnych rozgrywek polityczno-dyplomatycznych. Chociaż Iran wstępnie wyraził zgodę na odesłanie wzbogaconego paliwa nuklearnego do Rosji (w zamian dostanie paliwo wzbogacane w FR, którego nie da się użyć do celów militarnych), należy wątpić, aby na trwałe zrezygnował z ambicji zostania mocarstwem nuklearnym.
Ewentualny kompromis będzie raczej próbą odwleczenia w czasie i rozmycia presji międzynarodowej, tak jak stało się to już kilka lat temu. Stawką w relacjach irańsko-amerykańskich nie jest bowiem sama broń nuklearna, ale przyznanie przez USA Teheranowi znaczącej roli na Bliskim Wschodzie. Pogodzenie się Waszyngtonu z opanowaniem przez Iran technologii pełnego cyklu nuklearnego (co dałoby mu praktyczną możliwość wyprodukowania bomby, w zależności od decyzji politycznej) równałoby się rezygnacji z hegemonicznej pozycji w regionie.
W takim kontekście rola Rosji pozostaje marginalna. Nie jest ona w stanie skłonić Iranu do rezygnacji z broni nuklearnej, ponieważ Moskwa ani nie cieszy się zaufaniem Teheranu (mimo zacieśniającej się współpracy), ani nie ma narzędzi umożliwiających jej wywarcie nań presji. Poza tym Kreml nie jest zainteresowany trwałym rozwiązaniem problemu irańskiego – napięcie między Iranem a Zachodem
wiąże politycznie ten ostatni, podnosi relatywną wagę Rosji dla obu stron oraz eliminuje poważnego konkurenta z rynku energetycznego.
Ewentualna gotowość do poparcia sankcji jest wygodnym instrumentem: może posłużyć jako element wsparcia korzystnej dla Moskwy polityki Baracka Obamy i stanowi sygnał ostrzegawczy pod adresem Teheranu, którego działania w Azji Centralnej (a zwłaszcza intensyfikacja współpracy energetycznej z Turkmenistanem) bywają sprzeczne z rosyjskimi interesami.



Jak Andaluzja stała się prawicowa
Pragmatyzm wygrywa w amerykańsko-chińskich relacjach
Trudne zadanie Rumena Radewa
Péter Magyar wzbudza pierwsze kontrowersje