|
Pojednanie polsko-rosyjskie właśnie się zaczęło. Być może musieliśmy być świadkami tak niewyobrażalnej tragedii po to, by ujrzeć wśród Rosjan tyle zrozumienia, które właśnie staje się największym kapitałem w dwustronnych relacjach. REKLAMA
Mimo że tragedia smoleńska to wydarzenie bolesne w aspekcie czysto ludzkim, nie potrafię myśleć o niej inaczej, niż pod kątem relacji międzypaństwowych. 70 lat temu została wymordowana elita polskiej inteligencji. 22 tysiące oficerów, żołnierzy, funkcjonariuszy państwowych było aktywnych w swoich środowiskach; wspólnie, nie z osobna, kształtowali oni życie społeczne II Rzeczypospolitej. Sobotnia katastrofa to zagłada czołówki, osób z pierwszych stron gazet, od kilku, kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu lat piastujących najwyższe stanowiska. Ze względu na przynależność prezydenta Lecha Kaczyńskiego do konkretnej opcji ideowej, jest jasne, że największe straty poniosło środowisko PiS-u. Ale na pokładzie Tupolewa byli przecież i inni – choćby Jerzy Szmajdziński czy dowódcy wszystkich rodzajów sił zbrojnych, z gen. Franciszkiem Gągorem na czele. Każdy z nich niemal codziennie uczestniczył w debatach publicznych, oglądany był przez miliony Polaków na ekranach telewizorów. To, co się stało 10 kwietnia, nie ma precedensu w historii jakiegokolwiek państwa na świecie. Stawia to przed Rzeczpospolitą, to znaczy nami – obywatelami (co nigdy wcześniej w ciągu ostatnich 20 lat nie było tak widoczne) – ogromne i niewyobrażalnie trudne zadanie. Zastąpienie każdej z ponad dziewięćdziesięciorga osób znajdujących się na pokładzie samolotu prezydenckiego zajmie lata. To stwierdzenie nie jest ani banalne, ani oczywiste. Jest za to zatrważające. Odczuwana podczas wspólnych spotkań jedność Narodu, powszechne modlitwy i kondolencje przeminą, pustka zaś pozostanie, ale nie ta odnosząca się do sceny politycznej, gdyż polityka nie cierpi próżni. Utrata tylu znamienitych postaci niesie za sobą pustkę ideową, dla mnie osobiście już teraz nie do zniesienia. Miliony Polaków będą żyć dalej, być może bardziej świadomi kruchości istnienia, część z nich zapewne poczuje, że ich życie uległo odmianie – moralnej, społecznej czy religijnej. Nie ma to jednak teraz większego znaczenia w sensie państwowym, dopiero za kilka, kilkanaście lat socjologowie będą mogli zająć się oceną wpływu katastrofy smoleńskiej na postawy społeczne. Mnie interesuje wąska grupa przyszłych członków zdziesiątkowanej właśnie „góry”. Oni nie wejdą do niej ot tak, w ramach naturalnego procesu krążenia elit. Nie wpasują się w zastaną już strukturę, przynajmniej nie w taki sposób, jak działo się to do tej pory i dziać będzie się w 190 państwach świata. Staną oni na swoistej terrae nullius i będą ją zapełniać na nowo. 10 kwietnia 2010 r. o godzinie 8.56 czasu polskiego, ludzie ci przystąpili do egzaminu, który trwać będzie długie lata. Teraz nie ma czasu na zwykłe życie, na balansowanie między nauką, pracą a przyjemnościami. Są drugim w historii wolnej Polski pokoleniem Kolumbów i zostali obarczeni odpowiedzialnością za następne generacje swych rodaków. Oby tym razem pokolenie to mogło zaznać szczęścia i spokoju. Drugi aspekt to relacje polsko-rosyjskie. Tak pieczołowicie przygotowywane uroczystości związane z 70. rocznicą mordu katyńskiego okazały się wzbogaceniem obecnego w świadomości każdego Polaka mitu o nową treść – żywą, niesamowicie bolesną i, co najważniejsze, naszą. Ogrom mordu z kwietnia 1940 r. do tej pory w pełni rozumiany był przez nielicznych – historyków, osoby głęboko zainteresowane życiem publicznym i entuzjastów historii II wojny światowej. Teraz ta narodowa tragedia przenika do naszych żył, wypełnia świadomość po brzegi bólem i bezradnością. Dzieje się wszakże coś jeszcze – oto część tego, co nazwać można wzniośle polskością, przekazywana jest Rosjanom. Wszelkie dyskusje nad odpowiedzialnością za wymordowanie polskich oficerów nagle przestały mieć znaczenie. Po pierwsze za sprawą gestów premiera Władymira Putina związanych uroczystościami z udziałem Donalda Tuska, po drugie – poprzez Katyń-bis. Szok, jaki wywołała katastrofa polskiego samolotu wśród Rosjan i ich reakcja jest normalna (taka, jaka być powinna), a jednak budzi moje podświadome zdziwienie i najwyższy szacunek. Niezbyt wylewny zazwyczaj Putin po przyjeździe na lotnisko w Smoleńsku uczynił znak krzyża, prezydent Dymitr Miedwiediew w swym przemówieniu ogłosił poniedziałek dniem żałoby narodowej (po raz pierwszy w historii w odniesieniu do nie-Rosjan). Nawet fakt, że prokremlowska młodzieżówka zjawiła się tłumnie pod budynkiem Ambasady RP w Moskwie ma znaczenie. Co równie istotne, nikt nie zmuszał Rosjan do tego, by tak tłumnie i otwarcie wyrażali swe współczucie i żal. Zrobili to z własnej woli. Nie można zapominać, że sposób, w jaki obchody zbrodni katyńskiej zostały przygotowane, wpłynął na postawy naszych wschodnich sąsiadów, zwłaszcza rosyjskiej „wierchuszki”, ale był tylko zaczynem, cała reszta to zasługa Rosjan. Pojednanie polsko-rosyjskie właśnie się zaczęło. Być może musieliśmy być świadkami tak niewyobrażalnej tragedii po to, by na własne oczy ujrzeć wśród Rosjan zrozumienie ogromu ciosu zadanego narodowi polskiemu, zarówno w lesie katyńskim, jak i na smoleńskim lotnisku. Zrozumienia, które właśnie staje się największym kapitałem nie tylko politycznym, ale i społecznym w obustronnych relacjach. Zapewne proces partnerskiego ułożenia stosunków polsko-rosyjskich zostanie doprowadzony do końca jeszcze przez obecne władze. Ale obowiązek utrzymania tych relacji na odpowiednim poziomie to już zadanie dla tych, którzy dopiero wkraczają w dorosłe życie. Jestem przekonany, że ludzie, którzy za kilkanaście lat będą piastować najwyższe funkcje i godności państwowe, już teraz powinni robić wszystko, by stanąć na wysokości tego i każdego następnego zadania, jakie stanie przed naszym krajem. Dla dobra naszego i waszego, rosyjscy przyjaciele. Wierzę, że paraliż funkcjonowania instytucji państwowych nam nie grozi. Za wcześnie jest oceniać, czy działania Marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego przyniosły efekty. Na razie nie wydaje się, by miał oblać ten nieoczekiwany i tragiczny sprawdzian. Ufam, że nauczeni dwudziestoma latami pluralizmu demokratycznego, jesteśmy w stanie przejść ten trudny okres spokojnie i wynieść zeń doświadczenie, z którego czerpać będzie nie tylko Polska, ale także inne kraje, które – nie daj Boże – staną w obliczu podobnych problemów. |