|
Gdzie leży Europa? Dokąd rozpościerają się jej granice? Gdzie zaczyna i kończy się europejskość? Na tak sformułowane pytania nie ma prostych odpowiedzi. Precyzyjne umiejscowienie Europy w przestrzeni terytorialnej jest zadaniem o ile potrzebnym, o tyle w praktyce niewykonalnym. Jak bowiem pisał T. Judt w swoim Eseju o Europie: "Istnieje [...] wiele <<Europ>>; każda z nich może słusznie domagać się prawa do tego tytułu, żadna do monopolu". Wytyczając granice Starego Kontynentu trzeba więc zarówno uwzględniać roszczenia wszystkich "prawdziwych Europejczyków" jak i tych, którzy chcą dopiero nimi zostać. Nie wolno też pominąć tej Europy, która - można by powiedzieć za Wolterem - "chce stać się wiedząca", a więc świadoma swojej przynależności cywilizacyjnej. REKLAMA
Strona 4 z 5 Błędem byłoby jednakże redukowanie zagrożeń dla tożsamości Europejczyków wyłącznie do czynników egzogennych (emigracji odmiennej kulturowo ludności, napływu obcych wzorców i wartości). Kryzys tożsamości jest też bowiem, jak zauważa francuski badacz M. Dobry, pewnym rozrachunkiem z samym sobą, chwilą prawdy o starym systemie wartości, która wydobywa jego najgłębszą istotę. W tym ujęciu kryzys ma podłoże wewnętrzne i może być w kontekście naszych rozważań łączony z takimi zjawiskami jak: dosyć powszechna laicyzacja i atomizacja społeczeństw europejskich, co znalazło wyraz w świadomym odcięciu się Europy od korzeni chrześcijańskich w projekcie Traktatu konstytucyjnego. Na koniec można zastanowić się, czy Europa rzeczywiście znajduje się w sytuacji decyzyjnej i dokonuje wyboru między otwartością a tożsamością. Moim zdaniem nie jest ona władna podejmować takiej decyzji, a wybór został już niejako "narzucony". Otwartość Europy jest bowiem "wymuszona" przez system międzynarodowy, tzn. wynika z oddziaływania obiektywnie istniejących procesów międzynarodowych. Wśród najważniejszych z nich należy wymienić procesy: uniwersalizacji, internacjonalizacji, współzależności międzynarodowych i przede wszystkim - globalizacji. Podatność na te procesy wzrasta wraz z poziomem rozwoju państwa, a UE należy do najlepiej rozwiniętych regionów na świecie. Trzeba więc poddać analizie wpływ globalizacji na charakter granic w Europie i tożsamość Europejczyków. Zdaniem M. Pietrasia, w dobie globalizacji nie jest zasadna nostalgiczna koncepcja absolutnej suwerenności państw, a co za tym idzie na znaczeniu tracą również granice państwowe. Stają się one coraz bardziej przepuszczalne, a informacja, kapitał, wartości kulturowe i zagrożenia ekologiczne przecinają je tak, jak gdyby one nie istniały. Część życia społecznego przenoszona jest do transnarodowej (albo, jak pisze J. N. Rosenau, "postsuwerennej") przestrzeni społecznej, np. cyberprzestrzeni. Stąd, O' Brien, parafrazując tytuł znanej książki F. Fukuyamy, stwierdził, że nastąpił swoisty "koniec geografii". Inni autorzy posługują się terminem "odterytorialnienie" (deterritorialization) zjawisk i procesów społecznych. Globalizacja wprawdzie osłabia stare granice, ale jednocześnie wytycza nowe, innej natury. Jak pisze K. Krzysztofek "gdy granice stają się symbolicznymi liniami na mapie, to do głosu dochodzą znaki kulturowe, symbole, jako linie papilarne, jako coś, co ma się na własność i co nie zlewa się w jedną globalną magmę". Innymi słowy, globalizacja unieważnia struktury formalne, takie jak granice polityczne, rekompensując tę stratę przez struktury kulturowe w postaci granic cywilizacyjnych. Ciężko natomiast jednoznacznie wskazać, jak globalizacja wpływa na tożsamość, czy ją osłabia, czy też wzmacnia. Wynika to z dialektycznego charakteru procesów globalizacji, które napędzają zarówno integrację jak i dezintegrację. Ta wewnętrzna sprzeczność znajduje odzwierciedlenie w stosowanych przez wielu autorów określeniach opisujących to zjawisko: fragmegracja (fragmentacja + integracja - B. Buzan), fragtegracja (D. Held), glokalizacja (globalizacja + lokalność - R. Robertson), fraglizacja (fragmentacja + globalizacja). Zaletą tych oksymoronów jest ukazanie ambiwalencji skutków globalizacji. Spójrzmy na ten problem z perspektywy Europy. Tutaj również dochodzi do starcia sprzecznych tendencji, mających swe źródło w globalizacji. Z jednej strony wydaje się, że tryumfuje otwartość Europy, że "kultura globalna zastąpiła narodowe kultury zasadnicze w funkcji dostarczyciela wzorów, wartości i instytucji" (F. Gaebner). Globalizacja jest utożsamiana wtedy z amerykanizacją i "mcdonaldyzacją" i może stanowić zagrożenie dla tożsamości europejskich. Dochodzi do homogenizacji postaw i zachowań konsumpcyjnych, a rozwój oparty jest na wzajemnym uczeniu się i inspirowaniu międzysystemowym. Europa dąży więc do całkowitej jednorodności (kohezji), prowadzącej do zanikania wszelkich granic (również kulturowych) i powstania jednej, wspólnej tożsamości "globalnej". Z drugiej jednak strony, globalizacja wywołuje reakcje przeciwstawne, nakierowane na ochronę kultur narodowych i tożsamości lokalnych. Bunt antyglobalizacyjny wyraża się w partykularyzacji czy wręcz "retrybalizacji" (K. Krzysztofek), czyli wizji świata jako rzeszy plemion. Problem ten dostrzegł zespół studiów prospektywnych Komisji Europejskiej, który w swym raporcie z 2000 roku, wymienił go jako jeden z możliwych wariantów rozwoju integracji europejskiej (scenariusz "stu kwiatów"). W takim ujęciu, globalizacja nie zagraża tożsamości Europejczyków, a wręcz przeciwnie - "pomnaża tożsamości, gdyż każdy chce zachować twarz, po której jest rozpoznawany" (K. Krzysztofek). Europa dąży więc do całkowitej różnorodności (entropii), które to dążenie wyraża się w powrocie do korzeni i renesansie lokalności, zaś granice cywilizacyjne ulegają wzmocnieniu.
|