|
Czy Ukraina potrzebuje prezydenta wizjonera? Wydarzenia minionego pięciolecia pokazały, że ogromne aspiracje niewspółmierne do zakresu kompetencji działają na państwo destrukcyjnie. Brak wizji i wielkich politycznych ambicji może być cnotą Wiktora Janukowycza. REKLAMA
Strona 2 z 2 Prezydent nie musi być wizjonerem Czy jego prezydentura stanowi szansę czy zagrożenie? Dzisiejsza wstrzemięźliwość opinii publicznej wobec Janukowycza spowodowana jest głównie tym, że jego osoba nie tchnie świeżością. Jako dwukrotny szef rządu i długoletni lider opozycji nie jest z pewnością Barackiem Obamą, któremu, jako politykowi względnie anonimowemu i nie wypalonemu przez sprawowanie władzy, bardzo długo towarzyszyło życzliwe zainteresowanie. Janukowycz nie może na to liczyć, gdyż, zdaniem swoich oponentów, jest przewidywalny aż do bólu. Kiedy pięć lat temu „trzecią” turę wyborów prezydenckich wygrywał Wiktor Juszczenko, panowało powszechne przekonanie, że Ukraina wybrała drogę „nowego otwarcia”. Oczekiwano, że po zmianie konstytucji osłabną tendencje autorytarne, bliskie związki władzy i biznesu zostaną poddane daleko idącej redefinicji, a chwiejna i koniunkturalna polityka zagraniczna ustąpi miejsca zdecydowanemu kursowi prozachodniemu. Pomarańczowa rewolucja utwierdziła nas w przekonaniu, że świat można zacząć na nowo. Dzisiaj nikt nie stawia takich postulatów. Nie tylko dlatego, że ostatnie pięć lat udowodniło jak zawodne może się okazać formułowanie podobnych życzeń. Przede wszystkim dotychczasowa działalność publiczna nowego prezydenta pokazała, że nie stoi za nim ani chęć radykalnej zmiany ani wielka wizja Czy jednak dzisiaj Ukraina potrzebuje prezydenta wizjonera? Zważywszy na to, jak niewielkie uprawnienia posiada głowa państwa w systemie politycznym – niekoniecznie. Wydarzenia minionego pięciolecia pokazały, że ogromne aspiracje niewspółmierne do zakresu kompetencji działają na państwo destrukcyjnie. Doprawdy, trudno wyobrazić sobie, jak na tym stanowisku poradziłby sobie polityk o tak rozbudowanym ego jak Julia Tymoszenko. Brak wizji i wielkich politycznych ambicji może być cnotą Janukowycza. Ośrodkiem władzy realnej jest dzisiaj parlament i rząd. W kraju przeoranym przez gospodarczy kataklizm i polityczne spory obowiązkiem odpowiedzialnego prezydenta jest namaszczenie odpowiedniego kandydata na premiera i umożliwienie mu – poprzez stworzenie silnej koalicji w Werchnowej Radzie – skutecznego działania. Janukowycz potrzebuje kogoś, kto gwarantowałby przeprowadzenie radykalnych i bolesnych reform ekonomicznych (decentralizacja struktury administracyjnej, reforma emerytalna i podwyższenie taryf energetycznych dla ludności), ale jednocześnie nie należałby do jego najbliższego otoczenia, tak aby odium niezadowolenia społecznego nie dotknęło Pałacu Prezydenckiego i Partii Regionów. Kandydatów jest dwóch, w zależności od tego, czy Janukowycz zdecyduje się rozpisać nowe wybory. Jeśli tak, to premierem będzie czarny koń wyścigu prezydenckiego, Sierhij Tihipko, były szef Banku Narodowego i dawny współpracownik prezydenta. Jeśli nie, tekę szefa rządu może ponownie objąć inny ekonomista, Jurij Jechanurow, co oznaczałoby zawiązanie nieformalnej koalicji z częścią Naszej Ukrainy-Ludowej Samoobrony. To reakcja Janukowycza na kryzys gospodarczy pokaże, czy rzeczywiście nadaje się na stanowisko głowy państwa. Utworzenie rządu na czele z partyjnym zausznikiem (np. Mykołą Azarowem) będzie oznaczało wybór mało ambitnego planu minimum, czyli bezpieczne dotrwanie do wyborów parlamentarnych w 2011 roku. Jednak tym razem Międzynarodowy Fundusz Walutowy, organizacja de facto utrzymująca państwo przy życiu, może mieć mniej cierpliwości niż przy poprzednim „pro-wyborczym” gabinecie Tymoszenko i alternatywa: albo reformy albo koniec współpracy zostanie jasno i precyzyjnie zarysowana władzom w Kijowie. Stymulujące powinno być także coraz większe zniecierpliwienie wschodnich oligarchów, czyli biznesowego zaplecza Janukowycza, które jest jedną z ofiar gospodarczej zapaści. Lekcja z niedawnej historii Rodzima i zagraniczna prasa niemal codziennie formułuje nowe koncepcje, fachowe analizy i kontranalizy oraz emocjonalne komentarze, w których przewiduje przyszłość Ukrainy po wyborach prezydenckich. Należy docenić wysiłki znawców i owoce ich pracy, jednak przy ostatecznej ocenie warto pamiętać, że jesteśmy na Ukrainie, a tu przecież nic nie jest takie, jak się wydaje. Minione lata pokazały, że ukraińscy prezydenci mają niespotykaną skłonność do autotransformacji. Kuczma, który zaczynał jako prorosyjski aparatczyk, przeszedł drogę twórcy doktryny niezależnej polityki zagranicznej i obrońcy przed powrotem twardogłowych komunistów, aby skończyć jako osamotniony autokrata. Jeszcze bardziej spektakularna jest przemiana Juszczenki, dawnego reformatora i „pomarańczowego” mesjasza, który odchodzi z łatką zblazowanego nacjonalisty. Dziś trudno przewidzieć, jakie będą etapy i finał prezydentury Janukowycza, który rozpoczyna swoją działalność jako były kryminalista i arcyłotr pomarańczowej rewolucji. Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.
|