|
Do Nepalu wyruszyliśmy dość nieoczekiwanie, pod wpływem okazji. Choć staraliśmy się mimo to dobrze przygotować, na miejscu góry nas przerosły - nie da się ich sobie wyobrazić i nie da się na nie przygotować. W Himalajach wszystko jest większe, starając się dotrzymać kroku górom - motyle wielkości dwóch damskich dłoni, trawy wyższe od człowieka, ulewy przy których nie istnieją normy wodoodporności; miejscami wędrowaliśmy niczym w krainie Guliwera. Trekking miał miejsce pod koniec pory monsunowej, co miało zasadniczy wpływ na jego kształt. Wciąż było pochmurno, a w niskich partiach gór deszczowo i pierwsze przebłyski słońca powitały nas dopiero, gdy wyszliśmy ponad deszczowe chmury. Z drugiej strony, opady na początku drogi dodatkowo urozmaiciły krajobraz i wypłoszyły innych turystów. Był natomiast nasz miejscowy przewodnik, który nie tylko znał góry, ale też wiedział, gdzie szukać drogi - ta bowiem po każdej porze monsunowej zmienia się. Obsuwanie urwisk, nowe wodospady i wylewające rzeki sprawiały, że wędrówka na własną rękę była opcją tylko dla najlepszych. Przy okazji chciałbym więc podziękować mu i polecić tym, którzy planują podróż do Nepalu www.destinationhimalayatreks.com
Ten adres e-mail jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
REKLAMA
Strona 42 z 53  Wreszcie cel naszej wspinaczki - przełęcz Thorung La, jedno z najwyższych miejsc na Ziemi, gdzie można dotrzeć bez sprzętu alpinistycznego. Na tej wysokości tlenu jest o jedną trzecią mniej, lecz my musieliśmy się spieszyć - codziennie o 9:30 psuje się tutaj pogoda i aby przejść przez przełęcz, trzeba się na nią wspiąć przed tą godziną
|