|
Wiktor Janukowycz jako prezydent zechce pokazać, że wybór „pomarańczowego Majdanu” był niesłuszny. Powinien więc dokonać wszelkich reform i zmian, które zaprzepaścił kryzys polityczny. REKLAMA
Strona 1 z 2 Mając za sąsiadów Unię Europejską i Rosję ma jednak dylemat czy lepiej „w coś zagrać” czy może „coś zagrać”? Przeciw, a nawet za
Po pierwszej turze wyborów krążyła w ogólnym obiegu anegdota, że Tymoszenko i Janukowycz walczyli o oficjalne poparcie ze strony Sierhija Tihipki czy Arsenija Jaceniuka. Do Juszczenki zwracali się jednak z prośbą, by przypadkiem nie popierał żadnego z nich. Żaden z kandydatów nie chciał sobie „psuć” wizerunku. Juszczenko nie żeby wziął sobie do serca te pogłoski, ale z niechęci do pani premier i niemożności otwartego poparcia lidera opozycji (co nagle zaczęło wyglądać „nieodpowiednio”), zapowiedział, że zagłosuje przeciwko obu kandydaturom i wezwał do tego swoich wyborców.
 (fot. yanukovych.com.ua) Ukraińcy mają szczególny wybór bowiem poza kandydatami mogą się opowiedzieć „przeciwko wszystkim”. W czasie wyborów prezydenckich rozkład sił i niewielkie różnice między rywalami sprawiły jednak, że głosując przeciwko Janukowyczowi i Tymoszenko, tak naprawdę wyborca przysłużył się temu pierwszemu.
Wydaje się, że opcję tę powinni najczęściej wybierać wyborcy zachodniej Ukrainy, nie mogąc się pogodzić z koniecznością głosowania na Janukowycza i nie chcąc jednocześnie u władzy „pomarańczowej księżniczki”. To oni mogą czuć się najbardziej rozczarowani brakiem poprawy poziomu życia. Nie chcąc więc oddawać głosu nieważnego i jednocześnie zaprezentować swoje sympatie wyborcze (a raczej ich brak) wybierali trzecią możliwą opcję.
Ale jak się okazuje to nie oni przeważyli. Najwyższe wskaźniki opowiedzenia się „przeciwko wszystkim” nie były bowiem w obwodach winnickim, wołyńskim, iwanofrankowskim, lwowskim, równieńskim czy tarnopolskim, gdzie wahały się w granicach 3-4 proc. Były one wysokie w obwodach wschodnich i południowych, można by powiedzieć na tej „niebieskiej Ukrainie” oraz w Kijowie. W stolicy odnotowano najwyższy odsetek niezadowolonych z przedstawionych im kandydatów – 8,05 proc. opowiedziało się przeciwko obu (w obwodzie kijowskim niewiele ponad 5 proc.). Wysokie były też w obwodzie dniepropietrowskim (a więc rodzinnym mieście Tymoszenko) – 6,75 proc., połtawskim – 5,75 proc., sumskim – 5,33 czy charkowskim – 5,12 proc., również w pozostałych obwodach wahając się w okolicach 5 proc. Widać więc, że Tymoszenko nie popełniła błędu skupiając się na wschodzie i południu kraju, a zachód „odpuściła” będąc pewna tam swojej wygranej. Zwyczajnie nie zdołała przekonać do siebie wystarczającej liczby wyborców.
Tymoszenko nadal silna?
Tymoszenko zdobyła „jedynie” 3 proc. głosów mniej niż Janukowycz. Podkreśla się nierzadko, że z opozycją która ma poparcie 45 proc. społeczeństwa, trudno będzie Janukowyczowi rządzić. Ale czy faktycznie Tymoszenko może liczyć na aż tyle? Moim zdaniem, zdecydowanie nie. Ci, którzy są w stanie stanąć jednoznacznie po jej stronie, oddali na nią głosy w pierwszej turze, a to 25,05 proc. wyborców. A więc trochę więcej niż połowa. Reszta dokonała wyboru później, na zasadzie „mniejszego zła”. W odniesieniu do deputowanych, ich poparcie jest często kwestią ceny. Jeśli uda się Janukowyczowi zawiązać koalicję, do której wejdą deputowani Bloku Julii Tymoszenko (BJuT), i odwołać premier ze stanowiska, będzie to świadczyć o znacznym spadku jej siły politycznej. Jest to możliwe, szczególnie, że część deputowanych BJuT, mimo bojkotu uroczystości inauguracji przez swoją liderkę, pojawiła się w Radzie Najwyższej.
 Julia Tymoszenko (fot. tymoshenko.ua) Tymoszenko swojej przegranej Janukowyczowi nie zapomni. Zapowiedziała już, że nie uzna go jako prezydenta. Jak Tymoszenko może przeszkadzać w rządzeniu sama pełniąc funkcję państwową, można było zobaczyć w ciągu ostatnich lat. Jak dobrze się odnajduje w opozycji, można było zobaczyć jeszcze za czasów Leonida Kuczmy. Spodziewać się należy demonizacji wszelkich działań Janukowycza, oskarżeń o zdradę narodu i innego typu czarnego PR-u. Jednak wcale nie jest wykluczone, że Tymoszenko (o ile będzie to dla niej wygodne) nie pójdzie na układ z Janukowyczem. Tylko on może nie chcieć się z Tymoszenko układać. Niejedna tworzona koalicja parlamentarna Partii Regionów i BJuT, nie doszła do skutku ze względu na brak wzajemnego zaufania.
Słodka zemsta
Janukowycz już oficjalnie ogłosił śmierć pomarańczowej rewolucji. Nie zdaje sobie jednak do końca sprawy z tego, że niektóre jej zdobycze nadal można obserwować – z demokratycznymi i wolnymi wyborami na czele, dzięki którym został prezydentem.
Jeśli jako prezydent zechce utrzymać ludzi w tym przekonaniu, powinien pokazać, że wybór sprzed pięciu lat był niesłuszny. Najlepiej zrobić to poprzez dokonanie wszelkich reform i zmian, które zaprzepaścił kryzys polityczny. A potem rozgłaszać, że można było tego dokonać już pięć lat wcześniej, tylko odebrano mu tę szansę. Janukowycz z jednej strony ma łatwiej – nie jest związany obietnicami Majdanu. Z drugiej, ma jednak swoich wyborców a reformy nieefektywnej gospodarki dotkną przede wszystkim wschodnie regiony kraju.
Janukowycz jest jedną z osób mających pełną informację na temat sytuacji gospodarczej kraju. Dodatkowo wielu przedsiębiorców i oligarchów to w końcu jego znajomi. Jako prezydent zostaje z problemem kredytu Międzynarodowego Funduszu Walutowego, zadłużeniem zagranicznym, nieuchwalonym budżetem na obecny rok oraz przygotowaniami do EURO2012, które odbędą się w czasie jego kadencji. Nie dziwi więc wypowiedź w czasie inauguracji, że głównym celem będzie walka z problemami gospodarczymi.
|