Bracia Moskale, dziękujemy...
-
Sławomir Popowski
A za to, jak po katastrofie zachowały się władze rosyjskie i sami Rosjanie, naprawdę należą się im słowa uznania. Bracia Moskale, dziękuję.
Kto nie jest dziś z Polską, ten nie ma serca - napisał na swoim blogu, dzień po tragedii pod Smoleńskiem, znany rosyjski publicysta Aleksander Archangielski. Mam - pisze - takie wrażenie, na niczym nie oparte, że jednak zdarzyło się coś więcej niż tylko katastrofa. Nawet jeśli weźmie się pod uwagę status ofiar tej tragedii. Stało się coś symbolicznego. Ale w Polsce inaczej być nie może. I jest to tak, jakby ktoś wybił dziurę w historii, przez którą może się teraz wylać wszystko najgorsze, co gromadziło się przez długie lata. I daj Boże, aby do tego nie doszło. Dlatego prośba: proszę, choć przez kilka dni, mówiąc o katastrofie, nie powtarzajmy żadnych politycznych głupstw. Ani w jedną, ani w drugą stronę. Potrzeba kilku dni pełnej zadumy ciszy. I zwykłego współczucia...
Pod blogiem ok. 50 wpisów. W przytłaczającej większości - prawie identycznych w treści, choć wyrażanych różnymi słowami: „Słusznie. Tak trzeba”. „Dla nas to też żałoba”. „Wieczna pamięć dla tych, którzy zginęli”. „Taka straszna symbolika - dziękuję za ten wpis”. „Ile podłości już wypowiedzieliśmy. U nas w Kaliningradzie, koło polskiego konsulatu, ludzie składają kwiaty i zapalają znicze. Wśród nich jest wielu młodych. To budzi nadzieję...”
Ktoś inny, podpisujący się nickiem new_mafka, dzieli się swoimi odczuciami:
„Kiedy usłyszałam pierwszą wiadomość, poczułam się strasznie. Znowu Katyń i znowu Polska. To jakieś przekleństwo, które prześladuje nasz kraj i ich (Polskę) - pomyślałam. Co teraz będzie? A może jednak to jest szansa? Trzeba w tej sytuacji zrobić dla Polaków wszystko, co tylko jest w mocy, a może wówczas nasze kraje znów choć trochę staną się sobie bliższe...”
To zupełnie inny obraz Rosji niż ten, który - zwłaszcza przez kilka ostatnich lat - był ugruntowywany przez większość polskich mediów, tak łatwo odwołujących się do klasycznych, antyrosyjskich stereotypów. Teraz odkrywamy ją na nowo: Rosję empatyczną i współczującą - Rosję normalną. Okazuje się, ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu, że ten sam Władimir Władimirowicz Putin, o którym część naszych najbardziej zaangażowanych w „wojnę polsko-ruską” publicystów nie potrafiła powiedzieć ani jednego prostego zdania bez dodania obowiązkowego określenia „kagiebista” lub „cyborg - zimny i wyrachowany” - zachowuje się po ludzku, emocjonalnie.
Ile było dyskusji po wcześniejszych o dwa dni uroczystościach katyńskich z udziałem premiera Donalda Tuska. Czy Putin był szczery, gdy przyklęknął i przeżegnał się przy stawianiu znicza pod pomnikiem katyńskim, czy też wszystko było na zimno wyrachowane i cynicznie wykalkulowane? - Teraz, na szczęście, nikt już takich pytań nie zadaje. Wszyscy natomiast podkreślają niezwykłą reakcję władz rosyjskich, które w tej konkretnej, tak tragicznej sytuacji, zachowują się powyżej wszystkich standardów, obowiązujących w stosunkach międzynarodowych i dyplomatycznych. Prezydent Dmitrij Miedwiediew naprawdę nie miał żadnego obowiązku, aby osobiście przyjść do polskiej ambasady w Moskwie, aby wpisać się do księgi kondolencyjnej, tak jak i protokolarnie nic nie zmuszało premiera Putina, aby kilka godzin po tragedii znów spotkać się z Tuskiem (ale już na miejscu katastrofy), aby razem z szefem polskiego rządu pokierować działaniami służb rosyjskich, jakie muszą być podjęte w obecnej sytuacji, a następnego dnia pożegnać trumnę z ciałem polskiego prezydenta...
Zgoda. Każde działanie polityka z racji już choćby tego, że jest politykiem, musi być oceniane w kategoriach politycznych. Ale co w tym złego, jeśli służy dobrej sprawie?
Marcin Wojciechowski z Gazety Wyborczej napisał w swoim komentarzu:
„To paradoks, ale tragedia w Smoleńsku ma szansę połączyć nasze narody jak nic dotychczas... Zachowanie Rosjan po katastrofie całkowicie przeczy tezom tych, którzy twierdzą, że zbliżenie Polski i Rosji jest niemożliwe. Zobaczymy, co przyniesie czas, ale pojednanie polsko-rosyjskie ma szansę z płonnego marzenia przemienić się w realny fakt”.
Ja też w to wierzę. I słowa Marcina Wojciechowskiego traktuję jak apel o budowanie wspólnego frontu na rzecz pojednania. Bo jeśli udało się nam to z Niemcami, a Niemcom z Francuzami, to dlaczego miałoby się to nie udać w relacjach polsko-rosyjskich? - Przynajmniej spróbujmy.
A za to, jak po katastrofie zachowały się władze rosyjskie i sami Rosjanie, naprawdę należą się im słowa uznania. Bracia Moskale, dziękuję.
Artykuł ukazał się w studioopinii.pl. Przedruk za zgodą redakcji


Stefan Bratkowski nie żyje.
Prezydenci chcą zacieśnić współpracę polsko-słowacką