Inwestea Konsultea Wschod24 Afryka24 Pe24
Paweł Świeboda, Agata Hinc: Kopenhaga - kres polityki perswazji Drukuj Email
( 2 głosy)




Paweł Świeboda, Agata Hinc   
22.12.2009.

Nie sposób twierdzić, że podczas szczytu w Kopenhadze osiągnięto wartościowe porozumienie w zakresie walki ze zmianami klimatycznymi. Upierając się, że szczyt był czymś więcej, aniżeli zupełną porażką polityki międzynarodowej, i to w kluczowej jej dziedzinie, wyrządzimy sobie jeszcze większą krzywdę. Trzeba powiedzieć jasno: szczyt poległ pod ciężarem rozdmuchanych oczekiwań, dbałości o własną korzyść, oraz niepohamowanego cynizmu.

REKLAMA

Co prawda, projekt uratowania Ziemi przed tragicznymi skutkami zmian klimatycznych nie stracił na aktualności. Wzrost temperatur musi zostać przyhamowany dla dobra wszystkich mieszkańców globu. Tym niemniej, zmieniły się warunki realizacji tego projektu. Po szczycie w Kopenhadze będziemy mieli mniej złudzeń. Wiadomo, że porozumienie zostanie ukształtowane w warunkach zaciekłej konkurencji pomiędzy państwami. Budowa gospodarek niskoemisyjnych jeszcze wyraźniej jawić się będzie jako droga do realizacji założeń polityki klimatycznej - zwłaszcza w warunkach kryzysu gospodarczego. Nie możemy już sobie pozwolić na iluzje; musimy twardo stąpać po ziemi.

Kopenhaga to zwiastun nowej, burzliwej ery w stosunkach międzynarodowych, które charakteryzować się będą wzrostem napięć oraz stopniowym przesuwaniem się biegunów sił. Nowy system międzynarodowy jest o wiele bardziej demokratyczny, ale to oznacza wzmocnienie pozycji krajów roszczeniowych oraz powszechny wzrost oczekiwań. Kraje rozwijające się wykazały się wyjątkową asertywnością zabiegając o to, aby państwa rozwinięte płaciły im za walkę ze zmianami klimatycznymi. Z kolei te drugie nie potrafiły traktować tych pieniędzy inaczej, niż jako "rozszerzony pakiet stymulacyjny". Były gotowe wydać je tylko pod warunkiem, że uzyskają gwarancję odzyskania ich w formie zwiększonego popytu na dobra i usługi, których są producentami.

Kopenhaga to równie złe wieści dla walki ze zmianami klimatycznymi, jak i dla międzynarodowego porządku. Szczyt pokazał wyraźnie, że stosunki międzynarodowe nie będą już rozwijać się w oparciu o "perswazję". Przed szczytem planowano, że ambitne deklaracje w zakresie redukcji emisji zwiększą globalną akceptację dla projektu walki ze zmianami klimatycznymi, w ramach działania efektu "kuli śniegowej". Ale te plany opierały się na zbyt optymistycznym założeniu, że wszystkie państwa będą ufać w to, że inni zrealizują swoją część kontraktu. Takie założenie od początku raziło naiwnością, gdyż wielu głównym aktorom znacznie bardziej opłacało się "jechać na gapę". Po raz kolejny okazało się, że dobre intencje nie wystarczają; potrzebna jest jeszcze niewidzialna ręka trzymająca naraz kij i marchewkę.

Unia Europejska musi wyciągnąć własne wnioski. Nie tylko bowiem została pominięta w ostatniej rundzie negocjacji, lecz - co gorsza - jej rzekome przywództwo w walce ze zmianami klimatycznymi zostało zupełnie zignorowane przez inne kraje. Po części sama ponosi za to winę. Mogła i powinna była jeszcze przed szczytem ogłosić cel redukcyjny w wysokości 30% do 2020 r.; dzięki temu zyskałaby legitymację, aby wymagać od innych podjęcia podobnych kroków. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że w ramach UE na nowo rozgorzeje dyskusja nad obciążeniem podatkiem granicznym produktów pochodzących z krajów, które nie walczą ze zmianami klimatycznymi. Tego rodzaju "podatek emisyjny", pobierany na granicach UE, na pierwszy rzut oka trąci protekcjonizmem. Tym niemniej, można argumentować, że chodzi jedynie o wprowadzenie sprawiedliwych warunków dla międzynarodowej konkurencji na rynku wewnętrznym. Jak twierdzi Dieter Helm z Uniwersytetu w Oxfordzie, "należy oddzielić problem emisji od kwestii handlowych; podatek emisyjny pobierany na granicach UE zwiększyłby efektywność handlu, gdyż znosiłby ukryte subsydium, obecne w takich krajach jak Chiny, które nie uwzględniają kosztu efektów zewnętrznych wywołanych emisją CO2"**. Ten mechanizm może stać się istotnym argumentem UE podczas najbliższych negocjacji, przy czym Unia mogłaby ogłosić, że znaczna część przychodów z tego tytułu zostanie przeznaczona na wsparcie działań na rzecz ograniczenia zmian klimatycznych i dostosowania do ich skutków w krajach najsłabiej rozwiniętych lub zajmujących niewielkie wyspy.

Ze szczytu w Kopenhadze płynie dla UE pięć wniosków. Po pierwsze, UE nie może liczyć na to, że osiągnie jakąkolwiek skuteczność jedynie "służąc za wzór" i wabiąc innych do naśladownictwa. Unia musi dodatkowo odwoływać się do ludzkich instynktów: nadziei i strachu, wspierając finansowo inne państwa, a zarazem wprowadzając równe warunki dla międzynarodowej konkurencji na naszym rynku wewnętrznym, sprzyjające ambitnym unijnym celom emisyjnym. Po drugie, UE musi podjąć bardziej rzeczową dyskusję ze Stanami Zjednoczonymi. Iluzja transatlantyckiego przywództwa zupełnie rozprysła się w ostatnich godzinach szczytu w Kopenhadze, gdy Barack Obama pokazał Europie figę z makiem - co było okrutne, ale po części uzasadnione tym, że w ciągu roku Europa nie odpowiedziała na szereg apeli o wsparcie ze strony USA. Po trzecie, UE powinna wzmóc współpracę z rozwijającymi się potęgami. Podczas szczytu widać było jak na dłoni, że część kluczowych graczy dlatego nie chce słuchać UE, gdyż ta przyjęła wobec nich nazbyt protekcjonalną postawę. Po czwarte, UE musi zaprowadzić porządek we własnym ogródku, aby móc na nowo przemówić legendarnym "jednym głosem". Tymczasem, w Kopenhadze Unia miała wiele twarzy: niektórzy przywódcy wybiegali zanadto do przodu, inni natomiast udawali biedniejszych, niż są w istocie. Wreszcie, po piąte, UE powinna położyć tym większy nacisk na budowę gospodarki niskoemisyjnej, gdyż tylko wówczas będzie w stanie zrealizować ambitne cele emisyjne.

Nowy Rok powinien być dla UE czasem refleksji. Unia musi jak najszybciej przygotować mapę drogową przed szczytem COP16 w Meksyku. W tym celu, powinna realistycznie spojrzeć na wyłaniające się nowe warunki polityki międzynarodowej, traktując negocjacje klimatyczne jako najważniejszy sprawdzian dla nowego porządku.

* Paweł Świeboda jest Prezesem a Agata Hinc Szefem Projektu "Niskoemisyjna Gospodarka" w demosEUROPA - Centrum Strategii Europejskiej.

Drukuj Email
 
Powiązane tagi:
  
Dodaj swój komentarz do tego artykułu...
Imię (wymagane)
Komentarz
Zaloguj lub zarejestruj się aby móc dodawać komentarze.

W trakcie nieformalnego spotkania Rady Europejskiej w Brukseli (23.05) przywódcy państw UE nie znaleźli porozumienia w sprawie środków koniecznych do osiągnięcia wzrostu gospodarczego w Europie.
więcej...
Unia Europejska zaskarżyła Argentynę przed Światową Organizacją Handlu (WTO), zarzucając krajowi z Ameryki Południowej stosowanie niedozwolonych ograniczeń w imporcie.
więcej...
Fala kryzysu finansowego, która w 2009 roku przelała się ze Stanów Zjednoczonych na kontynent europejski uderzyła w najsłabsze punkty gospodarek państw Unii Europejskiej, pogarszając sytuację w sektorze bankowym i/lub powodując zadłużenie finansów publicznych ponad progi...
więcej...
 AnalizySystemy polityczne  Imigracja  Cywilizacje  Konflikty  Ekologia  Terroryzm  Polityka zagraniczna  Dyplomacja  Emigracja  Separatyzm  Stosunki międzynarodowe 
 GospodarkaWaluty  Ropa naftowa  Sektor bankowy  Giełdy  Rynek pracy  Nieruchomości  Surowce  Gaz ziemny  Media  Technologie  Przemysł samochodowy 
 OrganizacjeNATO  OBWE  OPEC  ONZ  Al-Kaida  G-20  MFW  WNP  ASEAN  WTO 
 PaństwaNiemcy  Francja  Izrael  USA  Wielka Brytania  Indie  Chiny  Rosja  Irlandia  Ukraina  Turcja  Hiszpania  Brazylia  Iran  Sudan  Włochy  Afganistan  Gruzja  Informacje dla wyjeżdżających 
 Po godzinachRecenzje  Film  Wywiady  Książka 
 RegionyUnia Europejska  Bałkany  Afryka  Bliski Wschód  Daleki Wschód  Kaukaz  Azja  Darfur  Krym  Kaszmir 
 StylSavoir vivre 
 Unia EuropejskaSłownik UE  Komisja  Prezydencja  Strefa Euro  Traktat lizboński  Strefa Schengen  Partnerstwo Wschodnie  Europejska Polityka Sąsiedztwa 
Zaloguj sie
         
     
SERWIS SPECJALNY
Dyplomacja_specjalny