Sławomir Popowski: Terror wrócił do Moskwy. Biedna Rosja
-
Sławomir Popowski
Terror wrócił do Moskwy... I znów słychać te same głosy i opinie, które wypisuję na gorąco z rosyjskiego internetu, dosłownie kilka godzin po poniedziałkowych, porannych atakach samobójczych w moskiewskim metrze.
Co to znaczy - pisze Władimir Jermolin na portalu www.grani.ru - że terror wrócił do Rosji, skoro nigdy stąd "nie wychodził"? W ostatnich tygodniach – mówi - FSB zlikwidowało Saida Buriackiego, głównego ideologa islamskich fundamentalistów na Północnym Kaukazie, oraz Anzora Astemirowa, szefa wahabitów w Karaczajewo-Czerkiesji, więc teraz będą się mścić. To posłanie adresowane do Rosjan: bójcie się, bo jesteśmy. I do Zachodu: patrzcie, spisaliście nas na straty, a my działamy, walczymy.
Z kolei Borys Niemcow, były wicepremier w rządzie Borysa Jelcyna i jeden z czołowych liderów rosyjskiej opozycji, stwierdza - jesteśmy skazani na terror. Władze znów będą tępić opozycję, a powinny się przyznać do porażki swojej polityki na Kaukazie, gdzie postawili na skorumpowanych bandytów takich jak czeczeński prezydent Ramzan Kadyrow.
I jeszcze jeden głos. Szanowana przeze mnie Ludmiła Aleksiejewa, bohaterka ruchu obrony praw człowieka, mówi - oskarżają wychodźców z Kaukazu, ale jaki mieliby interes, żeby prowokować nową falę rosyjskiej nienawiści pod swoim adresem. Po wybuchach co najwyżej władze zabronią demonstracji, a wygrają na tym "siłowicy" (tj. klan ludzi w pagonach i służb specjalnych).
Wreszcie to najgorsze oskarżenie formułowane przez Borysa Wiszniewskiego również na portalu www.grani.ru - do wybuchów doszło, bo albo ogłoszone już zwycięstwo nad terroryzmem było fikcją i kłamstwem, albo były one potrzebne, aby poprawić słabnące ostatnio notowania premiera Putina... To wcale nie musi oznaczać - mówi Wiszniewski - że "służby" same wszystko zorganizowały. Wystarczy, że wiedziały i nie reagowały...
Podobne opinie, tak znakomicie wpisujące się w dominujący u nas, przynajmniej w mediach, stereotyp Rosji, formułowane są także Polsce. Według najbardziej radykalnej ich wersji to, co w poniedziałek wydarzyło się w Moskwie, było prostym powtórzeniem "operacji heksogen" z 1999 r, tj. serii zamachów na domy mieszkalne w rosyjskiej stolicy i w Bujnaksku, co miało uzasadnić rozpętanie II wojny czeczeńskiej i promocję Władimira Putina jako nowego zbawiciela i ojca narodu...
Ja byłbym jednak bardzo ostrożny w formułowaniu tak daleko idących i jednoznacznych oskarżeń. Zbyt wiele jest w nich politycznych oraz ideowych emocji i - ciągle jeszcze - zbyt mało dowodów. Co zresztą jednakowo dotyczy zarówno ostatnich poniedziałkowych zamachów w metrze moskiewskim, jak i wydarzeń z 1999 r, za które w całości (podobno) miała odpowiadać FSB.
Rosjanie potrzebują dziś przede wszystkim wyrazów współczucia i solidarności. Terroryzm na całym świecie jest taki sam, nie zna narodowości i nie ma dla niego żadnego usprawiedliwienia.
Za Rosjan trzeba też trzymać kciuki. Ktokolwiek odpowiada za poniedziałkowe zamachy terrorystyczne w moskiewskim metrze, mogą mieć one daleko idące konsekwencje. Choćby dlatego, że godzą w kruchą równowagę polityczną i są czynnikiem destabilizującym państwo. W swojej historii Rosja nie raz już przerabiała tę lekcję i prawie za każdym razem, w podobnej sytuacji, dochodziła do głosu reakcja. Zaś Rosjanie na kolejne, długie lata musieli się pożegnać z nadziejami na liberalizację systemu politycznego, co z kolei było i jest warunkiem modernizacji ich państwa.
Czegoś podobnego obawiam się i teraz: powrotu ducha z pierwszej dekady XXI wieku, ponownego wzrostu wpływów struktur siłowych, zaprzepaszczenia nadziei na kolejne reformy, a także nasilenia nastrojów nacjonalistycznych i szowinistycznych... Słowem, że owo rosyjskie wahadło, które od pewnego czasu - prawda, że jeszcze nieśmiało, ale jednak - zaczęło się wychylać w pożądanym kierunku, w stronę reform, znów pójdzie w stronę przeciwną. To najgorsze, co mogłoby dziś spotkać Rosjan. Dlatego, powtarzam, bardzo im współczuję... I trzymam kciuki.


Jak Andaluzja stała się prawicowa
Pragmatyzm wygrywa w amerykańsko-chińskich relacjach
Trudne zadanie Rumena Radewa
Péter Magyar wzbudza pierwsze kontrowersje