|
Przed wyjazdem do Afganistanu, przyszli członkowie misji cywilnej, mającej towarzyszyć dodatkowym kontyngentom żołnierzy, przechodzą przeszkolenie w „afgańskim miasteczku” w…Indianie. REKLAMA
Dawny szpital psychiatryczny w Muscatatuck został zamieniony w największy park szkoleniowy od czasów wojny wietnamskiej. Oprócz zabudowań przypominających te spotykane najczęściej w afgańskich miasteczkach (z graffiti na ścianach), w Muscatatuck można spotkać też „prezydenta” łudząco podobnego do samego Hamida Karzaja. W rolę sędziego w miasteczku wcielił się prawdziwy Afgańczyk, który –zanim wyemigrował do Stanów – był sędzią w swoim kraju. „Amerykanie cierpliwie wysłuchiwali moich tłumaczeń, dlaczego sąd blokuje przebieg procesów, przez co pobliski areszt pęka w szwach” – opowiadał „sędzia” dziennikarzom „New York Timesa”.
Zastępca szefa NSC, Paul W. Jones, twierdzi, że największą pokusą przyszłych pracowników misji cywilnej będzie chęć zrobienia zbyt wiele. „Musimy pamiętać, że nie jesteśmy w Afganistanie po to, aby przemienić go w coś, co przypominałoby nam to, co znamy z Ameryki”.
51 osób: pracowników i kontraktorów Departamentu Stanu, podlegającej mu USIAD (agencji pomocy rozwojowej), a także Departamentu Rolnictwa, przez uczestniczyło w tygodniowym szkoleniu – symulacji.
Każdego dnia uczestnicy szkolenia zapoznawali się z innymi aspektami życia i pracy „w terenie”: oprócz załatwiania spraw w sądach czy urzędach, musieli dostać się do oddalonej o 10 mil wioski tak, by nie wpaść w zasadzkę talibów. Dzięki podstawowemu szkoleniu wojskowemu, będą m.in. wiedzieli jak wyjść z przewróconego opancerzonego Humvee.
W ciągu roku liczba amerykańskich cywilów wysłanych do Afganistanu przez Departament Stanu i USIAD, wzrosła ponad trzykrotnie: z 300 do tysiąca osób do końca stycznia 2010. Zapotrzebowanie będzie ciągle rosło: priorytetem jest bowiem odbudowa afgańskiego rolnictwa. Do wyjazdu mogą szykować się kolejni agronomowie. Jednak znalezienie agronoma doświadczonego w pracy w podobnych warunkach, jakie zastanie w Afganistanie, a dodatkowo – ze znajomością lokalnych języków – jest niezwykle trudne. Więcej specjalistów przygotowanych do pracy na zagranicznych misjach ma armia: Departament Stanu i USIAD podpisały więc kontrakty z osobami, które nigdy wcześniej dla rządu nie pracowały. Liczną zwłaszcza grupę stanowią byli wolontariusze i pracownicy organizacji non-profit, a także emerytowani naukowcy.
Roczne kontrakty nie pociągają za sobą pozwolenia dla zatrudnionych w ten sposób, do zabrania ze sobą na misję członków rodzin. Ograniczone są też możliwości urlopowe, a rodzina członka personelu ma otrzymać jako rekompensatę ok. 6 tys. Dolarów miesięcznie. Mimo sowitej rekompensaty, najmniej jest wśród kontraktorów młodych kobiet, które mogłyby pracować z kobietami afgańskimi: nacisk na prawa kobiet to jedna z głównych linii polityki zagranicznej prowadzonej przez Hillary Clinton.
Jeśli jednak nawet amerykańscy dyplomaci skarżyli się w ostatnich latach na złe wyposażenie (zarówno techniczne, jak i treningowe), obawy o nowy personel cywilny – zwłaszcza spoza Departamentu Stanu – mogły być uzasadnione.
Jim McKellar, kierownik szkolenia w Muscatatuck, mówił, że w podczas tygodniowego kursu będą mogli oni zobaczyć to, co ich czeka na miejscu. Jedną z zauważalnych tendencji u większości spo kursantów było zbytnie dążenie do pomocy Afgańczykom, a mianowicie – rozwiązywanie poszczególnych problemów za nich. „Muszą zrozumieć, że nie jadą do Afganistanu rozwiązywać afgańskich problemów, ale nauczyć Afgańczyków, by sami je rozwiązywali” – podkreślał McKellar. Nie chodzi tylko o pomoc przy rozwoju rolnictwa: specjaliści z USA będą pracować nad polepszeniem afgańskiego wymiaru sprawiedliwości – jednego z najbardziej skorumpowanych i niewydolnych na świecie. Podniesione mają zostać też standardy higieny i opieki zdrowotnej. Na szeroką skalę toczona będzie również walka z analfabetyzmem.
Dobrze funkcjonujące afgańskie miasteczka mają sprawić, że radykalni talibowie stracą poparcie w społeczeństwie jako ci, którzy wnoszą chaos.
W Muscatatuck Urban Training Center [MUTC] wraz z cywilami trenowali członkowie Gwardii Narodowej z Indiany, którzy także zostaną wysłani do Afganistanu.
Ośrodek szkoleniowy w MUTC to ponad tysiąc akrów powierzchni, 70 budynków, w tym dziewięć – z podziemiami, a także podziemne tunele o łącznej długości jednej mili. Na tygodniowe szkolenie trzeba było wziąć ze sobą m.in. przybory toaletowe, ubrania na zmianę (i „pracę w warunkach polowych”) i przybory do pisania. Żadnego alkoholu ani koszulek polo z firmowymi logo, szortów ani sandałów.
Dane na podstawie: nytimes.com, mutc.in.ng.mil
|