Obama i Miedwiediew bliżej porozumienia w sprawie układu rozbrojeniowego
Prezydenci USA i Rosji rozmawiali telefonicznie przez pół godziny po to, by rozwiązać ostatnie dzielące ich różnice w sprawie układu o redukcji arsenałów nuklearnych. Obaj przywódcy spotkają się w Waszyngtonie na kwietniowym szczycie poświęconym rozbrojeniu jądrowemu. W oświadczeniu wydanym przez Kreml, Rosja sugeruje, że porozumienie zostało osiągnięte i można zacząć planować uroczystość podpisania traktatu. Nowe porozumienie ma zastąpić wygasły układ START (Strategic Arms Reduction Treaty) z 1991 roku.
Biały Dom był bardziej ostrożny: "Prezydenci odbywli dobrą rozmowę", a jej rezultaty są "na tyle zachęcające, że obaj przywódcy chcą wkrótce sfinalizować porozumienie" - mówił po rozmowie Obamy z Miedwiediewem Mike Hammer.
Jak nieoficjalnie przyznają "New York Timesowi" pracownicy administracji obamy, rozmowa telefoniczna była zainicjowana przez Miedwiediewa, który chciał potwierdzić porozumienie osiągnięte w ostatnich dniach przez negocjatorów w Genewie. Ich zdaniem - pozostały do załatwienia sprawy techniczne, dotyczące monitorowania i weryfikacji postanowień traktatu."Nie jesteśmy jeszcze gotowi, by zadeklarować zwycięstwo, ale myślę, że uczyniliśmy duży krok naprzód" - podsumował jeden z rozmówców "NYT".
W sprawie systemy obrony przeciwrakietowej w Europie - sprawy, która najbardziej dzieli USA i Rosję, oba państwa miały "zbliżać się do wzajemnego zrozumienia".
Negocjacje dotyczące nowego układu przekroczyły wyznaczony przez USA i Rosję czas, a kością niezgody były kwestie obrony przeciwrakietowej i weryfikacji realizowania postanowień traktatu.
Moskwa sprzeciwiała się systemowi obrony przeciwrakietowej w Europie, nawet w jego zmienionej przez Obamę wersji - jednak strona amerykańska dala jasno do zrozumienia, że układ między USA i Rosją nie może zawierać jakichkolwiek ograniczeń w tej kwestii.
Trwające miesiącami negocjacje zawioły nadzieje członków administracji Obamy, którzy liczyli na szybkie załatwienie tej sprawy. Nowy układ miał być podstawą nowych stosunków amerykańsko - rosyjskich, na których rząd Obamy miał budować dalsze porozumienia.
Zamiast tego, proces negocjacji polegał na robieniu jednego kroku naprzód po to, by zaraz cofnąć się o dwa. W całą sprawę mocno zaangażowali się obaj prezydenci, odbywający regularne rozmowy telefoniczne - wcale zresztą niełatwe. Punkt kulminacyjny miał miejsce w zeszłym miesiącu, gdy podczas takiej rozmowy, Miedwiediew podniósł kwestie, które - jak sądził Obama - były już dawno ustalone.
Dlatego z zaaranżowaniem następnej rozmowy telefonicznej z prezydentem Rosji, Biały Dom czekał aż do momentu, gdy porozumienie będzie już de facto osiągnięte. "Dobry tydzień w Genewie" - jak nazwał przełomowy moment negocjacji jeden z członków administracji - sprawił, że Amerykanie uwierzyli w rzeczywistą chęć Rosjan do ostatecznego przyjęcia traktatu. By wszystkiego dopilnować osobiście, przyszłym tygodniu do Moskwy jedzie Hillary Clinton.
Prezydenci Obama i Miedwiediew najprawdopodobniej podpiszą układ podczas kwietniowego szczytu poświęconego rozbrojeniu jądrowemu. Biały Dom podchodzi jednak don tego terminu ostrożnie - nie chce wyznaczać ostatecznych terminów.
Jeśli parlamenty obu państw ratyfikują układ, Rosja i USA zredukują arsenał strategicznych głowic jądrowych z 2,2 tys. do 1,6 tys. Zmniejszeniu ulegnie też limit bombowców strategicznych - ma być ich mniej niż 800, a więc o połowę mniej, niż zakładał poprzedni traktat.


Amerykańska ambasada na Kubie ponownie otwarta