|
W Brukseli odbywa się poświęcone stworzeniu funduszu antykryzysowego nadzwyczajne spotkanie szefów resortów finansów. REKLAMA
 Propozycja powołania funduszu padła w czasie obrad przywódców strefy euro w nocy z piątku na sobotę. Ma on być uruchamiany natychmiast, jeśli jakiś kraj poprosi o pomoc, co pozwoli zagwarantować stabilność finansową w Europie. Unia wyciąga w ten sposób wnioski z kryzysu, który pogrążył Grecję. Ateny czekały bardzo długo na konkretną pomoc. W tym czasie rynki finansowe nerwowo reagowały, zaczęły się ataki spekulacyjne i pojawiały się informacje, że kryzysem zagrożone są kolejne kraje ze wspólną walutą. „Obronimy euro" - tak mówiła Elena Salgado - minister finansów Hiszpanii, kierującej pracami Wspólnoty. Polski minister finansów Jacek Rostowski zgadza się, że taki fundusz gwarantowałby ochronę przed kryzysem. „Sytuacja jest poważna" - mówił minister, ale jednocześnie zastrzegał, że wiele zależy od tego, jak taki fundusz miałby wyglądać. „Musimy zobaczyć, jak będzie duży i z jakich elementów będzie złożony" - tłumaczył polski minister.
Nieoficjalnie mówi się, że fundusz ma wynieść około 70 miliardów euro. Jedna z propozycji przewiduje, że Komisja Europejska pożyczałaby pieniądze na rynku, a gwarancje dawałyby wszystkie kraje członkowskie, czyli byłyby to fundusze z unijnego budżetu. Na to jednak nie chce się zgodzić Wielka Brytania, która uważa, że ratowanie strefy euro jest obowiązkiem krajów do niej należących. Jeszcze inna propozycja przewiduje, że Europejski Bank Centralny miałby kupować obligacje kraju pogrążonego w kryzysie. Ten jednak broni swej niezależności, nie zamierza ulegać naciskom politycznym i słuchać instrukcji z europejskich stolic. Decyzja o powołaniu funduszu powinna zapaść jeszcze dzisiaj, bo unijni politycy chcą zdążyć przed otwarciem giełd w poniedziałek i powstrzymać panikę na rynkach. |