Roman Kuźniar: Ważne dwa lata
-
Roman Kuźniar, Polska Zbrojna
Nasze codzienne problemy bezpieczeństwa rozwiązujemy w Unii Europejskiej. Dzięki niej szybciej się rozwijamy i stajemy się silniejsi, a zatem również bezpieczniejsi.
Jeszcze dwa–trzy lata temu Polska żyła w ostrym sporze z Rosją i Niemcami, tupała głośno nogą w Brukseli, aby ją słyszano (a mimo to nie chciano słuchać), wybrzydzała na NATO, które przestało być sojuszem marzeń, a jedynej szansy na zbawienie upatrywała w mitycznej tarczy, o której polscy politycy niewiele wiedzieli. Od Ameryki domagaliśmy się odrębnych od zawartych w traktacie waszyngtońskim gwarancji bezpieczeństwa, snuto także wizję strategicznego trójkąta: Waszyngton–Tel Awiw–Warszawa. Podobieństwo do Izraela miało zapewne polegać na tym, że Polska również miała być w stanie wojny lub nieprzyjaźni ze swymi sąsiadami. Istotnie, od takiego pieniacza państwa Europy Środkowej zaczęły się odwracać.
Dzisiaj Polska ma dobre lub bardzo dobre stosunki z sąsiednimi krajami. Z Niemcami, choć zdarzają się problemy, porozumiewamy się bardzo dobrze i blisko współpracujemy. W stosunkach z Rosją jest duży postęp, choć część polityków i histeryczne media czynią wszystko, aby temu przeszkodzić. Warszawa ponownie jest stolicą, na którą zwrócone są oczy krajów regionu. W Unii gramy jak równy z równym z Paryżem, Madrytem czy Rzymem. Wrócił rozsądek w podejściu do NATO. Trzeba uważać, aby od sukcesów nie zaczęło się nam w głowie przewracać – już raz to widzieliśmy. Tarczy nie ma, ale okazało się, że życie bez tarczy jest znacznie spokojniejsze i tak samo bezpieczne. Dla niektórych polityków i komentatorów to prawdziwy dramat, powód do smutku i rozpaczy. Przecież nie można się obyć bez wrogów – powtarzają. Przecież, strasząc wojną, możemy mobilizować, dąć w surmy oraz deklarować: tylko my, jedyni prawdziwi patrioci, obronimy Polskę. Z irytacją przedrzeźniają „politykę miłości” premiera Donalda Tuska, której nie rozumieją, tak samo jak kiedyś słów premiera Tadeusza Mazowieckiego o „grubej kresce”.
Istotnie, w zewnętrznej polityce bezpieczeństwa doszło w ciągu ostatnich dwóch lat do wielkiej zmiany. Można wręcz mówić o zmianie paradygmatycznej. To jeszcze nie znajduje doktrynalnego wyrazu i nie brzmi wyraźnie w oficjalnym dyskursie, ale praktyka dość jednoznacznie na to wskazuje.
Na pierwszym miejscu w naszej polityce bezpieczeństwa jest teraz Unia Europejska. To z nią rozwiązujemy nasze codzienne problemy w tej dziedzinie, to ona zaspokaja naszą powszednią potrzebę bycia bezpiecznym. To dzięki Unii szybciej się rozwijamy i stajemy silniejsi, a zatem także bezpieczniejsi. NATO jest prawidłowo postrzegane – jako nasza polisa ubezpieczeniowa na wypadek zdarzeń nadzwyczajnych. Polisy nikt nie wystawia za darmo. Płacimy więc za nią pobytem naszych wojsk w Afganistanie, choć wiemy, że talibowie nie planują marszu na Polskę.
Wobec Ameryki pozostajemy lojalnym sojusznikiem, ale bez poprzedniej nadgorliwości, z której nic dobrego dla nas nie wynikało. Nie załamujemy się tym, że Amerykanie mają na głowie inne, ważniejsze sprawy. Dla nich Polska nie jest już problemem, lecz normalnym krajem. Dlatego nikt w Waszyngtonie nie przejął się listem otwartym byłych przywódców i dyplomatów z regionu do prezydenta Obamy. Ten list nie odzwierciedlał ani opinii, ani stanu nastrojów w naszym kraju. A kiedy Amerykanie mówią o nowej tarczy za dziewięć lat, ale nie na pewno, uśmiechamy się grzecznie i odpowiadamy: poczekamy, zobaczymy. Epokę cielęcego zachwytu mamy za sobą.
Zmiana, która się dokonała, nie jest czymś niezwykłym czy nienormalnym. Wynika z trafnego odczytania ewolucji sytuacji międzynarodowej, z analizy szans i zagrożeń, z możliwości i intencji państw, mocarstw oraz instytucji wielostronnych. Nie ma w tym ani naiwności, ani lęków czy uprzedzeń. Jest gotowość konstruktywnej pracy z innymi, jak w przypadku planu wzmocnienia europejskiej polityki bezpieczeństwa i obrony (EP). Z tych wszystkich wątków warto już zacząć tworzyć całościową i spójną strategię bezpieczeństwa.



Stefan Bratkowski nie żyje.
Prezydenci chcą zacieśnić współpracę polsko-słowacką