Inwestea Konsultea Wschod24 Afryka24 Pe24
Strona główna
Grzegorz Lewicki: Ku zniesieniu ponowoczesności Drukuj Email
( 31 głosów)




Grzegorz Lewicki   
22.12.2009.

Próbując zrozumieć sens słowa „postmodernizm” można mieć wrażenie, że sieć słów o jakie zahacza jest bliska nieskończoności.

REKLAMA

Dotychczasowe próby jego zdefiniowania kończyły się porażką; dowolność interpretacji i brak jasności co do terminu spowodowała, że jego zakres znaczeń – przy odpowiedniej manipulacji językowej – może obejmować prawie wszystkie zjawiska współczesności. „Nie myśl, patrz!” – powiadał znany filozof języka Ludwig Wittgenstein. Najpierw więc pokuszę się o quasi-definicję postmodernizmu (myśl), by potem opisać go obrazowo (patrz).

Quasi-definicja

ImagePotocznie do postmodernizmu odnosi się jako do relatywistycznego nurtu w zachodniej filozofii i kulturze. Jednak sformułowanie to jest zbyt wielkim uproszczeniem. Etymologicznie postmodernizm oznacza „to co po nowoczesności” (łac. post – po, modernus – współczesny). Nie da się go zdefiniować według jego własnych zasad, ponieważ główną jego cechą jest wiara w niekwestionowaną wartość wielości ujęć (możliwa jest tylko quasi-definicja)[1]. Postmodernizm jest to (0) nurt intelektualny, który (1) w sferze socjologicznej charakteryzuje się wizją społeczeństwa nie klasowego, ale podzielonego na grupy społeczne mobilizujące się do realizacji konkretnych celów i obrony określonych interesów. (2) W sferze kulturowej podkreśla wybór jednostki (legitymizowany niezależnie od kontekstu historycznego), której tożsamość jest wieloraka; nie jest nigdy czymś określonym, ale może składać się ze sprzecznych, różnych składowych, zmieniających się w czasie; neguje obiektywne standardy prawdy, dopuszcza równoprawne interpretacje rzeczywistości przez różne grupy społeczne, a kryterium legitymizacji tych prawd czyni wyłącznie umiejętność grupy do narzucenia swojej interpretacji innym. (3) W sferze estetycznej łączy różne kanony myślenia i sztuki, stapia w nowe interpretacje wątki z różnych dziedzin, szuka ukrytych znaczeń i intencji. Nie ma prawdy, są tylko narracje, ciekawe historie. Jeśli istnieją prawdy, to jest ich wiele. Można mówić również o postmodernizmie (4) w sferze politycznej, który charakteryzuje się rozmyciem rozróżnienia na sprawy wewnętrzne i zewnętrzne, wzajemnym wpływem i nadzorem pomiędzy państwami, odrzuceniem siły jako sposobu prowadzenia sporów, coraz mniejszym znaczeniem granic oraz wzajemną otwartością i współzależnością[2]. W tym wymiarze mówi się również o ponowoczesnej wrażliwości m. in. na sprawy środowiska[3].

„Nie myśl, lecz patrz” – postmodernizm dziś

Ponowoczesność nie stawia twardych tez, nie twierdzi, że „coś jest jakieś”, jedynie wskazuje sposoby pokazania niepełności i niepewności struktur pojęciowych, sugeruje, jakie coś nie jest. Płynność i sprzeczności, brak struktury i szkieletu skłania do obrazowej analizy ponowoczesności, poprzez powidoki jej zakorzenienia kulturze. Naoczność intelektualnych konsekwencji tego nurtu można przeanalizować na przykładzie kondycji zachodnioeuropejskiego uniwersytetu. Jego cechą rozpoznawalną jest nie tylko brak zrozumienia dla naukowców posługujących się słowem „prawda” oraz ucinanie akademickich debat twierdzeniem o subiektywności wiedzy, ale także – jak pisze Peter Sloterdijk – „sprawiedliwe przyznanie małoważności, której nikomu się nie odmawia. Dopóki można, unika się przyznania, że równy szacunek i wysoki szacunek wykluczają się wzajemnie”[4]. W sferze wolnomyślicielstwa niemożliwa jest dyskusja, a jedynie dyskurs, bowiem wszystkie wielości są równie ciekawe i warte uwagi. Uniwersalne kryterium emancypacyjne uniemożliwia nadmierne podkreślanie ważności jakichkolwiek prawd, ponieważ mogą okazać się potencjalnie dyskryminujące wobec prawd innych (poza tym prześledzenie ich genealogii tylko upewnia w przekonaniu, że nie są niczym stałym). System akademicki przekształcony w tym duchu daje studentom do ręki łom i wytrych, narzędzia, które każdy może stosować po małym treningu: „wszystko co jest prezentowane, jako odkryte w naturze i dane, można zdemaskować jako stworzone lub zinterpretowane przez samego zainteresowanego; każde rozróżnienie sprowadza się do rozróżniającego… Nie ma już bowiem żadnych zewnętrznych uwarunkowań ze strony natury, są już tylko ‘konstrukty społeczne’ … Nie istnieje talent, są tylko procesy uczenia się, nie istnieje geniusz, są tylko procesy produkcji. Nie ma autorów, są tylko procesy programowania”[5].

Nie tylko studenci, ale również profesorowie używają słów takich jak „narracja”, czy „dekonstrukcja”, mając jedynie mgliste bądź żadne (!) pojęcie skąd się one wzięły. Dowodzi to, że myślenie postmodernistyczne jest samoreplikującą się normą; ulega powielaniu w sposób bezkrytyczny i nieświadomy. Prowadzi on do intelektualnego regresu: gdy ktoś opisze zjawisko podkreślając rolę n czynników, znajdzie się potem kto inny, kto podkreśli rolę n+1 czynników, albo przeniesie dyskusję w inny wymiar, dowodząc, że jego interpretacja jest albo bardziej kompletna, albo że ukazuje nowy, dotąd niezauważony wymiar sprawy. Wprowadzając coraz to nowe zmienne do debaty, nie mającej określonego celu, można prowadzić grę w nieskończoność, co u nawykłego do celowości wywodu studenta wzbudzić może jedynie poczucie obezwładniającej bezradności; co gorsza wykroczenie przeciw równoważności wszystkiego jest odbierane jako przejaw braku kultury. Przychodzi tu na myśl greckie słowo aporia, oznaczające paradoksalność, niemożność, które Derrida uczynił jednym z symboli swojej filozofii; najlepiej oddaje ono ten stan umysłu, który Jan Woleński określa jako tendencję do nihilizmu logicznego[6]. Per aporia, ad astra, ad absurdum[7].

Przyszłość postmodernizmu

Ronald Inglehart, koordynator światowych badań nad wartościami społecznymi stwierdza, że mimo światowego spadku przynależności do wielkich kościołów, nie spada uniwersalny poziom uduchowienia, co świadczy o jego obecnym przekierowywaniu się. W przypadku Europy jest to przekierowanie potrzeb duchowych ze sfery „dobrej śmierci” w sferę „dobrego życia”, to znaczy w sferę aksjologii dającej orientację w życiu[8]. Potrzeba ufności to potrzeba egzystencjalnego oparcia: zaufania (niekoniecznie religijnego) co do możności poznania prawdy; zaufania, które Grecy określali słowem pistis, Hebrajczycy emuna, a które ponowoczesność wykluczyła ze swego dyskursu, a priori zanegowała. Myślenie ponowoczesne, które poprzez uniwersytety zdążyło już przeniknąć z kręgu elit do umysłowości masowej, takiej orientacji nie daje; należy więc spodziewać się zaniku pewnej części jego składowych (np. nihilizm logiczny) oraz samodzielnej ewolucji innych (np. feminizm czy pokojowość w polityce). Tezę o zaniku postmodernizmu potwierdza raport amerykańskiego „Foreign Policy”, który sugeruje, że obecnie w Europie „ludzie o poglądach świeckich i wolnomyślicielskich przestają się rozmnażać. Pod nieobecność ich potomstwa wiodącą rolę w społeczeństwie zaczynają odgrywać osoby wyznające bardziej tradycyjne, patriarchalne wartości”[9]. Zachodnioeuropejskie wspólnoty muzułmańskie o ogromnej dzietności, odrzucające myślenie ponowoczesne jako „zgniliznę Zachodu”, to doskonały przykład trafności tej diagnozy.

Wnioski dla Polski

W Polsce myśl ponowoczesna dotychczasowo nie zyskała sobie szerokiego uznania, co intelektualiści łączą z trwałością chrześcijańskiej, opartej na tomizmie wiary w ontologiczny i etyczny porządek świata[10], publicznej niechęci do jawnego ateizmu (kojarzonego z komunizmem) i/lub solidną edukacją w okresie powojennym, dbającą o ścisłość myślenia i niechętną nihilizmowi logicznemu[11]. Paradoksalnie postmodernizm w swojej obecnej fazie może być zarówno dobrodziejstwem, jak i zagrożeniem dla pozycji Polski na arenie międzynarodowej. Trendy intelektualne na Zachodzie świadczą raczej na korzyść potrzeby metafizycznie zakorzenionej perspektywy postrzegania rzeczywistości („kiedy ludzie borykają się z gwałtownymi zmianami, potrzeba duchowej ufności rośnie”[12]). Co jednak ciekawe, podczas gdy Sloterdijk jeździ po salonach Europy obwieszczając koniec postmodernizmu i budząc zainteresowanie wśród elit, polskie masy nie potrzebują posłanników takiej nowiny, ponieważ rozumieją ten fakt intuicyjnie.

Dobrodziejstwem ponowoczesność okaże się wtedy, gdy nasza elita nauczy się używać jej pojęć dla osiągnięcia celów pragmatycznych (w polityce) oraz do wykazania jej błędności i egzystencjalnej nieefektywności (w filozofii). Innymi słowy: kiedy przeprowadzi filozoficzną dekonstrukcję postmodernizmu jego własnymi narzędziami, wykorzystawszy go przedtem go dla celów politycznych. Wielu polskich polityków, nie znając mentalności zachodniej opinii publicznej, wciąż nie może zrozumieć, że hasła „tolerancji”, piętnowania przejawów „dyskryminacji” i cudzych „nacjonalizmów”, podnoszenia żądań w imię „równości narodów i kultur” oraz inne ponowoczesne chwyty retoryczne powinny być przejęte przez naszą dyplomację jako narzędzia działania, jako język intuicyjnie zrozumiały i uprawomocniony z perspektywy naszych zachodnich sąsiadów. Podobnie w przypadku intelektualistów: wielu wciąż kalkuje nieforemne, ponowoczesne sposoby filozofowania (w które zachód Europy właśnie zwątpił), zamiast skupić się na przetwarzaniu dorobku myśli nowożytnej w duchu słowiańskiego „wyczulenia na treść”, które chwalił Józef Tischner. Popularyzacja filozofii polskiej na świecie jest tutaj kluczowa – zagraniczne podręczniki, z których obecnie uczy się studentów, okazują się być etnocentryczne – autorzy mają tendencję do podkreślania wkładu narodowych autorów, a zaniedbywania innych. Stąd niegasnąca aktualność postulatu Kazimierza Twardowskiego: należy skupić się na polskich syntezach historii filozofii oraz tłumaczeniu polskich filozofów (takich jak np. Roman Ingarden) na angielski – w przeciwnym wypadku jest bardziej niż pewne, że nie uzyskają oni miejsca w panteonie filozofii Zachodu[13]. Kolejny problem to polska tendencja do naśladownictwa: zamiast napisać krytyczną odpowiedź na Tako rzecze Zaratustra Nietzschego, z którego garściami czerpał postmodernizm, zamiast przekształcać kartezjanizm i kantyzm w duchu Antyku, aby sprostał wyzwaniom rzeczywistości XXI wieku, powtarza się w Polsce ograne już gdzie indziej schematy. Tym bardziej należy pamiętać, że postmodernizm właśnie się kończy – trzeba użyć go jako narzędzia retorycznego, natomiast w sferze myśli zdać sobie sprawę, że kto pierwszy domknie ponowoczesną trumnę, zdobędzie poważanie filozofów.

Postmodernizm może być również dla Polski zagrożeniem, jeśli nasze elity będą forsować w polityce idee polskiej swoistości językiem niezrozumiałym dla statystycznych Europejczyków. Niechybnie otrzymają wtedy od sztabów wizerunkowych dyplomacji naszych sąsiadów łatkę „nienowoczesności” czy „zaściankowości”. W zasadzie grzechem sąsiednich dyplomacji byłoby nie wykorzystać licznych przypadków, gdy polscy politycy sami podkładają sobie nogę, używając pojęć niezrozumiałych przez zachód Europy oraz podatnych na manipulacje semantyczne. Warto pamiętać o tej przestrodze również w sferze myśli, szczególnie, że polskie środowiska konserwatywne mają tendencję do apriorycznego odrzucania języka ponowoczesnego, zapominając, że bez jego znajomości nie dotrą do zachodnioeuropejskiej opinii publicznej, nie otworzą jej umysłów (natomiast lewica ma tendencję do nietwórczej jego imitacji). Tomasz z Akwinu właśnie dlatego zajął się Arystotelesem, że była to myśl w jego czasie zrozumiała – obecnie grupą docelową, którą ma zrozumieć język polski, jest przede wszystkim zmęczona ponowoczesnością[14], ale wciąż myśląca jej kategoriami, Europa. Polskie zakorzenienie, nieustanne stwarzanie się poprzez wartości czy słowo „prawda” w dyskursie publicznym wydają się atrakcyjnym novum dla społeczeństw ponowoczesnych. Fascynacja nim istnieje, ale ma wciąż posmak tajemniczej egzotyki – jest życzliwe zainteresowanie i chęć wejścia w interakcję, póki co brak jednak zrozumienia, ze względu na brak wspólnego języka. To, że wschód Europy może wnieść do cywilizacji zachodniej – jak to ujął Vaclav Havel – „metafizycznie zakorzenione poczucie odpowiedzialności” oraz celowości, jakich obecnie brakuje[15], nie jest wcale oczywiste dla obywateli UE, dla których dotąd byliśmy szarą plamą na mapie sowieckiej dominacji.

Odrzucenie postmodernizmu nie oznacza wcale odrzucenia tezy, że ludzkie poznanie jest z natury swej ograniczone (co w XX wieku pokazali Kurt Godel w matematyce i Alfred Tarski w filozofii). Nie oznacza też odrzucenia postulatu pokojowości w polityce czy metodologicznej ostrożności w filozofii i nauce, ale raczej powrót do inspiracji pragnieniem poznania prawdy, zamiast dogmatem o bezwarunkowej konieczności dekonstrukcji prawd wszelkich.

Przypisy:

1. Quasi-definiując postmodernizm, używam fragmentów swojej pracy: Grzegorz Lewicki, „Wizerunek Polski za granicą w konstruktywnej teorii stosunków międzynarodowych”, w: Dominik Skorupa (red.), Solidarni Wczoraj i Dziś, Kraków, Fall 2008.
2. Robert Cooper, The post-modern state and the new world order, Demos Foreign Policy Centre, London 1996; Można zastanawiać się, co do zasadności słowa ponowoczesność w tym przypadku: Cooper stworzył swą koncepcję, chcąc opisać wpływ globalizacji na politykę międzynarodową, a słowo postmodernizm potraktował wyłącznie jako popularny, rozpoznawalny nośnik dla swoich tez.3.
3. Zob. Jeremy Rifkin, The European Dream, Schuman Lecture 2007, Universiteit Maastricht.
4. Peter Sloterdijk, Pogarda Mas, Czytelnik, 2003, s. 75.
5. Ibidem, s. 64-65.
6. Jan Woleński, „Krytyka postmodernizmu”, w: A. M. Potocka, (red.), Postmodernizm: teksty polskich autorów, Kraków, 2003.
7. Łac. „Przez niemożność, do gwiazd, do absurdu”.
8. Ronald Inglehart, Globalization and Postmodern Values, “The Washington Quarterly”, 23:1, 2000, s. 215–228.
9. Philips Longman, The Return of Patriarchy, “Foreign Policy”, March/April 2006 (przedruk polski wzbogacony o dotatkowe statystyki dostępny w: “Tygodnik FORUM” 22/2006, “Bóg, Honor, Testosteron”).
10. Zob. Zdzisław Krasnodębski, O czasach postpatriotycznych, „Miesięcznik ZNAK” 4/2004, s. 86; Jadwiga Staniszkis w tym samym duchu uwypukla rolę braku filozoficznego nominalizmu w myśleniu Polaków (zob. Jadwiga Staniszkis, „Dwie rewolucje intelektualne w Europie” (EUROPA (50) 11/05), wskazując na różne modele racjonalności zachodu i wschodu Europy; współczesne wprowadzenie do tomizmu – zob. Stefan Świeżawski, Święty Tomasz na nowo odczytany, “W drodze”, 1995.
11. Jan Woleński uważa, że nieprzyjęcie się postmodernizmu w Polsce należy łączyć nie z wpływem religii, ale z: solidną edukacją, opóźnionym tempem docierania do Polski idei z zachodu Europy oraz polską tendencją do intelektualnego eklektyzmu (na podst. korespondencji z J. W., 14-15.12.2008).
12. John Naisbitt i Patricia Aburdene, “Religious Revival of the Third Millenium”, w: Megatrends 2000, Morrow and Company, 1990, s. 272.
13. Por. wypowiedź Jana Woleńskiego w: Historia filozofii polskiej - dokonania, poszukiwania, projekty, Semper 2007, s. 46-47.
14. Zob. Zygmunt Bauman, Ponowoczesność jako źródło cierpień, Sic!, 2004.
15. Christopher Coker, Twilight of the West, Westview, 1998, s. 177.

Drukuj Email
 
PS. Zainteresowanych zapraszam na swoją stronę: http://greglewicki.wordpress.com/
greglewicki, 2010/03/06 11:36
Dziękuję za komentarz. Derridy koncepcja różni i buddyzujace założenia ontologiczne (onotlogia negatywna ) sugerujące, że każde "coś" definiujemy przez sieć relacji z rzeczami ktorymi to coś "nie jest" to oryginalny pomysł, ale nic poza tym. Wystarczy prześledzić w jaki impas epistemologiczny, nie mówiąc już o metafizycznym, wplątał się Nagardżuna i wyciągnąć wnioski. Taki silny apofatyzm może rzeczywiście zasadnie dotyczyć sfery teologii (Heidegger), ale próba stosowania go do teorii poznania to rzecz w żaden sposób nie satysfakcjonująca - przynajmniej mnie - intelektualnie. Robocze założenia jedności czy - szerzej - prawdy jako choćby tylko "transcendentalnego pozoru" wydaje się konieczne. Gdybyśmy na takich ludziach jak Derrida (de)konstruowali wiedzę, to nie byłoby ani i-podów, ani komputerów, ani też dziedzin naukowych. Co do postmodernizmu w ogóle, szczerze polecam Panu tekst: Kwartalnik Filozoficzny (T. 37 - 2/2009), "Lyotard i Rorty -pomiędzy historią i posthistorią" (Stanisław Pelc), pokazujący, że postmodernizm jest zakamuflowaną filozfią dziejów za całkiem POZYTYWNYMI założeniami teleologicznymi, ideowymi i aksjologicznymi (sic!), a rzekoma bezzałożeniowość to pewna figura retoryczna. Co więcej, jest tam porównanie Kanta do Rorty'ego i Lyotarda, czyli to, co wg Pana trzeba przemyśleć. Dodatkowo - ostatnio wyszedł dobry numer pisma "Kronos" o Kojevie, też a propos. Co do Ingardena - na angielski przetłumaczono chyba tylko "Książeczkę o czlowieku", więc jest chyba jeszcze dużo roboty do wykonania.
greglewicki, 2010/03/06 11:35
„W sferze wolnomyślicielstwa niemożliwa jest dyskusja, a jedynie dyskurs, bowiem wszystkie wielości są równie ciekawe i warte uwagi. Uniwersalne kryterium emancypacyjne uniemożliwia nadmierne podkreślanie ważności jakichkolwiek prawd, ponieważ mogą okazać się potencjalnie dyskryminujące wobec prawd innych” Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie jestem skrajnym zwolennikiem postmodernizmu, jednak zastanówmy się nad kilkoma kwestiami. Choćby przywołany Derrida. Myślę, że jest on zbyt często odczytywany jako po prostu negujący wszelką prawdę. Sądzę, że warto zatrzymać się tu na dłużej. Często przyjmujemy, że Derrida to po prostu odwrócenie się plecami od rozumu i prawdy. Jednak on sam wielokrotnie pisał o konieczności uzasadniania i precyzji myślenia. Spójrzmy na Wittgenstein’a (gry językowe i formy życia) Kuhn’a (historie paradygmatów) czy Foucault’a (episteme). Widać tu powiązania z obszarem socjologii wiedzy, która oczywiście zwraca uwagę na społeczne uwarunkowania konstruowanej wiedzy. Uważam jednak, że nie trzeba mówić o całkowitym nihilizmie. Postmoderniści nawiązywali do Bachelard’a podkreślając po prostu moment pęknięcia, jako ten punkt w historii od którego wiedza zaczyna być konstruowana w obrębie nowego paradygmatu. Rozwój wiedzy następuje zatem skokowo a nie linearnie. Jednak to właśnie jest ten swoisty krok. Wtedy bowiem stare pojęcia przestają być wystarczające i powstają nowe, które torują drogę do nowego pola badań. Owszem raczej nie odnajdziemy w myśli postmodernistycznej twierdzeń, o odkryciu prawdy absolutnej. Czy jednak oznacza to od razu tak radykalny nihilizm. Myśliciele ci zawracają uwagę na rolę jaką odgrywa intersubiektywność i pewien konsensus w środowisku, czyli w obrębie danego paradygmatu, pola badawczego, gry językowej itp. Wobec tego nie wszystkie słowa rzucone tak sobie zajmują od razu „prestiżowe” stanowisko. Nie jestem również pewien czy postmodernizm musi oznaczać nihilizm etyczny. Optuje on co prawda za brakiem podstaw do wyprowadzenia podstaw etycznych z jakiejkolwiek ontologii, jednak nie musi to likwidować stanowienia etyki. Z drugiej strony postmodernizm ogłaszając koniec wielkich narracji (Lyotard) podkłada nogę fundamentalizmowi, co ma zmierzać do ustanowienia pokoju i tolerancji (Derrida przywoływał tu pojęcie gościnności). Trzeba zastanowić się teraz co jest lepsze: Kant i jego idea wiecznego pokoju czy propozycja Lyotarda czy jeszcze liberalizm w wydaniu Rorty’ego. Oczywiście pojawi się tutaj problem uniwersalnych zasad, które uznałby każdy w globalnej grze. Moim zdaniem postmodernizm nie tyle podważa modernizm za jego zapędy emancypacyjne, nie atakuje go nawet za brak legitymizacji. Postmodernizm odcina się raczej od odnajdywania fundamentalnej ontologii, która dałaby nam ostateczną podstawę. Jednocześnie kierunek ten zwrócił uwagę na kilka ważnych kwestii i tutaj odnajdziemy jego zasługi. Filozofowie tego nurtu zaczęli opisywać nasz świat, zwracając uwagę na istotne zmiany jakie w nim zachodzą. Świat ponowoczesny rzeczywiście ukazał rosnący kryzys wspólnych tożsamości, z drugiej strony postępujący pluralizm współczesnych społeczeństw. Spójrzmy na częste przekraczanie granicy pomiędzy tym co prywatne i publiczne i robienie z prywatnych interesów spraw publicznych. Dobro wspólne coraz rzadziej jest dyskutowane natomiast podejmowane są doraźne interesy jednostek. (Dobrym przykładem jest sprawa o której rozmawiają Maciek Konarski z Alek w komentarzach w artykule poniżej). Jak już pisałem: nie jestem skrajnym zwolennikiem filozofii postmodernistycznej, uważam jednak że warto pochylić się nad kilkoma aspektami, na które zwrócili uwagę wymienieni przeze mnie myśliciele. Świat, w którym żyjemy różni się od wcześniejszych i ciężko jest po prostu powrócić do dawnych lat. Rzeczywistość dziś wymaga nowego opisu. Co do tłumaczenie Ingardena to myślę, że jest on znany na Zachodzie choćby za sprawą Husserla.
Michał Cyran, 2009/12/23 01:16
Dodaj swój komentarz do tego artykułu...
Imię (wymagane)
Komentarz
Zaloguj lub zarejestruj się aby móc dodawać komentarze.

Jednostki Wojska Polskiego będą realizować szereg zadań w czasie Mistrzostw Europy w Piłće Nożnej Euro 2012.
więcej...
Wartość chińskiego eksportu spadła w styczniu, był to pierwszy spadek eksportu od ponad dwóch lat.  Wzbudziło to obawy chińskiego rządu co do wpływu globalnego spowolnienia gospodarczego na rozwój gospodarki kraju.
więcej...
Nie bez przyczyny Zbigniew Brzeziński w swej „Wielkiej szachownicy” obok Niemiec, Francji i Rosji umieścił właśnie Chiny i Indie jako państwa prowadzące wielowymiarową politykę. Chiński tygrys i indyjski słoń śmiało wyrażają swoje cele. Czy możliwa jest zatem współpraca między...
więcej...
 AnalizySystemy polityczne  Imigracja  Cywilizacje  Konflikty  Ekologia  Terroryzm  Polityka zagraniczna  Dyplomacja  Emigracja  Separatyzm  Stosunki międzynarodowe 
 GospodarkaWaluty  Ropa naftowa  Sektor bankowy  Giełdy  Rynek pracy  Nieruchomości  Surowce  Gaz ziemny  Media  Technologie  Przemysł samochodowy 
 OrganizacjeNATO  OBWE  OPEC  ONZ  Al-Kaida  G-20  MFW  WNP  ASEAN  WTO 
 PaństwaNiemcy  Francja  Izrael  USA  Wielka Brytania  Indie  Chiny  Rosja  Irlandia  Ukraina  Turcja  Hiszpania  Brazylia  Iran  Sudan  Włochy  Afganistan  Gruzja  Informacje dla wyjeżdżających 
 Po godzinachRecenzje  Film  Wywiady  Książka 
 RegionyUnia Europejska  Bałkany  Afryka  Bliski Wschód  Daleki Wschód  Kaukaz  Azja  Darfur  Krym  Kaszmir 
 StylSavoir vivre 
 Unia EuropejskaSłownik UE  Komisja  Prezydencja  Strefa Euro  Traktat lizboński  Strefa Schengen  Partnerstwo Wschodnie  Europejska Polityka Sąsiedztwa 
Zaloguj sie
         
     
SERWIS SPECJALNY
Dyplomacja_specjalny