|
Nocni wędrowcy to dzieci. Dzieci żołnierze. Kaci, a zarazem główne ofiary konfliktu. Konfliktu, w kraju targanym chaosem przez ostatnie kilkadziesiąt lat historii - chociaż tak naprawdę znacznie dłużej, o czym jednak w swej europocentrycznej ignorancji zapominamy. REKLAMA
Kraju, w którym każda kolejna, poznana ludzka historia, karze przestać wątpić, że rządzą nim duchy. Duchy, które - jak pisze autor - z pewnością opętały Josepha Kony'ego - dowódcę Bożej Armii, które czekają na chwile słabości każdego, gotowego zwątpić w ich moc.
Uganda położona jest w sercu Czarnego Lądu. Kształt państw w tej części Afryki kreślili Brytyjczycy - tak jak na całym kontynencie, niewiele przejmując się naturalnymi granicami geograficznymi oraz liniami podziałów etnicznych i religijnych. Od północy Uganda graniczy z Sudanem i jego zbuntowaną południową prowincją - Darfurem (gdzie dochodzi do ludobójstwa na masową skalę, w związku z którym MTK wysłał za prezydentem kraju Omarem al-Bashirem międzynarodowy list gończy), którego powierzchnia odpowiada obszarem wielkości Francji. Na zachodzie Demokratyczna Republika Kongo (dawny Zair) - osławiona dyktatorskimi rządami prezydenta Mobutu Sese Seko; na wschodzie dumni Kenijczycy, wyniośle odnoszący się do swoich zachodnich sąsiadów. Południe to dziś stabilna Rwanda, ciągle jeszcze kojarzona z rzeziami pomiędzy Hutu i Tutsi (które to konflikty w części przetoczyły się za północną granicę) oraz - na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat główny rywal Ugandy - Tanzania. Autor pisze m.in. "W tej części Afryki, walcząc o pierwszeństwo i wpływy, każdy starał się zresztą ze wszystkich sił szkodzić sąsiadom i wspierać ich wrogów. Kampala wspierała powstańców z Sudanu, rząd z Chartumu pomagał partyzantom w Ugandzie. Sudan zbroił partyzantów w Czadzie, którego rząd słał z kolei karabiny partyzantom w Republice Środkowoafrykańskiej. Ta ukrywała u siebie rebeliantów z Konga, a kongijski rząd udzielał schronienia niemal wszystkim banitom z okolic Wielkich Jezior. Etiopia starała się szkodzić Erytrei i Somalii, Somalia - uprzykrzyć życie Kenii. Wszyscy wszystkich zwalczali, zdradzali, wszyscy przeciwko sobie spiskowali, w pojedynkę i w przymierzach, których jedynym spoiwem były wrogość i wspólny nieprzyjaciel." Być może nigdzie na świecie polityczna układanka nie jest tak skomplikowana. Wzajemne animozje, roszczenia, prawdziwe i urojone żale, koniunkturalne pakty oraz zwoływane raz po raz tymczasowe sojusze były od dawna przekleństwem Afryki. Powstawały tu niezwykle silne pętle wzajemnych uwarunkowań. Pętle zależności, których rozwiązania nie są proste. Ba!, są one piekielnie trudne, jeśli w ogóle możliwe.
Autor pokazuje kilka płaszczyzn pomagających nam zrozumieć Ugandę. Pierwszą z nich jest obraz kilkunasto- czasem kilkuletnich dzieci, którym partyzanci z północy zgotowali piekło, najeżdżając ich wioski, paląc wsie, zmuszając do zabijania jeńców - często matek, ojców, rodzeństwa - i odbierając im tym samym prawo powrotu dokądkolwiek. Stygmatyzując ich i psychicznie uzależniając od nowej grupy sobie podobnych. Część z tych, którym udało się uratować, przebywa w specjalnych ośrodkach, gdzie wysiłkiem wolontariuszy usiłuje się ich przywrócić społeczeństwu. Autor dociera do jednego z takich miejsc na północy kraju. Zadaje pytania, słucha, próbuje zrozumieć. Kolejną płaszczyzną jest polityka. Rządzący krajem ponad 20 lat Yoweri Museveni, nazywany swego czasu "nowym Mandelą", zachorował na władzę i nie potrafi - jak jego mentor i wielki poprzednik - odejść w momencie, gdy większość ocenia go jeszcze dobrze. To także ciemność rządów jego poprzedników Miltona Obote i Idi Amina Dady, czasów kiedy - o czym potem bardzo szybko zapomniano - wszechobecny był strach, a kraj spływał krwią. Okresu, gdy prześcigano się w okrucieństwie, a miejsca tortur i kaźni tworzono nawet przy głównych ulicach Kampali (jedno z nich na przeciw ambasady francuskiej) - tak, że słychać z nich było krzyki ofiar. Na wsiach przestano już nawet chować zabitych. Nie grzebano ich, a nie dopełniając świętego obrządku, pozwalano ich duchom krążyć i mścić się - nawet przez kilka pokoleń. To właśnie duchy, te, a także następne - opuszczające ciała ofiar Bożej Armii Kony'ego - stanowią trzecią płaszczyznę. To one są przyczyną gęstych i dusznych nocy w Gulu, chorych rządów w Kampali i wielkich skrajności, które tak wyraźnie występują w afrykańskiej rzeczywistości, za esencję której może uchodzić Uganda.
Książka Wojciecha Jagielskiego kolejny raz doskonale i w sposób wielopłaszczyznowy odkrywa dla nas miejsce odległe i nieznane. Przedstawia szeroki i analityczny - widziany z odległej perspektywy - obraz rzeczywistości, ale jest także relacją ze spotkań i doświadczeń zwykłych (choć może, z uwagi na ogrom ich przeżyć, nie jest to właściwe określenie) ludzi, którym przyszło żyć w realiach, opisanych przez autora. |