|
Gdzie leży Europa? Dokąd rozpościerają się jej granice? Gdzie zaczyna i kończy się europejskość? Na tak sformułowane pytania nie ma prostych odpowiedzi. Precyzyjne umiejscowienie Europy w przestrzeni terytorialnej jest zadaniem o ile potrzebnym, o tyle w praktyce niewykonalnym. Jak bowiem pisał T. Judt w swoim Eseju o Europie: "Istnieje [...] wiele <<Europ>>; każda z nich może słusznie domagać się prawa do tego tytułu, żadna do monopolu". Wytyczając granice Starego Kontynentu trzeba więc zarówno uwzględniać roszczenia wszystkich "prawdziwych Europejczyków" jak i tych, którzy chcą dopiero nimi zostać. Nie wolno też pominąć tej Europy, która - można by powiedzieć za Wolterem - "chce stać się wiedząca", a więc świadoma swojej przynależności cywilizacyjnej. REKLAMA
Strona 2 z 5 Brak powszechnej zgody co do zasięgu cywilizacji europejskiej znajduje wyraz w istnieniu kilkunastu konkurencyjnych teorii na ten temat. Część z nich, powtarzanych jako stereotyp, jest oczywiście błędna, jak ta, która zawęża Europę do jej części zachodniej, przyjmując jako kryterium wyróżniające stabilność polityczną i dobrobyt materialny. Z kolei inna koncepcja definiuje Europę w sposób poszerzający, odpowiadający w zasadzie granicom geograficznym. Ten punkt widzenia prezentuje m.in. N. Davies i Jan Paweł II, który traktuje cywilizację łacińską i prawosławną jako dwa komplementarne "płuca Europy". Najbardziej znaną jest jednak teoria, zgodnie z którą cywilizacyjny kres Europy wytycza rzymski limes, a więc zasięg kultury łacińskiej. Zdaniem niektórych autorów linia ta przebiega wzdłuż ostatnich katedr łacińskich i miast samorządowych na Wschodzie. S. Huntington lokalizuje tę granicę w zachodniej Białorusi i Ukrainie. Przy odtwarzaniu cywilizacyjnych granic Europy niezbędne jest odwołanie się do sfery aksjologii, bowiem cywilizacja sięga tam, gdzie wyznawane są jej konstytutywne wartości. Najczęściej przyjmuje się, że wartości kultury europejskiej mają swoje źródła w filozofii greckiej, prawie rzymskim i etyce chrześcijańskiej. Teza o jedności cywilizacji europejskiej ma wielu zwolenników, którzy - tak jak E. Burke - twierdzą, że "żaden Europejczyk nie może stać się całkowitym uchodźcą w żadnej części Europy", albo jak R. Coudenhove-Kalergi, iż "naród europejski jest jak jedno wielkie drzewo o jednym pniu i wielu gałęziach". Paradoksem kultury europejskiej jest jednak to, że jest ona jednocześnie homogeniczna i heterogeniczna. Odmienne w tej kwestii stanowisko zajmuje P. Manent, całkowicie negujący kulturę Europy. Pisze on, iż "kultura europejska to abstrakcja, jeśli kiedykolwiek coś takiego zaistnieje - to kultura, którą stworzy europejskie ciało polityczne, kiedy wreszcie powstanie". Zdaniem tego francuskiego filozofa i historyka idei "kultura bez swojej politycznej matrycy to nawet nie zapach z pustego naczynia, to zapach z naczynia rozbitego na kawałki". Zatem dopiero wówczas, gdy z nowego europejskiego porządku politycznego narodzi się cywilizacja europejska granice polityczne Europy pokryją się z granicami kulturowymi. Stosunek Europy do własnych granic jest kluczowy z punktu widzenia dalszego poszerzania i pogłębiania integracji międzynarodowej. Sukces jednej z trzech głównych koncepcji integracyjnych - federalizmu, konfederalizmu lub funkcjonalizmu będzie implikował przyszły kształt Europy. Wybór jednej z tych dróg nie jest oczywisty, gdyż stają naprzeciwko siebie dwie fundamentalne wartości: tożsamość, ceniona wysoko przez konfederalistów i otwartość (rozwój), na który stawiają federaliści i funkcjonaliści. Najważniejsza teza tej pracy brzmi: tożsamość i otwartość nie powinny być traktowane jako alternatywy, optymalnym wyjściem dla Europy jest koegzystencja obu tych wartości, czyli szacunek dla własnej tradycji, przeszłości i jednocześnie rozwój, jako funkcja otwartości i dyfuzji międzykulturowej. Wybór między otwartością a tożsamością jest podstawowym dylematem państw w Unii Europejskiej i sprowadza się do starcia dwóch sprzecznych strategii rozwoju. Pierwsza z nich, którą za Z. J. Pietrasiem można nazwać adaptacją pasywną, zakłada, iż "tożsamość państwową kładzie się na ołtarzu przyspieszonego wzrostu", czyli uznaje wyższość otwartości nad tożsamością. W tej strategii, którą K. Krzysztofek określa też jako integrację kosmopolityczną, nowoczesność dominuje nad tradycją. Jej przeciwieństwem jest adaptacja aktywna, polegająca na odrzucaniu wpływów środowiskowych i dążeniu do sukcesów w oparciu o rozwój endogenny. Strategii tej, uznającej prymat tożsamości nad otwartością, może towarzyszyć zjawisko idealizacji własnej przeszłości, co czasem prowadzi do postaw izolacjonistycznych. Ani adaptacja pasywna, ani aktywna nie wydają się właściwe, gdyż pierwsza z nich może prowadzić do kryzysu tożsamości, druga do autarkii i zacofania. Najlepszą strategią rozwoju dla Unii Europejskiej jest zatem wypadkowa dwóch poprzednich - czyli adaptacja kreatywna, której istotę stanowi próba konwergencji dwóch różnych systemów wartości: modernizacji i tradycji. Zakłada ona - jak pisze Z. J. Pietraś - "filtrowanie wpływów płynących ze środowiska międzynarodowego, w taki sposób, aby przyjmować z niego to co pobudza rozwój, a odrzucać to co zagraża narodowej tożsamości". Chińczycy określili tę strategię tak: "otwierając okno zawieś w nim siatkę przeciwko komarom". Przyglądając się na ogromny sukces gospodarczy ChRL, które zachowało przy tym swoje tradycyjne instytucje, potencjalna recepcja takiego wzorca do Europy nabiera jeszcze większej atrakcyjności.
|