Inwestea Konsultea Wschod24 Afryka24 Pe24
Historia polskich sierot, które wydostały się z ZSRR z armią Andersa - wywiad z prof. Taylor Drukuj Email
( 2 głosy)




Szymon Krawiec   
12.05.2010.
 1 2 >>>

W jaki sposób odbywało sie gromadzenie materiałów historycznych zawartych w książce. W bibliografii podaje Pani długa listę kilkudziesięciu wywiadów przeprowadzonych nie tylko z osobami deportowanymi podczas wojny, ale także z tytułowymi sierotami z Tengeru. Jak Pani dotarła do tych osób?

Pomysł na książkę pochodzi z większego projektu nad którym nie tak dawno  temu pracowałam, a konkretnie dotyczy sytuacji dipisów w Niemczech po drugiej wojnie światowej. Tam koncentrowałam się na problemie dzieci pozostawionych bez żadnych formalnych opiekunów. Były to albo sieroty, albo bardzo młode osoby, które zostały odłączone od swoich rodzin z powodu wojny. Kiedy pracowałam nad tym projektem w archiwach Międzynarodowej Organizacji d/s Uchodźców w Paryżu, pewnego dnia natrafiłam na list, w którym przeczytałam takie zdanie: ,, Mój Boże! Nie uwierzysz, co się dzisiaj stało! Teraz będziemy musieli zabrać dzieci do Niemiec. Włoski rząd chce je wyrzucić jak najszybciej za granicę kraju." Siedziałam i pytałam samą siebie: ,,Dlaczego nic nie wiem o tym dzieciach? Dlaczego one były w Afryce?" Pomyślałam, że dzięki archiwalnym dokumentom będę w stanie prześledzić ich los. W przeciągu kilku dni zdałam sobie sprawę, że całość układa się w niesamowicie ciekawą i dosadną opowieść, która zmusiła mnie do dalszych poszukiwań i badań w tym temacie.

REKLAMA

Kiedy Pani znalazła ten list?

Kiedy? Znalazłam go w 2002 roku.

Więc ile zajęło napisanie książki?

Przygotowanie materiałów zajęło mi około trzech lat, a samo opracowanie i wydanie książki dodatkowe dwa i pół roku. Kiedy już miałam gotowe archiwalną dokumentację historii tych dzieci, zdecydowałam, że należało by je odnaleźć. Jeżeli były one sprowadzone do Montrealu przez ówczesnego arcybiskupa, większość z nich musi mieszkać na terytorium Quebecu i jest to najlepsze miejsce do rozpoczęcia dalszych poszukiwań. Boże, dzięki Ci za internet, ponieważ używałam odpowiedniej wersji książki telefonicznej, która była dostępna tylko w sieci. Miałam pełną listę nazwisk sierot, więc przynajmniej dane mężczyzn pozostały niezmienione. Szukając tych ludzi wysłałam około 80 listów z pytaniami: ,,Czy jesteś tą osobą? Jeśli tak, to czy zgodzisz się ze mną porozmawiać? Jeśli nie, to czy znasz innych? Jeżeli znasz, spytasz ich, czy mogliby ze mną porozmawiać?" W konsekwencji udało mi się przekonać 14 osób.

14 osób spośród ilu?

Czternastu ze stu czterdziestu czterech, co daje około dziesięciu procent, więc to niezły wynik biorąc pod uwagę czas, jaki upłynął. Oczywiście byli i tacy, którzy odpowiadali, że są poszukiwanymi, ale nie chcą ze mną rozmawiać, bo to dla nich zbyt trudne. To są ludzie, którzy dzisiaj mają po siedemdziesiąt albo osiemdziesiąt lat. Mimo wszystko te wspomnienia ciągle żyją w ich głowach, a rozmowa o nich sprawia im nadal wielką trudność.

Co może Pani powiedzieć o ludziach, którzy zdecydowali się na rozmowę? Dla nich to nic innego jak wywoływanie demonów przeszłości. Jak Pani dotarła do wspomnień tych osób? Pojawiały się łzy, a po nich momenty ciszy?

Image Zawsze, było tak po prostu zawsze! Chodzi o to, że z jednej strony nie chcieli opowiadać całej historii, ponieważ nie mieli na to jakiejś wielkiej ochoty, ale z drugiej  bardzo zależało im na utrwaleniu swoich losów. Nie chcieli, by ta opowieść zginęła, a ponadto pragnęli przekazać to wszystko swoim wnukom i prawnukom. Uważali, że rozmowa ze mną i idąca za tym obietnica wydania książki o ich losach jest dobrym sposobem na osiągnięcie takiego celu. Wywiady z tymi osobami były zawsze bardzo, bardzo trudne i za każdy razem pojawiały się łzy oraz momenty, w których po prostu nie mogli mówić. Musieli wtedy zrobić sobie kilkuminutową przerwę, żeby się pozbierać. Te wszystkie złe wspomnienia, które przez tyle lat trzymali w głębi swojego serca, były przytłaczające do tego stopnia, że niektórzy z nich jeszcze kilka dni po wywiadzie miewali koszmary.


Te wywiady miały na pewno wielką siłę oddziaływania.

Tak, szczególnie gdy ktoś dzieli się taką historią. Zostajesz w to wciągnięty i czy tego chcesz, czy nie to także odbija się na Tobie.
Może Pani powiedzieć coś o tytule, bo jest on bardzo dosłowny: ,,Polskie sieroty z Tengeru". Dlaczego akurat taki, a nie inny?
Tengeru to obóz dla uchodźców, w którym ostatecznie znaleźli się bohaterowie książki. Kiedy z Syberii udało im się przedostać do Persji, Brytyjczycy zabrali wszystkich cywilów. Była to mieszanka żołnierzy i zwykłych polskich obywateli, którzy dostali się do Iranu z Kazachstanu w 1942 r. Brytyjczycy przejęli kontrolę nad wojskiem i oddelegowali je do Palestyny i Południowej Afryki, żeby pomogły siłom Zjednoczonego Królestwa. Tym sposobem reszta pozostała w Iranie, które było nie tylko kosztownym, ale także niebezpiecznym miejscem. Biorąc to pod uwagę Brytyjczycy zadecydowali o rozproszeniu cywilów na teren całego Commonwealthu, tak więc część trafiła do obozów w Australii, Nowej Zelandii, Indii. Był jeden obóz w Meksyku, a kilka znajdowało się w Afryce. Duża część dzieci o których pisze trafiła do Indii, skąd w 1948 została przeniesiona do Afryki. Do roku 1948 wszystkie ze 146 dzieci było w tak zwanym obozie Tengeru, który był położony w Północnej Tanganidze, dzisiejsza Tanzania. To jest prawdziwy powód dla tego tytułu, a ponadto oni sami nazywają siebie dziećmi z Tengeru.

Można powiedzieć, że nazwa obozu nadal ich jednoczy.

Ona nie tylko ich łączy, ale przecież dla wielu z nich to był najlepszy czas w życiu. Tam panował wspaniały klimat, a sam obóz był bardzo dobrze prowadzony. Dzieci miały ogrom jedzenia, stabilne warunki, a ich zdrowie sukcesywnie się poprawiało. Jednakże co czyniło go naprawdę wspaniałym miejscem, w szczególności dla chłopców, była sama lokalizacja obozu. Położony na skraju dżungli i jeziora, dawał wiele radości. Dzieci na wiele godzin znikały w puszczy, bawiły się w Tarzana, odkrywały nowe zakątki, wspinały się na drzewa, pływały w jeziorze, skakały po lianach. To był prawdziwy raj.

Kolejne pytanie jest związane z samą treścią książki, ponieważ mamy w niej mnóstwo opowiadań, historycznych relacji oraz sprawozdań z ówczesnej sytuacji politycznej. Która część pracy jest dla Pani najbardziej istotna?

Ważną częścią była po prostu ta historia. Ważne było, żeby dać jej twarz poprzez kontekst deportacji niewinnych sierot, które teraz przezywają jesień życia. Jednak dla mnie najważniejszym elementem pozostanie ta polityczna debata, ten międzynarodowy incydent, walka między polskim komunistycznym rządem a Międzynarodową Organizacją d/s Uchodźców. Ten historyczny kontekst, który do tej pory nie został przedstawiony, był ważny ponieważ w historiach tych dzieci mogliśmy zobaczyć mechanizmy Zimnej Wojny.


Na początku książki przedstawia Pani mnóstwo osobistych tragedii, które w dużej części wyniknęły z powodu kiepskich warunków życia. Karaluchy, obraz matki gotującej zupę z piskląt. Czy rzeczywiście znajdowała Pani taką potrzebę, żeby umieścić w książce tyle intymnych historii?

Myślę, że ich obecność jest bardzo ważna. W przeciwnym razie czytelnik spotkałby sie z relacją, która nie ma twarzy i osobistego dramatu. Przegapiłby prawdziwą tragedię, która w każdym wypadku pochodzi z osobistych doświadczeń, a nie masowych ruchów. Myślę, że twarz, którą nadałam każdej historii jest bardzo ważna również z tego powodu, że potencjalny czytelnik otrzymuje coś z czym może sie identyfikować. Ponadto, te historie pomogły nam zrozumieć co znaczyło przejście przez takie piekło. Mimo wszystko każdy z nas musi traktować te wspomnienia z odpowiednim szacunkiem. Bez nich książka byłaby zbyt daleka, zbyt naukowa.

Jak Pani poradziła sobie z tak wielkim ciężarem i tak ogromną liczbą wspomnień, których Pani wysłuchała?

To nie mój pierwszy raz kiedy mam do czynienia z ustnymi podaniami. To było wielkie wyzwanie, ponieważ ktoś daje Ci swoje wspomnienia, a Ty stajesz się ich powiernikiem. Sposób w jaki sobie z nimi radziłam wydaje się być banalny- po prostu o nich pisałam. Nie mniej jednak starałam sie traktować każde pojedyncze wspomnienie z należytym szacunkiem. Pisanie było nie tylko swego rodzaju catharsis, ale także dopełnieniem odpowiedzialności jako powiernika czyichś wspomnień.

Proszę powiedzieć kilka słów o samych sierocińcach. Czytając książkę miałem przed oczami dwie wizje tych instytucji - dobrą i złą. Na przykład Pahlawi, które  z jednej strony zorganizowało dzieciom świetne wyżywienie oraz dawało wiele radości i rozrywki, nie umiało poradzić sobie z kiepskimi warunkami socjalnymi, które przyniosły sporą liczbą złośliwych chorób. Czy każdy z obozów miał właśnie takie dwie twarze?

Oczywiście, że miały, ale moim zdaniem tak to wygląda w każdej instytucji, która zajmuje się dziećmi. Jednak jeśli chodzi o Pahlawi, to za dużą część tej negatywnej strony odpowiada samo pojawienie się uchodźców, które nastąpiło zbyt nagle i niespodziewanie. Obóz nie miał żadnej infrastruktury, która mogła by wpłynąć na jakość ich pobytu. Bardzo szybko trzeba było postawić prowizoryczne miasteczko namiotowe, co oznaczało, że oprócz jedzenia tak naprawdę prowadzący obóz nie mieli nic więcej do zaoferowania. Pozostałe obozy były podobne, ponieważ każdy z nich był bardzo prowizoryczny. Kiedy Polacy opuścili Kazachstan, brytyjska armia oczekiwała na polskie wojsko, a nie na tysiące cywili i wiążący sie z tym problem socjalny. Do roku 1949 właśnie w Tengeru udało sie stworzyć bardzo dobrze wyposażony i zarządzany obóz. Najważniejsze dla dzieci były wyżywienie i edukacja, a na dalszym miejscu sam nadzór. W każdym obozie, w którym pojawiały się dzieci, opiekunowie starali się stworzyć jakiś system edukacyjny, który często, tak jak i wszystko inne, był bardzo prowizoryczny. Starsze dzieci uczyły młodszych. Księża i zakonnice nauczały wszystkiego, czego tylko mogli. Dużo jednak zależało od tego, kto był w obozie. Czy ta osoba była miła, serdeczna, wyrozumiała, czy też nie.

W każdym obozie dzieci miały opiekunów, ale nawiązując do wywiadów, żaden z wychowawców nie był dla nich nawet namiastką prawdziwego rodzica.

Zgadza się i to mnie bardzo dziwi. Przez cały ten czas w obozach nie było nikogo dorosłego z kim dzieci mogły się identyfikować. Nie było żadnej pełnoletniej osoby, która w jakikolwiek sposób się wyróżniała. Dopiero kiedy opuścili Tengeru, ojciec Kołakowski stał się dla nich namiastką prawdziwego ojca. Dzieci go znały, ale tak naprawdę nie czuły z nim żadnej większej więzi ponieważ on sam odwiedzał przeróżne obozy. Całe wsparcie pochodziło od nich samych.

Co można powiedzieć o nadzorze w obozach, ponieważ wiemy, że obowiązywała tam wyjątkowa dyscyplina. Czasami pojawiała się nawet agresja...

Okazyjnie!

Okazyjnie? Więc nie była obecna w każdym obozie? Pamiętam opis sytuacji, w której wychowawca zmusił dzieci do ukarania swojego kolegi.

Tak, to prawda, ale mowa tutaj o szczególnie niedobrym wychowawcy w tym konkretnym sierocińcu. To był jedyny obóz i jedyny wychowawca, który dopuszczał się tak złych czynów. Wychowawcami byli w większości zakonnicy dlatego zawsze wdrażali tę surową, katolicką dyscyplinę.



Drukuj Email
 
Dodaj swój komentarz do tego artykułu...
Imię (wymagane)
Komentarz
Zaloguj lub zarejestruj się aby móc dodawać komentarze.

Jednostki Wojska Polskiego będą realizować szereg zadań w czasie Mistrzostw Europy w Piłće Nożnej Euro 2012.
więcej...
Kancelaria Premiera zaprzecza informacjom opublikowanym w niedzielnym wydaniu La Repubblica. Zgodnie z doniesieniami dziennika, podczas nieoficjalnego spotkania Mario Montiego z przedstawicielką związków zawodowych Susanną Camusso, przełamany został impas w rozmowach nad planowaną reformą...
więcej...
Nie bez przyczyny Zbigniew Brzeziński w swej „Wielkiej szachownicy” obok Niemiec, Francji i Rosji umieścił właśnie Chiny i Indie jako państwa prowadzące wielowymiarową politykę. Chiński tygrys i indyjski słoń śmiało wyrażają swoje cele. Czy możliwa jest zatem współpraca między...
więcej...
 AnalizySystemy polityczne  Imigracja  Cywilizacje  Konflikty  Ekologia  Terroryzm  Polityka zagraniczna  Dyplomacja  Emigracja  Separatyzm  Stosunki międzynarodowe 
 GospodarkaWaluty  Ropa naftowa  Sektor bankowy  Giełdy  Rynek pracy  Nieruchomości  Surowce  Gaz ziemny  Media  Technologie  Przemysł samochodowy 
 OrganizacjeNATO  OBWE  OPEC  ONZ  Al-Kaida  G-20  MFW  WNP  ASEAN  WTO 
 PaństwaNiemcy  Francja  Izrael  USA  Wielka Brytania  Indie  Chiny  Rosja  Irlandia  Ukraina  Turcja  Hiszpania  Brazylia  Iran  Sudan  Włochy  Afganistan  Gruzja  Informacje dla wyjeżdżających 
 Po godzinachRecenzje  Film  Wywiady  Książka 
 RegionyUnia Europejska  Bałkany  Afryka  Bliski Wschód  Daleki Wschód  Kaukaz  Azja  Darfur  Krym  Kaszmir 
 StylSavoir vivre 
 Unia EuropejskaSłownik UE  Komisja  Prezydencja  Strefa Euro  Traktat lizboński  Strefa Schengen  Partnerstwo Wschodnie  Europejska Polityka Sąsiedztwa 
Zaloguj sie
         
     
SERWIS SPECJALNY
Dyplomacja_specjalny