|
Po kilku relatywnie słabszych kwartałach spowodowanych światowym kryzysem, Chiny powróciły na ścieżkę dwucyfrowego wzrostu – w pierwszych trzech miesiącach 2010 r. wyniósł on aż 11,9 proc. Jeśli w następnych kwartałach Chinom uda się utrzymać to tempo, już w tym roku wyprzedzą Japonię i staną się drugą największą gospodarką na świecie. REKLAMA
Dynamiczny wzrost budzi jednak obawy o przegrzanie gospodarki. Wprawdzie klasycznym symptomem tego zjawiska powinien być szybki wzrost inflacji, a w marcu wyniosła ona zaledwie 2,4 proc. rdr (nieco mniej od prognoz), jednak można się spodziewać, że w najbliższych miesiącach chiński bank centralny mimo wszystko zdecyduje się na podniesienie stóp procentowych. Pierwsze działania zmierzające do zmniejszenia ilości pieniądza trafiającego do gospodarki zostały już podjęte – w stosunku do rekordowego pod tym względem ubiegłego roku, w I kwartale 2010 aż o 40 proc. zredukowano wysokość udzielonych przez banki kredytów. To jednak nie koniec zmartwień chińskich władz. Jednym z ubocznych skutków poluzowanej w ramach walki z kryzysem polityki monetarnej są błyskawicznie rosnące ceny nieruchomości. W marcu w całym kraju wzrost cen wyniósł 11,7 proc., ale w miastach był on znacznie większy. Sytuacja na rynku nieruchomości wzbudza rosnące obawy o powstanie spekulacyjnej bańki, która może zagrozić stabilności systemu finansowego. Aby do tego nie dopuścić, w kwietniu m.in. zwiększono oprocentowanie kredytów hipotecznych, wprowadzono nowy podatek od sprzedaży nieruchomości, z 40 do 50 proc. zwiększono wymagany poziom wkładu własnego na zakup drugiego mieszkania, a bankom zabroniono kredytowania zakupu trzeciego mieszkania. W rezultacie należy spodziewać się spadku przeciętnych cen mieszkań oraz przepływu znacznych środków na rynek akcji. Przyjęte rozwiązania negatywnie odbiły się na chińskich giełdach – w ciągu ostatniego miesiąca wartość Shanghai Composite spadła o ponad 8 proc.
Nadal istotnym problemem jest również kwestia aktywizacji prywatnej konsumpcji. W I kwartale odpowiadała ona za połowę wzrostu gospodarczego – w porównaniu z krajami rozwiniętymi jest to słaby wynik, który w obliczu zmniejszania się inwestycji i dalszych kłopotów eksportu, może być niewystarczający, by utrzymywać dynamiczny wzrost.
Wobec dobrego wyniku chińskiej gospodarki w I kwartale tego roku, w Stanach Zjednoczonych i zachodniej Europie coraz głośniej wybrzmiewają głosy wzywające Chiny do aprecjacji swojej waluty. Tego rodzaju naciski mają już wieloletnią historię, jednak w obliczu kłopotów zachodnich gospodarek, wzmocnienie juana zdaje się być coraz ważniejszym celem zachodnich (zwłaszcza amerykańskich) polityków. Co ciekawe ostatnio w dyskusji pojawiły się dość stanowcze tony – amerykański ambasador w Pekinie Jon Huntsman „hipotetycznie” rozważał wpływ możliwej wojny w Zatoce Perskiej na ceny ropy naftowej, której jednym z największych importerów są Chiny, natomiast ekonomista, laureat Nagrody Nobla Paul Krugman wezwał do zastanowienia się nad możliwością wypowiedzenia Chinom wojny handlowej.
W odpowiedzi Yi Xiaozhun, chiński wiceminister handlu, zaprzeczył, jakoby silny juan dawał nieuczciwą przewagę swoim eksporterom, przyczyniał się do wzrostu bezrobocia w Stanach Zjednoczonych (co sugeruje administracja Baracka Obamy) i utrudniał zachodnim gospodarkom powrót na ścieżkę szybkiego wzrostu. Wytknął również Waszyngtonowi, że nie powinien obwiniać innych krajów o swoje problemy i oskarżył orędowników aprecjacji juana o upolitycznienie tematu.
Yi nie wykluczył wprawdzie zmian, ale zapewnił, że zajdą one w odpowiednim dla Chin momencie. Nie zanosi się jednak na to, by w najbliższym czasie ten moment miał nadejść – w marcu Chiny po raz pierwszy od prawie sześciu lat odnotowały deficyt w handlu. Największa potęga eksportowa świata o wynoszący 7,2 mld dol. deficyt obwinia rosnące ceny surowców oraz słabość popytu na chińskie towary w USA i państwach Unii Europejskiej. Wprawdzie władze w Pekinie zapewniają, że jest to krótkotrwałe zjawisko, a sytuacja szybko wróci do normy (czyli znacznej nadwyżki), jednak trudno oczekiwać, by w takim momencie, Chiny poważnie rozważały zwiększenie wartości swojej waluty.
Aleksander Kobyłka - szef działu Azja i Pacyfik w Portalu Spraw Zagranicznych, ekspert portalu ds. Chin. Specjalizuje się w zagadnieniach z zakresu bezpieczeństwa energetycznego Chin oraz polityki i przemian społeczno-gospodarczych w tym kraju. Doktorant w Kolegium Ekonomiczno-Społecznym Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. |