Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Paweł Pustelnik: Tydzień w Europie


11 maj 2010
A A A

Nie ma to jak rozpocząć tydzień od weekendu. Zwykle na początku maja dzieje się niewiele – wymiana uprzejmości i obchody. W Polsce zbieranie podpisów i licytowanie liczby autografów. Mniej fasadowo zagranicą.
Działamy, co zdziałamy?
Ten tydzień w Europie zdominowała sprawa greckiego kryzysu i jego wpływu na stabilność całej strefy euro. Liderzy Unii Europejskiej obawiają się, że grecka choroba może być wybitnie zakaźna dla ich krajów. Francusko-niemiecki tandem Angela Merkel i Nicolas Sarkozy napisał list do przewodniczącego Rady Europejskiej Hermana Van Rompuya i przewodniczącego Komisji Europejskiej José Manuela Barosso. Liderzy apelują w nim o wzmcnienie kontroli budżetowej, większą przejrzystość na rynkach finansowych i rozszerzenie gospodarczych kryteriów z Maastricht. Merkel i Sarkozy zastanawiali się w liście również nad rolą agencji ratingowych w rozprzestrzenianiu kryzysu. Media przyjęły deklaracje chłodno. Zarówno francuska, jak i niemiecka prasa uznały manifest dwóch gigantów jako zabieg kosmetyczny. The Independent skwitował: to wciąż za mało. Zdecydowaną akcję ratunkową dla Grecji rozpoczął Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Zaaprobowano 30 mld pożyczki – będzie to pierwsza transza 110 miliardowego pakietu pomocowego, który wreszcie został uchwalony. W piątek szefowie państw i rządów Unii Europejskiej zatwierdzili kredyt, a Grecy mają otrzymać pieniądze 19. maja Obecne zadłużenie Grecji wynosi ok. 380 mld dolarów. Eksperci MFW wierzą, że gigantyczna pomoc jest jedyną szansą na zatrzymanie kryzysu w Grecji. Także w piątek europejscy liderzy postanowili, że będą bronić euro za wszelką cenę. To odważne sformułowanie – być może straszak na spekulantów, a na pewno jasny znak dla agencji ratingowych, które wprowadzają, zdaniem polityków, niepokój żonglując oceną gospodarek poszczególnych krajów. Jean Claude Trichet, szef Europejskiego Banku Centralnego, nie podejmuje na razie dyskusji na temat ewentualnych kroków, które miałyby ratować strefę euro. Czeka.  
 
Brytyjczycy wiszą
Wybory w Wielkiej Brytanii zeszły na drugi plan. Końcówkę konkurencji przyćmił kryzys i odgłosy o kolejnej chmurze popiołu wulkanicznego nadchodzącej znad Islandii. Wynik też mało medialny. Wygrali konserwatyści (306 miejsc w Izbie Gmin), ale nie na tyle, żeby samodzielnie rządzić. Kto utworzy nowy gabinet nie wiadomo, a sytuacja zawieszenia może utrzymywać się jeszcze przez kilka następnych dni. Srodze zawiedli się Liberalni Demokraci uzyskując 57 mandatów. Liczyli, że uda im się zabłysnąć, teraz trzeba zmierzyć się z rozczarowaniem. Hołubiony przez media lider partii, Nick Clegg, wokół którego wytworzyła się swego rodzaju cleggomania, będzie musiał się pogodzić z porażką. Pewnie przyjdzie mu to jednak z większą łatwością niż politykom Partii Pracy. Rządziła ona na Wyspach przez ostatnie 13 lat, teraz spada na drugą pozycję z 258 miejscami.
 
Chmurna powtórka z rozrywki
Nad Europą krąży kolejne widmo. Chmura pyłu wulkanicznego, która wydobywała się w ubiegłym miesiącu z wulkanu Eyjafjallajokull kompletnie sparaliżowała ruch lotniczy nad Europą. Wiele wskazuje na to, że grozi nam powtórka. Część weekendowych lotów została odwołana, tablice odlotów na lotniskach stają się znów czerwone od napisów „cancelled”. Przewoźnicy nie ukrywają, że kolejne straty byłyby zabójcze. Politycy na razie milczą, choć jeżeli czekała by nas powtórka, to będą musieli zareagować. Istnieje co prawda ryzyko, że przewoźnicy domagając się wsparcia na przykład od Unii Europejskiej mogliby chcieć wyrównać słabe wyniki wywołane fatalną koniunkturą, ale europejskie instytucje powinny liczyć się z potrzebą wsparcia kolejnej gałęzi gospodarki.
 
Europejskie myślenie przyspieszyło dzięki kryzysowi, miejmy tylko nadzieję, że nie spowolnią go kaprysy islandzkiego wulkanu. Sytuacja w Grecji wcale nie jest pod kontrolą, a odwracanie się od problemu na pewno go nie rozwiąże. Pora na odpowiedzialne kroki.