|
Unia może wiele zagwarantować. Czasami jednak wiele trzeba poświęcić, aby się w takim sojuszu znaleźć...Przekonały się o tym państwa takie jak Serbia czy Kosowo, przed którymi z pewnością widnieje jeszcze długa droga do przystąpienia do Unii Europejskiej.
REKLAMA
Najpierw była Jugosławia, później Serbia, Bośnia i Hercegowina, Czarnogóra i Kosowo. Co się dzieje w Europie, że dochodzi do coraz większych rozdrobnień? Czy nie mają one wpływu na stabilność wewnętrzną nowopowstałych państw? Czy zawsze były konieczne? Czy można im było zapobiec? Tego prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy...Jedyne, czego możemy być pewni to faktu, że powstanie nowych krajów może przedłużać integrację z Unią Europejską. Ale jest jeszcze druga strona medalu. Gdyby wyżej wspomnianym organizmom nie udało się uzyskać niepodległości, z pewnością ich sytuacja wewnętrzna nie byłaby na tyle ustabilizowana, aby móc zintegrować się z Unią Europejską. Czy zatem tylko kwestia niezależności wpływa na stabilność państw?
Są jeszcze nastroje społeczne. Można je współcześnie bez większego problemu zaobserwować w mediach. Jest jednak jeden warunek – muszą być to media niezależne. A z nimi z kolei różnie bywa. W państwach uważanych za demokratyczne możemy takie odnaleźć...A co z państwami, w których media rządowe nie dają pełnego zarysu nastrojów społecznych? Wciąż pozostają blogi bądź portale społecznościowe, z których od często anonimowych jednostek dowiadujemy się o sytuacji w konkretnym kraju. Czy to znaczy, że nie ma problemu z zaobserwowaniem poglądów obywateli danego państwa? Niestety nie – i tutaj jest druga strona– ryzyko, że poglądy wyrażone na forach internetowych są indywidualną, subiektywną oceną, niemającą odzwierciedlenia w rzeczywistości. Na szczęście takie ryzyko jest minimalne. Na obraz poglądów społeczeństwa nie składają się jednostkowe wypowiedzi, ale miliony głosów z różnorakich środków przekazu.
Załóżmy, że nastroje społeczne są złe. Załóżmy, że ludziom nie podoba się sytuacja wewnętrzna państwa i starają się wyrazić swoją dezaprobatę, a ich działania jeszcze bardziej destabilizują sytuację w kraju. Załóżmy w końcu, że powstają dwa różne obozy, które z czasem coraz bardziej zaczynają dostrzegać swoją odrębność i niezależność. Jedno z ugrupowań nie chce dłużej być częścią macierzystego państwa...Pragnie utworzyć swój własny organizm. A wszystko dzieje się w Europie, na oczach Unii Europejskiej, która miała decydować o podjęciu dalszych kroków, jeżeli chodzi o integrację suwerennego państwa z Unią. Powstają dwie możliwości: Pierwszą jest pozwolenie na rozbicie państwa i powstanie dwóch odrębnych państw, których członkostwo w Unii Europejskiej będzie rozpatrywane osobno. Druga opcja to nieuznanie odrębności danej grupy, próba załagodzenia napiętej sytuacji i kontynuowanie procesu integracji. Załóżmy, że wygrywa pierwsza możliwość. Wówczas pojawia się kolejny problem – część państw świata i Europy nie uznaje niepodległości nowego państwa, co wynika ze strachu przed podobnymi reakcjami w rodzimym kraju – pojawiają się nowe napięcia, tym razem na linii 'część państw – Unia'. Koło się zamyka.
Załóżmy jednak, że to właśnie druga opcja wygrywa – Zostają podjęte działania mające załagodzić napiętą sytuację wewnętrzną, a proces integracji toczy się dalej. Trudno jest jednak zlikwidować napięcia tam, gdzie zbyt wiele osób pragnie niezależności – to prowadzi do politycznych dywersji, sąsiednie państwa starają się nie dostrzegać problemu i w tym momencie do głosu dochodzą media i internauci. Portale społecznościowe są przeciążone od ilości komentarzy wołających o pomoc...Do akcji wkracza ONZ, NATO czy też inne organizacje mające w założeniu nieść pokój, jednak nikt nie wie jak rozwiązać konflikt. W tak tragicznej sytuacji integracja z Unią, podobnie jak w poprzednim przypadku nie jest możliwa. Tym razem pojawiają się napięcia na linii 'zagrożone państwo – Unia Europejska' i znów koło się zamyka.
Czy istnieje zatem złoty środek? Czy istnieje możliwość rozwiązania wewnętrznego konfliktu i doprowadzenia do nadrzędnego celu, jakim jest pokój i integracja z Unią Europejską? A może Europa powinna wyciągać wnioski z sytuacji państw byłej Jugosławii – tam wiele organizmów uzyskało niepodległość. Czy doprowadziło to jednak do pokoju, czy nadal toczą się tam walki niosące śmierć i zniszczenie? Nam – Europejczykom często się wydaje, że wojna nas nie dotyczy, że wszystko, co złe, dzieje się na drugim końcu świata, najlepiej gdzieś w państwach orientalnych...Nie zapominajmy, że brak szacunku do bliźniego, jakim jest powodowanie śmierci możemy odnaleźć w Europie – krainie uważanej za ostoję pokoju i radości.
Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.
|