Kamil Frymark: Merkel pod pręgierzem
Jak zachowuje się w tym wszystkim Merkel? Z jednej strony powtarza slogan o przejrzystości wszystkich działań podejmowanych na misjach wojskowych, z drugiej jednak nie ma jasnej wizji obecności niemieckiej w Afganistanie. Na zawołanie amerykańskiego prezydenta odnośnie zwiększenia liczby żołnierzy w ramach misji NATO Merkel odpowiedziała, że podejmie taką decyzję dopiero po przyszłorocznej konferencji poświęconej temu krajowi. Odkładanie problemów na później oraz brak deklaracji o wyjściu z Afganistanu powodują, że jej wiarygodność i popularność maleje.
Na własnym podwórku kłopoty kanclerz nie są mniejsze. Sztandarowy postulat koalicji CDU/CSU-FDP, obniżenie podatków, który ostatecznie został przyjęty w zeszłym tygodniu, wywołał zatarg między rządem federalnym a krajami związkowymi. Projekt zakładał decyzje bezpośrednio uderzające w dochody landów, a co za tym idzie wywołał ich zdecydowany sprzeciw. Co zaskakujące najgłośniej protestowały rządy związkowe kierowane przez działaczy chrześcijańskich demokratów. Brak zgody we własnej partii na przeprowadzenie najważniejszych, jak dotychczas podkreślano, reform dowodzi słabości przywódczych Merkel. O ile dobrze radziła sobie z łączeniem programów socjaldemokratów i postulatami własnej partii, o tyle uzgodnienie wspólnego stanowiska przez liberałów i CDU przychodzi jej z wielkim trudem. Już podczas kampanii wyborczej obserwowaliśmy, że pani kanclerz najchętniej kontynuowałaby wielką koalicję CDU-SPD.
Ale Merkel ma problemy, podobnie zresztą jak przed rokiem, również na innym froncie partyjnych zmagań. Po wyborach uaktywniła się członkini CDU a jednocześnie przewodnicząca Związku Wypędzonych Erika Steinbach. Zachęcona przedwyborczymi obietnicami wielu działaczy chrześcijańskich demokratów oraz bawarskiej CSU o wsparciu dla niej, wysunęła ponownie swoją kandydaturę do rady fundacji Widzialny Znak. Na przeszkodzie stanął jej tym razem Guido Westerwelle, minister spraw zagranicznych a jednocześnie szef koalicyjnych liberałów. Jego negatywne stanowisko w sprawie Steinbach wyręczyło Merkel od kłopotliwego tłumaczenia wyższości dobrych relacji z Polską nad partyjnymi zależnościami.
Przy okazji wyborów przewodniczącego Rady Europejskiej oraz tzw. szefa unijnej dyplomacji można zapytać dlaczego Niemcy nie forsowały swoich kandydatów. Obecnie Berlin nie ma na najwyższym unijnym stanowisku swojego przedstawiciela. O ile na tzw. prezydenta UE ciężko byłoby znaleźć odpowiedniego kandydata, może z wyjątkiem byłego prezydenta RFN Weizekera, o tyle na stanowisko Wysokiego Przedstawiciela ds. Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa bez problemu nadawał by się zarówno Frank-Walter Steinmeier jak i Joska Fisher. Jednak Merkel wolała nie drażnić Europy swoimi silnymi kandydaturami i postawić na Belga z niewielkim doświadczeniem międzynarodowym.
Wydaje się, iż jedynym nieprzeszkadzającym ogniwem w układance kanclerz jest opozycja. Socjaldemokraci po wyborczej porażce nie potrafią się otrząsnąć. Ich lider, Sigmar Gabriel, jest raczej biernym obserwatorem życia politycznego niż przywódcą najstarszego ugrupowania w Niemczech. Przy takiej opozycji wydawałoby się, iż rządzenie to tylko przekuwanie politycznych deklaracji z kampanii wyborczej na legislacyjny papier. A jednak dla pani kanclerz nie jest to takie łatwe.


Politycy chwalą, rolnicy ganią. Umowa Unii Europejskiej z Australią wzbudza kontrowersje
Holandia chce się zbroić, ale bez unijnych planów
Europejscy rolnicy mierzą się z wieloma problemami
Zatrzymanie imigracji przez Tunezję to nie tylko koszt finansowy