Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Michał Cyran: Co czeka Tulipany?


10 czerwiec 2010
A A A

Jeden mandat pozwolił zwyciężyć liberałom, którzy wyprzedzając socjaldemokratów zapewnili sobie przyszłość pełną wyzwań

Prawicowo-liberalna Partia Ludowa na rzecz Wolności i Demokracji (VVD). Zdobyła 31 ze 150 mandatów, czując na plecach oddech Partii Pracy (PvdA), która otrzymała jedno miejsce mniej. Trzecią pozycję, wprowadzając do Izby Niższej 24 deputowanych, zajęła Partia Wolności(PW) ze swoim kontrowersyjnym liderem Geertem Wildersem. Jan Peter Balekende, sprawujący urząd premiera przez ostatnie osiem lat, został wyrzucony z czołówki. Większość wyborców uznała, że nie wybierze ponownie polityka, któremu udało się uśmiercić cztery koalicje z rzędu. ego Apel Chrześcijańsko-Demokratyczny zdobył w środę zaledwie 21 miejsc w parlamencie, w porównaniu z 41 jakie miał dotychczas. O powodach tego osłabienia pisałem wczoraj. Co czeka Holandię po wyborach?

Jednym z największych wygranych okazał się przewodniczący Partii Wolności, lecz mimo to nie zdziała zbyt wiele w pojedynkę. Ostatnie tygodnie kampanii zdominowała tematyka gospodarcza, która pochłania coraz więcej uwagi obywateli. To jednak nie usunęło Wildersa z zasiegu wyborców, dzięki czemu udało mu się umocnić swoją pozycję na scenie politycznej. Pierwsze kroki ku temu zrobił już w marcu, podczas wyborów lokalnych. Praktycznie cała jego aktywność to kruszenie kopii z islamem i imigrantami, których obwinia za wszystkie problemu pożerające dobrobyt Tulipanów. Według niego walcząc z Koranem, zwraca rodakom bezpieczeństwo. To czy PW wejdzie do rządu zależy w dużym stopniu od zwycięscy – Marka Rutte.

Lider liberałów ledwo wyprzedził swojego najgroźniejszego rywala Joba Cohena, reprezentującego niedawnych faworytów – Partię Pracy. Teraz musi zdecydować z kim poprowadzi kraj i jaka wizja polityczna jest mu bliższa. Wilders doskonale zdaje sobie sprawę, że ciągłe trwanie w opozycji nie tylko odbiera mu realny wpływ na kształ państwa, ale i stopniowo przycina słupek poparcia jego obozu. Coraz więcej obywateli zacznie rozumieć, że ten polityk nie ma im nic więcej do zaoferowania, aniżeli grożenie palcem wobec marokoańskich imigrantów. Zauważą również, że ktoś taki nie nadaje się do długofalowych działań. Przewodniczący Partii Wolność także wie, że wkrótce jego mandat społeczny zacznie słabnąć. Te przesłanki spowodują naciski ze strony Wildersa, który zacznie wysuwać kolejne propozycje wobec Rutte.

Ten ostatni ma jeszcze inne opcje, na przykład budowanie purpurowej koalicji. Stworzenie takiego sojuszu wraz z Cohenem trudno jednak uznać za dalekowzroczny cel. Co prawda lider PvdA posiada potrzebną wiedzę i już jako burmistrz Amsterdamu niejednokrotnie pokazał, że potrafi patrzeć nieco dalej niż najbliższe dni, jednak sądząc po postulatach proponowanych przez Rutte, łatwo dostrzec tarcia jakie pojawią się pomiędzy dwoma obozami, choćby w kwestiach socjalnych. Taka koalicja odsunęłaby także od Partii Pracy pewną część elektoratu, który straciłby reprezentanta swoich interesów. PvdA podzieliłaby wówczas los innych lewicowych ugrupowań europejskich, które znacznie straciły na sojuszach z politycznymi przeciwnikami. Pozostaje jeszcze liderowi liberałów rząd mniejszościowy, który miałby co prawda mniej mandatów, ale okazałby się bardziej spójny programowo a to obecnie jest najważniejsze dla Kraju Tulipana. Tak naprawdę, przy dzisiejszym podziale w parlamencie, mało który sojusz wydaje się czymś trwałym. Przetasowania, jakie dokonały się w tych wyborach  wymagają od liderów konkretnych programów, zdolnych skoncentrować się na głównych kwestiach zajmujących wyborców. Dopiero po ich sformułowaniu, holenderska polityka nabierze wiatru w żagle.