|
W jaki sposób odbywało sie gromadzenie materiałów historycznych zawartych w książce. W bibliografii podaje Pani długa listę kilkudziesięciu wywiadów przeprowadzonych nie tylko z osobami deportowanymi podczas wojny, ale także z tytułowymi sierotami z Tengeru. Jak Pani dotarła do tych osób? Pomysł na książkę pochodzi z większego projektu nad którym nie tak dawno temu pracowałam, a konkretnie dotyczy sytuacji dipisów w Niemczech po drugiej wojnie światowej. Tam koncentrowałam się na problemie dzieci pozostawionych bez żadnych formalnych opiekunów. Były to albo sieroty, albo bardzo młode osoby, które zostały odłączone od swoich rodzin z powodu wojny. Kiedy pracowałam nad tym projektem w archiwach Międzynarodowej Organizacji d/s Uchodźców w Paryżu, pewnego dnia natrafiłam na list, w którym przeczytałam takie zdanie: ,, Mój Boże! Nie uwierzysz, co się dzisiaj stało! Teraz będziemy musieli zabrać dzieci do Niemiec. Włoski rząd chce je wyrzucić jak najszybciej za granicę kraju." Siedziałam i pytałam samą siebie: ,,Dlaczego nic nie wiem o tym dzieciach? Dlaczego one były w Afryce?" Pomyślałam, że dzięki archiwalnym dokumentom będę w stanie prześledzić ich los. W przeciągu kilku dni zdałam sobie sprawę, że całość układa się w niesamowicie ciekawą i dosadną opowieść, która zmusiła mnie do dalszych poszukiwań i badań w tym temacie. REKLAMA
Strona 2 z 2 Dużo dzieci wyznało jednak, że lubiły być dyscyplinowane i zdyscyplinowane. To im w jakiś sposób pomagało. To dawało im pewną strukturę. Dni były bardzo uporządkowane i w ten sposób mogły jakoś nad sobą zapanować. Na przykład szybko przeprowadzić się z jadalni do klas. W tamtym okresie panowało również przekonanie, że rygor jest dobry dla dzieci ponieważ bardzo im pomaga. Sama myślę, że to dobre podejście, chociaż większość starszych chłopców bardzo się buntowała. Często mieliśmy do czynienia z surową dyscypliną, nadmierną dyscypliną tak jak w wypadku tego jednego wychowawcy, który był bardzo niesympatyczny i złośliwy w stosunku do dzieci. To jest wlaśnie to o czym mówiłam wcześniej. Wszystko zależy od osobowości danego człowieka. Jak wyglądała sytuacja uchodźców po wojnie, ponieważ sami nie wiemy jaką decyzję powinni byli podjąć. Wracać do Polski, uciec do innego kraju, pozostać w Afryce? Co zrobiłaby Pani na ich miejscu?
Gdybym to była ja, uciekłabym do Kanady albo Stanów Zjednoczonych. Te dzieci, które przecież przeżyły syberyjskie piekło, były zdecydowanie antykomunistyczne. Nie wyobrażały sobie powrotu do komunistycznej Polski, a nawet gdyby powróciły, to według mnie czułyby się okropnie ze względu na swoje bolesne doświadczenia. Decyzja o pozostaniu w Afryce była problematyczna, ponieważ afrykańska gospodarka nie była w stanie przyjąć ich wszystkich. Starsze dzieci dostały możliwość powrotu do Kanady albo pozostania w Afryce, gdzie pracowały. Wszystkie zdecydowały jednak o wyjeździe do Kanady, ponieważ w Afryce nie mogłyby utrzymać swojego młodszego rodzeństwa. Z jednej strony nie chcieli być rozdzieleni, a z drugiej czuli ogromną odpowiedzialność za młodszych braci i siostry, dlatego wyjazd bez nich do Kanady nie wchodził w grę. Z drugiej strony to była jedyna, realistyczna opcja.
W książce odnajdujemy też rozdział mówiący o problemie repatriacji i związanej z nią instytucji - UNRRA. Ta organizacja zmuszała polskich uchodźców do powrotu do komunistycznej Polski. Zastanawiam sie tylko nad logiką takiego działania. Jaki sens miało zmuszanie antykomunistów do powrotu do komunistycznego kraju? To było rzeczywiście bardzo bezproduktywne. Wszystko przez Konferencję Wielkiej Trójki w Jałcie, kiedy to Związek Radziecki naciskał na to, żeby wszyscy obywatele ZSRR zostali przywróceni ojczyźnie bez względu na to czy tego chcą, czy nie. Wszyscy radzieccy jeńcy wojenni i zwykli cywile z zachodnich terytoriów Związku Radzieckiego powinni być repatriowani do ZSRR do roku 1945 r. To był straszny proceder, a jego organizacja poszła bardzo kiepsko. Duża liczba Sowietów była zmuszona do powrotu do kraju z pistoletem przy skroni.. Wiedzieli, że czeka ich albo gułag, albo egzekucja. Czytając książkę, czytelnik może spytać dlaczego to akurat Kanada była tak żywo zainteresowana opieką nad polskimi dziećmi w Afryce. Dlaczego Wasze Państwo było tak zaabsorbowane tą polską sprawą, a reszta aliantów milczała?
Była to inicjatywa Arcybiskupa Montrealu, bo to on poprosił rząd Kanady o wizy dla dzieci. Jeżeli nie zaoferowałby swojej pomocy przy opiece i zadbaniu o te sieroty, nie jestem pewna czy Kanada byłaby tak otwarta na przyjęcie tej grupy osób. To był ważny humanitarny gest, który wykonywały wszystkie inne narody. Stany Zjednoczone zabrały dużą grupę dzieci, Wielka Brytania przyjęła mnóstwo Polaków, a w ten sposób zachowywało się jeszcze wiele innych krajów. Każdy naród zrobił jakąś swoją część, jednakże co różni innych od Kanady, to fakt, że większość krajów koncentrowała się na pomocy dla uchodźców z Europy, zapominając o dipisach z Afryki. A co można powiedzieć o współczesności? Czy oni jeszcze tęsknią za Polską? Jak postrzegają nasze państwo? Mieliście jakieś spotkanie od czasu opublikowania książki?
Nie spotkałam się z nimi od miesiąca w którym wyszła książka. Pogoda w styczniu w Kanadzie jest bardzo podobna do tej polskiej, dlatego trudno poprosić osiemdziesięciolatków o wybranie sie w daleką podróż. Wszyscy dostali ode mnie kopię książki, a od wielu słyszałam, że są tym faktem bardzo uradowani. Zdziwiła ich przede wszystkim wiadomość, że międzynarodowa dyplomacja była tak zaangażowana w ich losy. Jedna kobieta powiedziała: ,,Czy Ty zdajesz sobie sprawę z tego jakie to było ważne?" Każdy z nich bardzo dobrze ustatkował się w Kanadzie. Mają rodziny, domy, prace. Kilku z nich jest pielęgniarzami, jeden jest lekarzem, inni prowadzą własne interesy. Uważają siebie za Kanadyjczyków, jednak czują nostalgię za Polską, którą zostawili za sobą. Bardzo mało z nich wróciło do Polski, która nadal przywołuje przykre wspomnienia. Kilku zdecydowało się na powrót w latach 70-tych, kiedy to po raz pierwszy poczuli, że mogą liczyć na pewne poczucie bezpieczeństwa. Kilku powróciło, żeby spotkać się z krewnymi, zobaczyć dawny dom, ale za każdym razem to była trudna podróż. Teraz nie są tak naprawdę zainteresowani powrotem. Podróżowanie jest dla nich trudne, a Kanada była ich domem przez dziesięciolecia. To miejsce, gdzie teraz są ich domy i rodziny. Książkę można kupić na stronie Wydawnictwa Rebis
|