Michał Cyran: Lewy do lewego?
W niedzielę, w drugiej turze chorwackich wyborów prezydenckich, kopie kruszyć będą dwaj kandydaci centrolewicy. Przynajmniej tak są określani. Popatrzmy z bliska.
Łatwo zauważyć, że do noworocznej tury przebrnęli kandydaci opozycji. Ludzie zmęczeni dotychczasowymi rozgrywkami na szczycie zapragnęli zmiany. Prawica zebrała ciężkie ciosy i kandydaci HDZ (Chorwacka Wspólnota Demokratyczna) spakowali walizki. Poza kompromitującymi aferami obóz ten podtopiła dymisja Ivo Sanadera, który ustąpił z urzędu premiera w lipcu ubiegłego roku. Co więc dalej? Chorwackie nagłówki wyrokują, że Josipović – 52-letni socjaldemokrata jest zdecydowanym faworytem. Jego rywal, niezrzeszony popularny burmistrz Zagrzebia – Milan Bandić otrzymał w pierwszej turze o ponad połowę mniej głosów niż wspomniany wcześniej ekspert od międzynarodowego prawa karnego i przy okazji muzyk klasyczny. Chociaż klamka „10 stycznia” jeszcze nie zapadła, jedno jest pewne – to właśnie nowy prezydent spije śmietankę. Bo tym czego najbardziej żałuje Stipe Mesić odchodzący po dekadzie sprawowania władzy, jest fakt że niestety to nie on wprowadzi Chorwację do Unii Europejskiej. Zatem kim są pretendenci do miana szczęściarza?
Gdy rzucimy okiem na karty historii, zobaczymy, że korzenie obojga ulokowane są na lewo. A jak jest dziś? Josipović wydaje się bardziej przywiązany do swojego rodowodu. Podczas kampanii zwracał szczególną uwagę na potrzebę walki z korupcją i przestępczością, które na Bałkanach wciąż mają się nieźle. W oczach opinii publicznej kandydat ten jawi się jako antidotum na brudy pływające w politycznych salonach, a jego brak doświadczenia odczytywany jest nawet jako pewien atut. Skoro nie ma zbyt bogatej biografii, to brak również w jego CV deprymujących wpadek.
Bandić. Tutaj pojawia się nieco większy problem z lokalizacją na politycznej mapie. Został wyrzucony z SDP (socjaldemokraci), przez wielu uznawany za karierowicza. Krytykowany głownie za populizm, puste slogany i brak konkretów. Chyba nie bez racji – na kampanię reklamową wydał najwięcej, a chorwaccy internauci coraz częściej wpadają na baner „Milan Bandić – Hrvatski Predsjednik”. Burmistrz niespecjalnie radzi sobie również z językami obcymi, co kłuje w uszy coraz większą liczbę wyborców. Dosyć tego profilowania, wróćmy do meritum czyli najbliższej niedzieli.
Więc kto?
Oto jedna z wersji. Kluczem okaże się wspomniany już Sanader. Część HDZ oficjalnie nabiera wody w usta. Nieoficjalnie były premier, który właśnie ogłosił, że wraca do polityki, spotkał się niedawno z Bandićiem. Zaryzykuję opinię, że szuka on teraz nowego miejsca. Skoro z Josipovićem mu nie po drodze, nie pozostaje nic innego jak złapać za ster razem z Milanem. W HDZ nie dzieje się ostatnio najlepiej, a wewnętrzne sprzeczności dodatkowo dziurawią dno prawicowego tankowca. Sanader opuszczając tonący pokład złapał jednocześnie koło ratunkowe z napisem „Bandić”. Burmistrz będzie potrzebował w niedzielę dodatkowych głosów, które czekają jedynie na prawo od rywala. Kto inny będzie lepszą gwarancją cennych procentów jeśli nie były premier?
Niektóre chorwackie gazety są wyjątkowo pewne zwycięstwa Josipovića. Nie doceniają jednak wagi sprytnych zagrywek szefa Zagrzebia. Ten, zamiast liczyć na lewicowy elektorat, postanowił zagarnąć swój własny oraz poszukać podparcia w HDZ. Jedyną szansą dla SDP jest trzeźwość jej wyborców, jeśli wystarczająca ilość przejrzy plany burmistrza i zagłosuje przeciw populistycznym hasłom. Josipović nie jest wymarzonym kandydatem, jednak przy braku alternatywy niektórzy obywatele (głównie ci z okolic Zagrzebia i północy kraju) są w stanie skutecznie pomniejszyć słupek Bandića.



Politycy chwalą, rolnicy ganią. Umowa Unii Europejskiej z Australią wzbudza kontrowersje
Holandia chce się zbroić, ale bez unijnych planów
Europejscy rolnicy mierzą się z wieloma problemami
Zatrzymanie imigracji przez Tunezję to nie tylko koszt finansowy