Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Andrzej Jonas: Chcieliście, to macie


27 listopad 2009
A A A

Sample Image

Nie doszło do żadnych konfliktów i nacisków. Wyboru dokonano błyskawicznie i jednogłośnie.

Jest mężczyzna i kobieta, jest prawica i lewica, jest reprezentant małego i reprezentantka dużego kraju. I na dodatek oboje są elastyczni, ugodowi, kompromisowi. Unia ma swego prezydenta – byłego premiera Belgii, pana Hermana van Rompuy, i swą minister spraw zagranicznych, panią Catherine Ashton, byłą przewodniczącą brytyjskiej Izby Lordów i byłą komisarz Unii Europejskiej.

Nie trzeba było przewlekłych negocjacji, stawiania sprawy na ostrzu noża i zatrzymywania zegarów. Nie doszło do żadnych konfliktów i nacisków. Wyboru dokonano błyskawicznie i jednogłośnie.

I natychmiast poddano go miażdżącej krytyce. Tytuły europejskiej prasy zaroiły się obraźliwymi określeniami, komentatorzy i redaktorzy prześcigali się w złośliwościach. „Unia znów nie stanęła na wysokości zadania, nie skorzystała z historycznej szansy, podniosła nogę do góry, ale kroku nie wykonała, pozostała nijaka”.

Unia Europejska pozostała sobą. Czy Organizacja Narodów Zjednoczonych jest jaka jest, to znaczy nijaka, z jakiejkolwiek innej przyczyny niż wola państw członkowskich? Czy 27 członków Unii Europejskiej, czyli samodzielne, niezależne, suwerenne państwa, jest gotowych oddać urzędnikom Unii jeszcze więcej uprawnień niż dotąd? Czy pan Van Rompuy lub pani Ashton mają mieć więcej władzy niż pani Merkel, pan Tusk lub pan Miliband?

Unia Europejska jest dzieckiem swoich rodziców, które nie wyrwało się spod ich kurateli. Mamy do czynienia z organizacją wielką i ostrożną, przede wszystkim w stosunkach ze swymi państwami członkowskimi. Jej rozwój postępuje krok za krokiem, ale poza radykałami nikt nie ośmieli się zdefiniować celu ostatecznego: rodzaj wspólnego państwa czy federacja państw możliwie niezależnych?

I słusznie. Po pierwsze, dlatego że dzisiejsze i przyszłe wyzwania są zmienne, a więc trudno określić formę organizacyjną właściwą dla ich rozwiązywania. Po drugie, dlatego że wybór jednej konkretnej formy odtrąci jej przeciwników, na czym Wspólnota straci.

Chcemy Unii niedookreślonej, jeszcze nie dojrzeliśmy do opowiedzenia się za formą finalną. Może dojrzejemy za 50, 100, 200 lat, a może nie. Skoro więc to nasza wola, nie obrażajmy się ani na panią Ashton, ani na pana Van Rompuya. I nie obrażajmy ich. Praktyka pokaże, jakimi osobowościami i jaką treścią wypełnią swoje misje. Kto wie…

Artykuł ukazał się w Polska Zbrojna . Przedruk za zgodą Redakcji.
 
Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.