|
Były prezydent Stanów Zjednoczonych Bill Clinton przyleciał do stolicy Haiti, Port-au-Prince. REKLAMA
 Jak zapowiedział przed wylotem, jego wizyta ma poprawić efektywność pomocy humanitarnej, dostarczanej mieszkańcom kraju dotkniętym skutkami trzęsienia ziemi. Clinton uważa, że najważniejszą obecnie kwestią są sprawne działania społeczności międzynarodowej. "Sukcesem będzie skonstruowanie takiego systemu, który pozwoli szybko dostarczać ludziom żywność, wodę, lekarstwa i informacje o bezpieczeństwie, którego oni teraz potrzebują" - dodał Bill Clinton.
Według danych ONZ, trzęsienie ziemi dotknęło około trzech milionów ludzi. W samej stolicy Haiti bez dachu nad głową jest 300 tysięcy mieszkańców.
Pomoc wciąż nie dociera do tysięcy poszkodowanych w trzęsieniu ziemi w Haiti. Przedstawiciele organizacji humanitarnych krytykują Stany Zjednoczone, że wysyłają do tego kraju żołnierzy, zamiast wody i żywności. Specjalny wysłannik Polskiego Radia Marek Wałkuski donosi ze stolicy Haiti, Port-au-Prince, że rozlokowano tam już 1700 żołnierzy. Na miejscowym lotnisku co chwila lądują wojskowe C-17 i Herkulesy, bowiem na wyspę ma przybyć jeszcze 8 tysięcy Amerykanów. Nie podoba się to organizacjom międzynarodowym, które twierdzą, że Amerykanie mają niewłaściwe priorytety. Sekretarz generalny ONZ Ban Ki Moon powiedział, że na Haiti nie jest potrzebna pomoc wojskowa, a woda, żywność i namioty.
Amerykanie bronią się, że bez ochrony i zabezpieczenia logistycznego akcja niesienia pomocy Haitańczykom byłaby nieskuteczna i chaotyczna. Dowódca wojsk amerykańskich Ken Keen przyznał, że w mieście dochodzi do bijatyk, rabunków, a nawet strzelanin. Zwrócił przy tym uwagę, że skala przemocy w stolicy Haiti jest obecnie mniejsza niż przed trzęsieniem ziemi. Amerykanie poinformowali również, że 60 procent samolotów lądujących w Port-au-Prince to maszyny z wodą i żywnością. Pozostałe 40 procent to samoloty wojskowe z żołnierzami i sprzętem.
|