|
Do Nepalu wyruszyliśmy dość nieoczekiwanie, pod wpływem okazji. Choć staraliśmy się mimo to dobrze przygotować, na miejscu góry nas przerosły - nie da się ich sobie wyobrazić i nie da się na nie przygotować. W Himalajach wszystko jest większe, starając się dotrzymać kroku górom - motyle wielkości dwóch damskich dłoni, trawy wyższe od człowieka, ulewy przy których nie istnieją normy wodoodporności; miejscami wędrowaliśmy niczym w krainie Guliwera. Trekking miał miejsce pod koniec pory monsunowej, co miało zasadniczy wpływ na jego kształt. Wciąż było pochmurno, a w niskich partiach gór deszczowo i pierwsze przebłyski słońca powitały nas dopiero, gdy wyszliśmy ponad deszczowe chmury. Z drugiej strony, opady na początku drogi dodatkowo urozmaiciły krajobraz i wypłoszyły innych turystów. Był natomiast nasz miejscowy przewodnik, który nie tylko znał góry, ale też wiedział, gdzie szukać drogi - ta bowiem po każdej porze monsunowej zmienia się. Obsuwanie urwisk, nowe wodospady i wylewające rzeki sprawiały, że wędrówka na własną rękę była opcją tylko dla najlepszych. Przy okazji chciałbym więc podziękować mu i polecić tym, którzy planują podróż do Nepalu www.destinationhimalayatreks.com
Ten adres e-mail jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
REKLAMA
Strona 45 z 53  Zapomniane królestwo Mustang. Thorung La rozdziela je od prowincji Manang, po której wędrowaliśmy dotychczas. Mustang jest słabo zaludnionym, autonomicznym królestwem, do którego wstęp jest znacznie ograniczony dla turystów. Ponieważ znajduje się w cieniu opadowym okolicznych gór, jego przyroda jest zupełnie inna
|