|
Spośród wszystkich konfliktów szalejących w regionie Wielkich Jezior najbardziej nieznanym pozostaje wojna domowa w niewielkim Burundii. Fakt, że w porównaniu z wojnami w Rwandzie i Kongo, gdzie liczba ofira szła w miliony, zginęło tam „tylko” 300 tysięcy ludzi, nie umniejsza dramatyzmu tego konfliktu... REKLAMA
Strona 1 z 8 Konflikty w regionie afrykańskich Wielkich Jezior, tylko w ciągu ostatnich trzynastu lat przyniosły śmierć co najmniej pięciu milionom ludzi. Zaryzykuję stwierdzenie, że jest to obecnie najbardziej niestabilny i zdewastowany przez wojny obszar naszego globu. Świat nie poświęcał mu jednak jak dotąd szczególnej uwagi i na interwencję społeczności międzynarodowej trzeba było czekać wiele lat bądź też wielu wypadkach nie doczekano się jej wcale. Spośród wszystkich konfliktów szalejących w regionie Wielkich Jezior najbardziej nieznanym pozostaje wojna domowa w niewielkim Burundii. Została ona bowiem przyćmiona przez o wiele bardziej dramatyczne w swym przebiegu konflikty w sąsiednich państwach. Nie doszło w Burundi do ludobójstwa na ogromną skalę jak w sąsiedniej Rwandzie. Wojna nie przybrała też tak olbrzymich rozmiarów jak w Demokratycznej Republice Kongo, gdzie udział w konflikcie wzięło osiem państw, a śmierć poniosło ok. czterech milionów ludzi. Warto jednak przyjrzeć się pokrótce przyczynom i przebiegowi wojny w Burundi, gdyż konflikty w regionie Wielkich Jezior stanowią system naczyń połączonych, w którym każda wojna wpływa mniej lub bardziej bezpośrednio na pogłębienie chaosu w sąsiednich państwach. Poza tym fakt, że w Burundi zginęło „tylko” 300 tysięcy ludzi nie umniejsza dramatyzmu tego konfliktu... Tutsi i Hutu Korzenie konfliktu w Burundi tkwią podobnie jak w przypadku sąsiedniej Rwandy w rywalizacji i nienawiści pomiędzy zamieszkującymi je plemionami Tutsi i Hutu. W obu tych państwach struktura etniczna jest zresztą bardzo podobna. Największą grupę etniczną stanowią Hutu (w Burundi - 84 procent całej populacji). Drugą pod względem wielkości wspólnotę etniczną stanowią Tutsi (w Burundi - 14 procent). Ostatnią i najmniejszą są natomiast Twa (Pigmeje) stanowiący zaledwie 1 procent ludności, często będący przedmiotem pogardy i dyskryminacji ze strony pozostałych plemion. Różnice etniczne wiążą się z różnicami antropologicznymi wynikającymi z odrębnych korzeni każdego z plemion. Pigmeje Twa stanowili najprawdopodobniej pierwotną ludność tego obszaru. Dominujący liczebnie Hutu są z kolei zaliczani do ludów Bantu. Przybyli oni w region Wielkich Jezior na przełomie I i II tysiąclecia, podczas wielkiej migracji Bantu z zachodniej części Afryki Środkowej. Hutu byli rolnikami, którzy prowadzili osiadły tryb życia i zdołali zdominować trudniących się jedynie zbieractwem i myślistwem Twa. Już wtedy zdaniem niektórych historyków doszło do ukształtowania się pierwszych zorganizowanych struktur polityczno-społecznych. Przełomowe znaczenie dla historii regionu miała jednak kolejna fala migracji, tym razem z północy. Mniej więcej w XV-XVII wieku napłynęły stamtąd pasterskie ludy, najprawdopodobniej pochodzenia kuszyckiego – przodkowie dzisiejszych Tutsi. Zderzenie się społeczności pasterzy Tutsi z rolnikami Hutu doprowadziło w okolicach XVII wieku do ukształtowania się specyficznego systemu społeczno-politycznego, mocno przypominającego europejski feudalizm. W Burundi podobnie jak w Rwandzie rządził monarcha („Mwami”) wspierany przez grupę arystokracji wywodzącą się z Tutsi. Insygniami władzy były krowy - posiadanie wielkich stad stanowiło miarę bogactwa i prestiżu. Między Tutsi a Hutu panowały zawsze stosunki wasalne. Tutsi, właściciele stad bydła nigdy nie pracowali zbyt ciężko, wszystko, co potrzebne do życia, wytwarzali za nich rolnicy Hutu. W zamian wojownicy Tutsi zapewniali im ochronę. Przez wieki system ten zarówno w Rwandzie jak i Burundi funkcjonował bez większych zakłóceń. Nie powodował też ostrzejszych napięć międzyetnicznych. Awans społeczny zależał bowiem nie tyle od pochodzenia, co raczej od posiadanego majątku i umiejętności zdobycia sobie pozycji na dworze monarchy. Kilka wieków wspólnej egzystencji prowadziło też do stopniowego upodabniania się obu kultur. Oba plemiona mówiły tym samym językiem, częste było zjawisko mieszanych małżeństw. Podobieństw było zresztą tyle, że do dziś wielu badaczy kwestionuje istnienie etnicznej odrębności pomiędzy Hutu a Tutsi, uważając ją za sztuczny wytwór epoki kolonialnej Stan ten nie mógł jednak trwać wiecznie. Gęsto zaludnione państewka stały się za małe by utrzymać na jałowych ziemiach rozrastające się stada krów należących do Tutsi. Rolnicy Hutu byli masowo rugowani ze swoich pól, a znalezienie nowych miejsc pod uprawę graniczyło z cudem. To właśnie konflikt o ziemię stał się jednym z pierwszych czynników które rozpaliły międzyplemienną nienawiść. Konflikty pogłębiła epoka kolonialna. Początkowo Niemcy, którzy od 1896 r. kontrolowali tzw. dystrykt Rwanda-Urundi, nie ingerowali w funkcjonujący od wieków system feudalny. Podobnie postępowali Belgowie, którym po I wojnie światowej przyznano ten obszar. Rządy kolonizatorów oznaczały jednak w dłuższej perspektywie czasowej zmianę systemu gospodarczego kraju oraz rozpad tradycyjnych struktur socjalnych. Napłynęły też nieznane wcześniej europejskie prądy umysłowe, takie jak chociażby nacjonalizm. Wszystko to pogłębiało poczucie odrębności i antagonizm pomiędzy Hutu i Tutsi. Najbardziej szkodliwą okazała się jednak polityka „dziel i rządź” stosowana przez Belgów. Po zakończeniu II wojny światowej, gdy miejscowa ludność zaczęła przejawiać tendencje emancypacyjne, kolonizatorzy zaczęli szczuć przeciwko sobie oba plemiona. W Burundi Belgowie pomogli dojść do władzy Tutsi, którzy byli lepiej zorganizowani i bardziej probelgijscy. W Rwandzie gdzie wśród Tutsi silniejsze były tendencje niepodległościowe Belgowie poparli natomiast Hutu.
|