|
Gdzie leży Europa? Dokąd rozpościerają się jej granice? Gdzie zaczyna i kończy się europejskość? Na tak sformułowane pytania nie ma prostych odpowiedzi. Precyzyjne umiejscowienie Europy w przestrzeni terytorialnej jest zadaniem o ile potrzebnym, o tyle w praktyce niewykonalnym. Jak bowiem pisał T. Judt w swoim Eseju o Europie: "Istnieje [...] wiele <<Europ>>; każda z nich może słusznie domagać się prawa do tego tytułu, żadna do monopolu". Wytyczając granice Starego Kontynentu trzeba więc zarówno uwzględniać roszczenia wszystkich "prawdziwych Europejczyków" jak i tych, którzy chcą dopiero nimi zostać. Nie wolno też pominąć tej Europy, która - można by powiedzieć za Wolterem - "chce stać się wiedząca", a więc świadoma swojej przynależności cywilizacyjnej. REKLAMA
Strona 1 z 5 Dodatkowych trudności nastręcza fakt, iż Europę można rozumieć jako pojęcie geograficzne, cywilizacyjno-kulturowe i polityczne, przy czym każde z tych podejść w różny sposób lokalizuje ją na mapie świata. Innymi słowy granice geograficzne Europy nie pokrywają się z cywilizacyjnymi, a te z kolei z politycznymi. Ażeby sprawę jeszcze bardziej skomplikować można dodać, że nie bez znaczenia jest tu również percepcja osób, którym przyszło zmierzyć się z problemem określenia zasięgu Europy. Przedstawiając to obrazowo: czy na przykład antropolog z Paryża, historyk z Kijowa, publicysta z Nowego Jorku, politolog z Moskwy i polityk z Ankary będą w stanie osiągnąć w tej sprawie konsensus? Pytanie wydaje się retoryczne. W tym miejscu należy uwzględnić jeszcze jedną istotną kwestię, otóż ciężko jest opisywać zjawiska dynamiczne, pozostające w ruchu, zmienne, a takim są niewątpliwie europejskie granice. Rzecz jasna chodzi tu o granice geograficzne, a w jeszcze większym stopniu polityczne, bo kulturowe pozostają względnie najtrwalsze. Co do tych pierwszych, ostatnie spektakularne przesunięcie granicy geograficznej Europy - z Donu (znanego w starożytności i średniowieczu pod nazwą "Tanais") na Ural - zawdzięczamy szwedzkiemu oficerowi Strahlenbergowi. Dużo bardziej niejednoznaczne i "ruchliwe" są natomiast polityczne granice Europy, dla opisu których najwłaściwsza pozostaje "pływowa teoria" oksfordzkiego profesora W. H. Parkera, zgodnie z którą granice kontynentu europejskiego na zmianę cofają się i przesuwają do przodu jak fale przypływu i odpływu. Znamienne, że kierunek tych fal jest głównie równoleżnikowy, stąd linie podziału występujące w Europie dzielą subkontynent przede wszystkim na część wschodnią i zachodnią, natomiast - jak zauważa N. Davies - całkowicie ignorowany jest "silnie ugruntowany historyczny rozdział między Północą i Południem." Tak więc, Europa "wlewa się" głównie do Azji (bądź cofa się pod naporem fali ze Wschodu), nie przybierając zasadniczo południkowego kierunku "ekspansji". Na specyfikę politycznych granic Europy składają się jeszcze przynajmniej dwa czynniki. Po pierwsze, jest to brak granic wewnętrznych w tzw. obszarze Schengen, którego podstawowym założeniem jest zwiększenie otwartości Unii Europejskiej poprzez realizację zasady swobody przemieszczania się osób. Istotne jest, iż powyższa zasada obowiązuje niezależnie od narodowości, czyli obejmuje również obywateli państw trzecich, osoby starające się o azyl i legalnych imigrantów już przebywających na terenie UE. Po drugie, zewnętrzne granice polityczne Europy sięgają daleko poza jej ramy kulturowe i geograficzne. Na poparcie tej tezy podaję kilka przykładów. Oto niewielka wyspa Cypr, geograficznie przynależąca do Azji jest członkiem Unii Europejskiej, choć ta ostatnia, formułując warunki nabycia członkostwa (art. 49 Traktatu z Maastricht) zastrzegła, iż kandydat musi być państwem europejskim. Wynika stąd, że UE definiuje Europę właśnie w kategoriach politycznych. Podobną egzemplifikację stanowi obecność państw zakaukaskich i środkowoazjatyckich oraz USA i Kanady w OBWE jak też Turcji w Radzie Europy, choć obie te organizacje międzynarodowe w samej swojej nazwie akcentują europejski rodowód. Nie mniej kontrowersji i sporów budzi przebieg cywilizacyjnych granic Europy. Można przy tym zauważyć, iż najżywsze dyskusje wywołuje temat granicy wschodniej. Ponadto, trzeba podkreślić, że kulturowe archetypy Europy zawsze były definiowane w sposób negatywny, czyli poprzez zestawienie przeciwieństw (antynomie: helleńska Europa - azjatycki Wschód; rzymska Europa - barbarzyńska Północ; chrześcijańska Europa - Bizancjum, islam, pogaństwo; Europa demokracji i praw człowieka - świat innych wartości). Ta manichejska optyka zachowała swoją aktualność i nadal pełni funkcje integrujące w Europie, gdyż budowanie jedności i świadomości "my" odbywa się w opozycji do "obcych", poprzez kontrast, co naturalnie nie sprzyja otwartości Starego Kontynentu. Niezależnie od tego czy byli to Arabowie, Mongołowie, Turcy osmańscy, ZSRR, czy obecnie muzułmanie bliska obecność konkurenta (wroga) sprzyjała procesom integracyjnym w Europie. W tym kontekście najważniejsze wydaje się, aby zastąpić motywacje negatywne integracji europejskiej (jedność przed), które mogą prowadzić do izolacjonizmu, motywacjami pozytywnymi (jedność dla).
|