Michał Cyran: Czy Rumuni przekupią Mikołaja?
Co Mikołaj przyniesie Rumunom w niedzielnej, drugiej turze wyborów prezydenckich? Nową przyszłość czy kolejną rózgę? Samo głosowanie to kropla w oceanie potrzeb. Zresztą nie tylko rumuńskich.
Tradycja mówi, że rózga jest dla niegrzecznych, a rzeczywistość pokazuje, że do tej grupy coraz częściej lgną zarówno Rumuni jak i Bułgarzy. Ale cóż to znaczy być niegrzecznym? W przypadku nowych członków Unii - AD 2007, może to być na przykład problem, z którym przestaje sobie radzić nawet OLAF (unijny organ ds. zwalczania oszust finansowych). Korupcja, bo o nią chodzi, stanowi trudne dziedzictwo, w które uwikłany jest nie tylko aparat państwowy, ale i całe społeczeństwo. Dwie bałkańskie siostry są w Unii już prawie trzy lata, jednak nadal wydaje się, że egzystują w niej tylko jedną nogą, wciąż zerkając w stronę praktyk dawnego ustroju.
Rumuńskie wybory mogą stać się jedynie kolejnym punktem skłaniającym do refleksji. Do zastanowienia nie nad zmianą władzy, która sama w sobie raczej nie wybrukuje drogi, ale nad wybojami na tej drodze. Jednym z nich jest właśnie korupcja, powodująca erozję wszelkiego zaufania społecznego i paląca każdy most rzucony w stronę współpracy unijnej. Bruksela sama czuje się zmieszana. Co może jeszcze zrobić? Obcina miliony euro subwencji, jeszcze więcej zamraża licząc, że może to zmotywuje bałkańskie rządy do podjęcia działań. Ostatecznie chowa swoje nadzieje między bajki kolejny raz zastanawiając się nad słusznością decyzji zrealizowanej w roku 2007. Jak to się stało, że rondel na unijne dotacje tak szybko zmienił się w durszlak?
Bardzo szybko pojawia się szereg przyczyn. Procesy legislacyjne, podczas których rodzą się pomysły pozostawiania celowych luk w prawie to chleb powszedni. Takie wyręby w jego strukturze mają ułatwić życie pewnym przedsiębiorcom i tak już wyjątkowo wyspecjalizowanym w slalomie pomiędzy paragrafami. Ich egzystencji sprzyjają też dość bliskie kontakty ze światem polityki i mafii. O publicznym dostępie do informacji dotyczących decyzji rządu mogą zapomnieć „niewtajemniczeni”. Infiltracja polityków to zadanie dla organizacji przestępczych, wylęgarni tak zwanych przedsiębiorców. Co ciekawe, cały ten spektakl odbywa się w ramach społecznego przyzwolenia, które skutecznie utrwala solidarność mafijno-biznesową. „Góra” trzęsie kabzą, a „dół” uczestniczy biernie w tej polityce pozbawiony nadziei na zmianę systemu, ale nie na zmianę swojego położenia w nim. Godząc się na status quo, tkwi się równocześnie w marzeniach, że „jeśli tylko poznam kogo trzeba też będę plądrował sakwę”. Deficyt demokratycznej tradycji i postępująca atomizacja Rumunii i Bułgarii na pewno sprzyja takiej postawie. Trzeba pamiętać o tych czynnikach, kiedy wprowadza się kolejne regulacje prawne, ignorując przy tym pewne cechy społeczeństw rozwianych po obu krajach.
Pozostaje jeszcze wisienka na tym torcie. Kto może być łącznikiem pomiędzy pozostawionym sobie ludem a polityczną elitą bałkańskiej ziemi? W tę niszę idealnie wpisuje się prawosławny Kościół. Jego zależność od państwa implikuje współpracę i potrzebę pilnego strzeżenia wspólnego terytorium. Cóż zatem? Duchowieństwo dalekie jest od demaskowania nieuczciwości rządu i przymyka oczy na kolejne przecieki, a wykorzystując swój autorytet społeczny często zabiera głos w sprawach wagi państwowej.
Przekupstwo to podstawowa drzazga w oczach bałkańskich sióstr. Głowę nad tym problemem łamie sobie nie tylko Bruksela, ale i lokalne media, które coraz bardziej sceptycznie odnoszą się zarówno wobec rumuńskich kandydatów, jak i poczynań wybranego niedawno na stanowisko premiera Bułgarii, Bojko Borysova. Najlepszym mikołajowym prezentem dla obu krajów byłaby oddolna siła popychająca ludzi do zmiany.



Politycy chwalą, rolnicy ganią. Umowa Unii Europejskiej z Australią wzbudza kontrowersje
Holandia chce się zbroić, ale bez unijnych planów
Europejscy rolnicy mierzą się z wieloma problemami
Zatrzymanie imigracji przez Tunezję to nie tylko koszt finansowy