|
Japonia - postindustrialnie tradycyjna (Część3) |
|
|
|
Paweł Kaczmarek
|
|
12.01.2010. |
|
Na zewnątrz samolotu prawie -60 oC, gdy kadłub oświetlają pierwsze promienie słońca odbite od syberyjskich szczytów. Leci ze mną zaledwie kilkunastu europejczyków (nie licząc załogi). Japońscy wycieczkowicze dopełniają listę pasażerów. Moja azjatycka współtowarzyszka podróży cieszy się, że mogła spełnić swoje marzenie i wyjechać na naprawdę długą podróż po Europie. Miała na myśli 10 dniową wizytę w Czechach. Jest zachwycona, ale chce już wracać do domu. Dwie godziny i 50 podstawowych japońskich zwrotów później to tym razem moje marzenie dotknęło płyty lotniska. Tokio Narita - a więc jestem w Japonii. Jeszcze 24 godziny wcześniej, kiedy wyruszałem w tą podróż z Poznania byłem całkiem pewien, że uzbrojony w przewodnikową wiedzę i internetowe mądrości z lekkością pochłonę wszystkie te doznania, którymi przywita mnie ten kraj. Jakże mniej pewny tego byłem stojąc wśród kulturowego kalejdoskopu w kolejce do odprawy celnej. "Obywatele Japonii prosto, pozostali na prawo" – przywitała mnie miła pani wręczając ulotkę z prośba o natychmiastowe zgłoszenie się do lekarza w przypadku podejrzenia u siebie grypy. A właśnie rozpoczął się sezon na świńską. Podniesiony na duchu tym zdarzeniem stanąłem twarzą w twarz z przeznaczeniem. Po wywiadzie, zdjęciu i pobraniu odcisków palców stało się. Kraj Kwitnącej Wiśni zezwolił mi wkroczyć na swoje terytorium. REKLAMA
Strona 12 z 34 [Tokio, Minowa] spacer nocą po dzielnicach oddalonych od centrum Tokio odkłamuje sterylny obraz Japonii, jakimi karmi nas centrum. Nocą jakby z powietrza pojawiają się duże grupy bezdomnych. Budżetowi turyści z Europy i USA włóczą się po ulicach w poszukiwaniu taniej rozrywki i piwa. Zmęczeni życiem staruszkowie, niepełnosprawni i robotnicy szukają pod wpływem alkoholu drogi do domu. Na każdym rogu są hotele pracownicze z lat siedemdziesiątych (oceniam wiek po standardzie), gdzie w telewizji hotelowej możemy znaleźć przynajmniej jedna czwarta kanałów z niewyszukana pornografią. Tutaj pierwszy raz spotkałem hotele na godziny, gdzie pary z dala od rodziców mogą przeżyć chwilę intymności. Tutaj także w końcu (stęskniłem się za tym paradoksalnie) pracownicy supermarketów nie silili się już na czasami udawana uprzejmość i wprost pokazywali, że są bardzo zmęczeni i negatywnie nastawieni do klienta. W tej dzielnicy jednak bardzo mi się podobało. Tutaj ludzie wydawali mi się bardziej szczerzy, bardziej naturalni. Prawdopodobnie jednak poczułem ulgę, że nie można być, aż TAK doskonałym.
|
|
|