|
5 i 6 marca odbyło się w Kordobie nieformalne spotkanie ministrów zagranicznych państw członkowskich UE w formule „Gymnich”. Po raz pierwszy wzięła w nim udział Catherine Ashton – Wysoki Przedstawiciel do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa. Podjęła ona m.in. temat kompetencji do przygotowywania strategii polityki zagranicznej, a także stanu przygotowania do powołania Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych (ESDZ), którą UE zamierza uruchomić w kwietniu. REKLAMA
Lady Ashton powierzone zostało zadanie wprowadzenia jednej z największych innowacji w historii Unii. Będąc jednak zarówno Wysokim Przedstawicielem, jak wiceprzewodniczącą Komisji, znalazła się w swoistym wewnętrznym konflikcie. Komisja dążyła bowiem do zachowania jak największej kontroli nad pomocą rozwojową, z nadzieją na „wtopienie” własnych struktur w Europejską Służbę, a ministrowie spraw zagranicznych zebrani w Kordobie byli zgodni co do tego, że powinna w jak najmniejszym stopniu wpływać na służbę dyplomatyczną. Pojawiły się głosy, że znajdując się pod kontrolą instytucji unijnej, nie będzie ona w stanie działać skutecznie. Najbardziej kontrowersyjnym punktem tworzonej ESDZ jest sposób obsadzania stanowisk unijnych ambasadorów. Komisja Europejska posiada 136 przedstawicielstw na całym świecie. Po wejściu w życie traktatu lizbońskiego stają się one unijnymi ambasadami i w wielu miejscach mają wypełniać funkcje zastrzeżone do tej pory dla ambasad dwustronnych. Spór wywołała także m.in. propozycja, by powołany na unijnego ambasadora w Waszyngtonie został João Vale de Almeida – Szef Gabinetu José Manuela Barroso, uzgodniona jeszcze przed ustaleniem reguł, w oparciu o które ma funkcjonować ESDZ. Takie działania KE miały prowadzić do rosnącego braku zaufania między państwami członkowskimi.
Wskazywano, że wpływ na obsadę stanowisk w dyplomacji muszą mieć również państwa członkowskie. Dyskusja ma dotyczyć głównie sposobu, w jaki ten wpływ ma być zapewniony. Innym problemem pozostaje równość reprezentacji i jej zapewnienia na poziomie kryterium płci, geograficznego, politycznego. Poważnym wyzwaniem stało się zapewnienie przy tym, by decydowało przygotowanie merytoryczne kandydatów, a proces ich powoływania był przejrzysty. Powszechne było przekonanie, że przy 27 państwach rozdzielenie stanowisk nie będzie łatwe. (Rzecznik C. Ashton stwierdził, że nie może decydować pochodzenie kandydata z określonego państwa.)
„Na razie wszyscy są niezadowoleni” – zauważył austriacki minister Michael Spindelegger. Poważną grupę niezadowolonych stanowią nowi członkowie, w tym Polska, którzy obawiają się dominacji państw „starej Unii” na placówkach dyplomatycznych.
W służbach działań zewnętrznych Komisji Europejskiej i Rady UE, które mają tworzyć 2/3 korpusu, osób z nowych państw członkowskich prawie nie ma. Pozostała 1/3 ma być wybrana z narodowych korpusów dyplomatycznych. Przedstawiciele Cypru, Litwy, Łotwy, Słowenii, przekazali C. Ahton list, w którym domagali się „równowago geograficznej”.
Ogromny lobbing prowadzą jednak najsilniejsze państwa UE: Wielka Brytania, Francja, Niemcy i Hiszpania. Te postulaty, które uzyskają większość, uwzględni w ostatecznej propozycji C. Ashton. Dokument ma być gotowy w ciągu trzech tygodni, potem będzie musiał być zatwierdzony przez rządy, a częściowo także Parlament Europejski.
|