|
Pod koniec lutego dowództwo wojsk NATO w Afganistanie ogłosiło sukces operacji Musztarak (Wspólnie), w wyniku której udało się przejąć kontrolę nad zarządzanym od 2006 przez talibów mieście Mardża. Najbliższe miesiące, jeśli nie tygodnie, pokażą czy operacja w istocie była sukcesem. REKLAMA
Mardża, stutysięczne miasto w prowincji Helmand, od 2006 zarządzane było przez talibów. To tam talibowie uprawiali na masową skalę mak. Tam produkowali bomby i miny, te ostatnie rozsiewając po całym terenie okalającym miasto i tym samym zamieniając go w jedno z najgorszych pól minowych na świecie.
Wspólnie Działania wojskowe mające na celu przejęcie Mardży rozpoczęto 13 lutego. W operacji Musztarak (Wspólnie) brało udział pięć tysięcy amerykańskich marines i niespełna dwa tysiące żołnierzy armii afgańskiej. Szacowano, że przyjdzie im się zmierzyć z dwoma tysiącami talibów przebywających w mieście. Po dwóch tygodniach walk dowództwo amerykańskie ogłosiło zwycięstwo nad siłami rebelianckimi. Przyznało jednak, że trudno określić czy talibowie na dobre uciekli z miasta przytłoczeni siłą operacji Musztarak czy też jedynie zaprzestali walk i skryli się wśród ludności cywilnej. Operacja Musztarak jest pierwszą, w której wzięła udział tak duża liczba wojsk afgańskich. Musztarak - Wspólnie to podejście zgodne z strategią Obamy, która zakłada sukcesywne przekazywanie odpowiedzialności za kraj afgańskim siłom bezpieczeństwa, tak by z czasem można było wycofywać z Afganistanu wojska amerykańskie. Okazuje się jednak, że współpraca z wojskiem afgańskim – często przedstawianym jako już zreformowana część afgańskich sił bezpieczeństwa – nie należała do najłatwiejszych. Marines narzekali na to, że Afgańczycy nie chcieli wraz z nimi pracować przy umacnianiu fortyfikacji. Pojawiły się również informacje o tym, że afgańscy żołnierze ograbili kupców z bazaru Semitay niemalże bezpośrednio po tym, jak żołnierze marines zabezpieczyli targową część Mardży. Marines czym prędzej zapłacili od 300 do 500 dolarów ograbionym sprzedawcom, jednak niesmak wśród mieszkańców pozostał.
Czyj rząd? Nad rządowymi budynkami zawisła, długo w Mardży nie widziana, afgańska flaga. 1 marca do miasta przyjechał wiceprezydent Afganistanu Karim Khalili i generał Stanley McChrystal – głównodowodzący wojsk NATO w Afganistanie. Dwustu przedstawicieli starszyzny plemiennej, którzy przybyli na spotkanie z gośćmi, prezentowało ewidentny sceptycyzm co do czekających miasto zmian i wygłaszanych przez wiceprezydenta Khaliliego obietnic. Dwa tygodnie walk, przeszukiwania domów, ostrzałów artyleryjskich i nalotów powietrznych zrobiły swoje. Domy i pola zostały zniszczone, niektórzy stracili swoich bliskich, bowiem w trakcie operacji nie udało się uniknąć ofiar cywilnych. „Zostaniemy tutaj – mówił zgromadzonym wiceprezydent Khalili – będziemy walczyć używając wszystkich naszych sił, będziemy was bronić. Będziemy przy was, ramię przy ramieniu.” Nie jest jednak wcale pewnym, czy tego rzeczywiście chcą mieszkańcy Mardży. Szczególnie źle zapamiętali policję, która jawi im się jako skorumpowana i drapieżcza organizacja. Jeden z mieszkańców Mardży miał ponoć powiedzieć pułkownikowi Randalowi Newmanowi, przywódcy marines w Helmandzie: „Jesteśmy z wami. Pomożemy wam przy odbudowie i będziemy was wspierać. Ale jeśli sprowadzicie tutaj policje, będziemy z wami walczyć na śmierć i życie.” Amerykańskie wojska robią wszystko, by przekonać Afgańczyków, że nowe oddziały policji są inne od tych które zapamiętali – wyszkolone, profesjonalne i chętne nieść pomoc i bezpieczeństwo mieszkańcom miasta. Jednak łupieżcze ekscesy afgańskich żołnierzy sprzed kilku dni zdają się przeczyć zapewnieniom Amerykanów. „Rząd Afganistanu jest z wami – kontynuował Karim Khalili. - Ustanowimy dla was w Mardży dobrą administrację”. Karim Kalili pochodzi z grupy etnicznej Hazarów. Mardżę zamieszkują natomiast Pasztuni. Historia relacji hazarsko-pasztuńskich należy do jednych z bardziej krwawych i okrutnych. Reprezentujący rząd Hazara, przemawiający do zgromadzonych mieszkańców Mardży w dari, języku mało popularnym wśród Pasztunów, musiał niewielu słuchającym wydać się przedstawicielem rządu, z którym chcieliby się identyfikować.
Pozwólcie nam uprawiać mak Zebrani na spotkaniu z wiceprezydentem Khalilim mieli dwie prośby. Pierwsza to wypłata rekompensat za straty poniesione w czasie dwóch tygodni walk, druga zaś to pozwolenie na zebranie plonów maku, które zostały już zasiane. Afganistan od dobrych kilku lat wytwarza 90 procent światowej podaży opium. Uprawy przynoszącego opium maku w prowincji Helmand wynoszą natomiast około 60 procent zbiorów tej uprawy w skali kraju. Rozumowanie mieszkańców Mardży z pozoru wydaje się logicznym: w tym roku mak i tak został już zasiany – więc nie ma sensu go niszczyć. Natomiast w przyszłym roku – kiedy zostanie odbudowana infrastruktura i powstaną nowe miejsca pracy, mieszkańcy Mardży zrezygnują z zyskownych upraw maku. Jednak w uprawach maku nie chodzi tylko o zyski finansowe, ale również o powiązania z talibami. Uprawa maku ma bowiem sens w przypadku gdy ma się już zabezpieczonych nabywców dla tego nielegalnego, acz dochodowego plonu. Nabywcami zaś nieuchronnie pozostają talibowie, lub grupy powiązane z rebeliantami. Niejednokrotnie rolnicy uprawiający mak są już powiązani z handlarzami opium zasadą salam - systemem zaliczek pod przyszłe zyski z uprawy opium. Proceder wciągający rolników w sieć zależności od handlarzy narkotyków, ale też – jak oceniają specjaliści – jedyny sposób uzyskania kredytu dla ludności zamieszkującej tereny wiejskie Afganistanu, z pewnością nie jest obcy mieszkańcom Mardży. Pozwalając na uprawę maku w Madżry rząd afgański pozwoli de facto na to by dopiero co zdobyte tereny pozostawały w sferze ekonomicznych wpływów struktur powiązanych z talibami. Rządowi Karzaja pozostało niewiele czasu by zdecydować o zezwoleniu bądź zakazie upraw maku w tym rejonie. Okres makowych żniw w Helmandzie to przełom kwietnia i maja. Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora. |