|
Czym jest Zachód? Odpowiedzi na to pytanie od kilku wieków stara się udzielić historiozofia. Jeszcze do niedawna przyjmowało się powszechnie, że Zachód to Europa oraz wyrastające z jej tradycji kulturowej Stany Zjednoczone. Tak właśnie twierdzili wybitni XX-wieczni historiozofowie, jak np. Oswald Spengler, czy Arnold Toynbee[1]. Choć ta definicja Zachodu wciąż jest popularna, to jednak współcześni politolodzy coraz częściej zwracają uwagę na tożsamościowe różnice między USA i Europą - Samuel Huntington na przykład uważa, że stanowią one "podcywilizacje" w obrębie Zachodu. REKLAMA
Strona 3 z 3 III. POLITYKA I GOSPODARKA Zagadnienia polityki i gospodarki omawiane są w drugiej kolejności, ponieważ są one warunkowane przez kulturę oraz religię. Jak opisano w rozdziale I, z powodu odmiennego doświadczenia historycznego i przyjęcia różnych koncepcji antropologicznych, modele polityczne i gospodarcze Europy i Ameryki rozeszły się tak samo, jak ich projekty zachodniej tożsamości. (1) Nie będzie przesadą stwierdzenie, że w latach 90-tych zachodnioeuropejska polityka i gospodarka została zdominowana przez socjaldemokratyczną lewicę. Zgodnie z jej postulatami konsekwentnie rozbudowywano zakres świadczeń socjalnych, które po jakimś czasie zaczęły pochłaniać znaczną część państwowych budżetów i czynić gospodarkę nieefektywną. Szerokie gwarancje bezpieczeństwa socjalnego spowodowały zanik kreatywności pośród obywateli[31] i gwałtownie przyśpieszyły starzenie się Europy, wraz z którym obciążenia budżetowe państwa jeszcze się zwiększały. Konieczność przyjęcia fali emigrantów, połączona z zaniechaniem przeprowadzenia długotrwałego procesu ich inkulturacji wywarły negatywny wpływ na tożsamość narodową i lojalność obywatelską - ostatnie zamieszki na przedmieściach Francji pod znakiem dymu z płonących samochodów wymownie ten fakt potwierdzają. W sferze politycznej nacisk został położony w Europie na ustanowienie i rozwój Unii Europejskiej. W konsekwencji posiadania słabszej od USA pozycji gospodarczej i uwikłania w trudny proces integracyjny UE propagowała doktrynę wielostronności i transparentności. Polityczny postmodernizm[32] zakładający m. in. wyrzeczenie się wojny i wzajemną współzależność państw europejskich, zaczął sukcesywnie obejmować coraz większe obszary kontynentu. I chociaż nie jest prawdą, jak chcą teoretycy - że "w świecie ponowoczesnym racja stanu i amoralne teorie a'la Machiavelli (…) zostały zastąpione przez moralną wrażliwość"[33], to doniosłym osiągnięciem postmodernistycznego projektu jest fakt, że Machiavelli wysiadł z czołgu i uzbrojony wyłącznie w dyplomatyczną retorykę ruszył na podbój brukselskich salonów. Niestety, na tych salonach zaczęła panować biurokracja, w stronę której niepostrzeżenie przesunął się punkt ciężkości procesów decyzyjnych. W strukturach UE zakorzenił się etatyzm, aspirujący do definiowania, często niepotrzebnie, coraz szerszego wycinka rzeczywistości. (2) W USA druga połowa lat dziewięćdziesiątych to okres politycznego triumfu neokonserwatystów[34], którzy zaprzęgli retorykę uniwersalną do realizacji amerykańskiego interesu narodowego. Zamiast zwalczać krajową lewicę, udało im się zdyskredytować ją poprzez włączenie w swój program części jej postulatów: łącząc w duchu mesjanizmu charakterystyczne dla prawicy, tradycyjne przywiązanie do wartości religijnych z lewicowym postulatem światowej rewolucji demokratycznej zapewnili sobie trwałe poparcie społeczne[35]. Receptą na utrzymanie go uczynili zaś zabieganie - jak mówi Richard Perle - "zawsze o centrum, manewrując tak, żeby jednocześnie nie stracić poparcia tych bardziej radykalnych"[36]. Metoda ta wciąż się sprawdza, pomimo ciągłej, ostrej krytyki dwojakiej natury, oskarżającej neokonserwatystów o trockizm[37] oraz syjonizm[38]. Wydaje się jednak, że tak długo, jak neokonserwatyści będą mieć w USA potężne zaplecze biznesowe oraz wpływy w instytucjach oddziaływania społecznego, podobna krytyka w żaden sposób nie zagrozi ich pozycji. Groźny jest jednak sam fakt postępującego politycznego radykalizmu, objawiającego się agresywnymi działaniami unilateralnymi. Jasność doktrynalna i moralny manicheizm umożliwiły neokonserwatystom stworzenie twardej polityki zagranicznej, co doskonale wykorzystali do przeforsowania interwencji amerykańskiej na Bliskim Wschodzie[39]. Z kolei konsekwencją obalenia Saddama Husajna stało się wstąpienie USA na drogę imperializmu, z której już nie są w stanie się wycofać, ponieważ - jak twierdzi Jadwiga Staniszkis - "imperialna logika władzy nie toleruje stref neutralnych. Niewchłonięcie obszaru leżącego w polu jej zainteresowania może być bowiem odebrane jako znak słabości i 'granica'"[40]. Zasadności logiki imperialnej USA kwestionować nie należy, jednak sposób działania w ramach tej logiki pozostawia wiele do życzenia. Wielu politologów twierdzi, że obecnie w USA powtarza się scenariusz z lat 60-tych. Neokonserwatyści bowiem, tak jak kilkadziesiąt lat temu, zdobywszy niekwestionowaną władzę w kraju, po okresie politycznego umiarkowania znów wpadają w radykalizm polityczny, który może spowodować, że ich polityka bliskowschodnia (Irak) skończy się "drugim Wietnamem", czyli odebraniem im władzy przez Demokratów w wyniku niezadowolenia społecznego. Obecny spadek poparcia dla polityki Busha zdaje się wieścić właśnie taki scenariusz. Jak bumerang na usta krytyków neokonserwatystów wraca argument z lat 70-tych, że ich poglądy wynikają z zimnej kalkulacji politycznej, a nie autentycznych przekonań. Wyrafinowane metody perswazji społecznej, sztuczki socjotechniczne stosowane przez media okazały się niewystarczające, aby przekonać amerykański demos, że operacja w Iraku przebiega sprawnie, i że przyniesie w niedalekiej przyszłości znaczące korzyści. Jak ocenia "Der Spiegel": "Ameryka traci status światowego mocarstwa. Stany Zjednoczone przez długi czas nie będą mogły rościć sobie praw do posiadania moralnych racji. USA nieumyślnie, ale konsekwentnie wznieciły konflikt kultur. Wielki polityki Winston Churchill mawiał, ze Ameryka ma zwyczaj pełnienia wszelkich błędów, jakie może popełnić, by wreszcie na koniec w decydujących sprawach postąpić słusznie. Pierwsza część tej sentencji się sprawdziła, potwierdzenia drugiej ciągle nie widać"[41]. IV. NOWE PARTNERSTWO A zatem zarówno Europa, jak i USA doświadczają dziś pewnych negatywnych procesów, które często trudno jest im dostrzec "od wewnątrz". Obie strony muszą więc przyjąć, że krytyka zewnętrznego obserwatora, który nie jest zakorzeniony w danej kulturze to coś, na co trzeba zwracać uwagę. Po obu stronach Atlantyku należy podjąć reformy, zmierzające do zbliżenia politycznego Europy i USA, które z kolei umożliwi partnerstwo; jest ono jak najbardziej możliwe, bo pomimo znaczących różnic w definicji idei postępu Zachód jako całość wciąż posiada wiele wspólnych wartości, które (wobec wynikającego z logiki globalizacji naporu przeciwstawnych do nich wartości wywodzących się z innych kontekstów kulturowych) powinny być propagowane wspólnie. Sfer, które należałoby zreformować jest z pewnością wiele, jednak wypadałoby na początek ustalić listę priorytetów. Reformy muszą dotyczyć zarówno sfery kulturalno-religijnej, jak i politycznej. (1) Jak trafnie zauważa Robert Kagan, Europa popiera ekstrapolację politycznego postmodernizmu poza swoje granice bardziej z powodu własnej słabości, niż szlachetnych z pobudek ideowych: "Europejczykom odwołanie się do multilateralizmu i prawa międzynarodowego daje realną praktyczną korzyść niewielkim kosztem"[42]. Reforma polityczna nie powinna jednak polegać na powielaniu rozumowania amerykańskiego, zakładającego, że prawo międzynarodowe to szlachetna idea, ale "niewiele ma wspólnego z rzeczywistością, bo nie ma kto pilnować jego przestrzegania"[43], a raczej na przyjęciu w duchu realizmu politycznego, że poza cywilizacją Zachodu rozciąga się groźny hobbesowski świat, który wcale nie podchodzi z entuzjazmem do doniosłej idei państwa ponowoczesnego. We wszystkich sojuszach między dwoma władcami, gdy jeden dostrzegał słabość drugiego, uzależniał go od siebie za cenę dalszego sojuszu - w myśl zasady quid pro quo. Na szczęście, po przełknięciu kompromitacji irackiej Europa zdała sobie wreszcie z tego sprawę i rozumie, że "nie ma czegoś takiego jak darmowa obrona"[44]. Interwencja w Iraku przyniosła Europie intelektualny impuls i uświadomiła, że "potęga gospodarcza niekoniecznie przekłada się na potęgę gospodarczą i polityczną"[45]. Zgodnie z naturalną konsekwencją logiki imperialnej, póki Europa opiera swoje poczucie bezpieczeństwa na Stanach Zjednoczonych, musi zgadzać się na ustępstwa. Jeśli chce mieć możliwość wpływania na USA musi "położyć na stół coś od siebie" - tym czymś jest siła militarna[46]. Warto w tym miejscu zauważyć, że Europa ma wszelkie możliwości i środki do stania się mocarstwem, jednak paradoksalnie, aby zrealizować swoje aspiracje musi nieco upodobnić się do USA: skończyć z wrogością wobec religii, uwolnić gospodarkę (zwlekanie z tym krokiem tylko spotęguje bolesne skutki koniecznych przemian) i poluzować nieefektywną biurokrację. Oczywiście, większy niż w USA stopień zbiurokratyzowania jest w tak zróżnicowanym narodowo tworze jak Unia Europejska niezbędny, ale skoro oświecenie odwołuje się do starożytności, to elity europejskie powinny pamiętać Tacyta, który powtarzał, że "im bardziej chore jest państwo, tym więcej jest w nim ustaw i rozporządzeń". Jeśli chodzi o gospodarkę, Europa również nie musi powielać liberalnego modelu amerykańskiego, a jedynie uznać klęskę radykalnego socjalizmu (często komunizującego), który doprowadził do sparaliżowania potężnej przecież gospodarki. Dopiero po odrzuceniu tego socjalizmu i przeprowadzeniu refleksji nad własną tożsamością (to jest obecnie zadanie najważniejsze) będzie możliwy w Europie realny wzrost potęgi militarnej, umożliwiający Staremu Kontynentowi faktyczne, a nie formalne partnerstwo z USA i powrót do zbliżonej optyki postrzegania świata. Elity europejskie już teraz dostrzegają, że wraz z początkiem XXI wieku "samoobrona zaczyna się za granicą"[47], co pozwala mieć nadzieje na przyszłość. (2) W USA priorytetem jest dziś opanowanie ambicji unilateralnych. Neokonserwatyści muszą zwrócić uwagę na przestrogę wspomnianego już Reinholda Niebuhra (ideowego ojca neokonserwatyzmu), który pisał: "Porządek musi być wprowadzany za cenę sprawiedliwości; jednak jest dość oczywiste, że jeśli poświęci się zbyt dużo sprawiedliwości dla wprowadzenia porządku, okaże się on zbyt dokuczliwy [dla innych], aby trwać. (…) Pierwszym zadaniem wspólnoty [światowej] jest opanowanie chaosu i stworzenie porządku; ale drugie zadanie jest równie ważne i musi być powiązane z pierwszym. Tym zadaniem jest pilnowanie, aby potęga stojąca na straży początkowej wspólnoty nie stała się tyranem. (…) Narody, szczególnie wielkie narody, są zazwyczaj zbyt dumne, by zrozumieć, że ich potęga może być zagrożeniem dla innych narodów. (…) [Ameryka] miota się między nastrojami całkowitej nieodpowiedzialności, a cynizmu. W pierwszym nastroju jest skłonna wyrzec się odpowiedzialności za swą potęgę, ponieważ boi się jej rozpadu. W drugim nastroju pokazuje nieokrzesaną dumę ze swej potęgi i cyniczne lekceważy wynikające z niej odpowiedzialności"[48]. Wydaje się, że w drugiej połowie XX wieku było to doskonale widoczne: lewica miała tendencję do popadania w nieodpowiedzialny izolacjonizm, natomiast prawica, gdy poczuła się pewniej u steru władzy, często dążyła po jakimś czasie do zmian rewolucyjnych. USA muszą dziś zastosować szczyptę postmodernistycznego myślenia w planowaniu polityki długofalowej, bo gdy ich przewaga zbyt wielu krajom wyda się przytłaczająca, zjednoczą się one przeciw nim. Zbigniew Brzeziński, przestrzegając przed prowadzeniem zbyt radykalnej polityki, przytacza biblijną metaforę za Tomaszem z Akwinu: "Twierdza na górze nie może stać samotnie, rzucając złowieszczy cień na świat poniżej"[49]. Ciekawe, że tendencja do rzucania cienia na świat poniżej, czyli do popadania w metodologiczną skrajność, niekoniecznie musi być cechą polityki jedynie USA, ale prawdopodobnie dotyczy efektywnej polityki w ogóle. Jak zauważył Isaiah Berlin, władza nie mająca przeciwsiły, która mogłaby ją kontrolować, albo chociaż nadzorować, nieuchronnie ulegnie tendencji do nieliczenia się ze swymi przeciwnikami[50]. W tej sytuacji każda niemająca opozycji idea po pewnym czasie bezproblemowej implementacji może być przekształcona w monistyczną ideologię. To właśnie stało się z laicką ideologią europejską. Coś podobnego dzieje się dziś z doktryną neokonserwatystów: nie musząc tracić czasu na walki z opozycją w kraju (która uległa marginalizacji) mają pole do działania, a do niedawna mieli też ogromne poparcie społeczne, zapewnione przez traumę 9/11, dającą zielone światło dla zdecydowanych działaniach unilateralnych. Chociaż "zmienianie świata" jest wciąż popierane przez amerykańskie społeczeństwo, to neokonserwatyści przekonali się, że jeśli nie jest ono przedstawiane masom w cukierkowych barwach, okazuje się być czynnikiem podkopującym etyczną pewność siebie amerykańskiego demosu i powoduje, że zaczyna się on politycznie wahać. Ta zależność stanowi realny problem, ponieważ masy amerykańskie od zawsze żyją w ułudzie, że interes narodowy USA da się realizować nie naruszając interesów innych podmiotów stosunków międzynarodowych i konsekwentnie nie chcą sobie uświadomić, że "zdobywanie władzy i prestiżu zawsze pociąga za sobą naruszenie prestiżu i władzy innych"[51]. Gdy próbuje się im to wytłumaczyć, wręcz odruchowo odrzucają tą argumentację, natychmiast przenosząc swe nadzieje na drugą opcję polityczną. Neokonserwatyści, zgodnie z konstruktywną teorią rzeczywistości międzynarodowej Wendta, muszą więc wciąż pielęgnować ten mit. Przede wszystkim jednak muszą wyciszyć rewolucyjne nastroje w swoim gronie i zadbać o poprawę wizerunku[52]. V. PODSUMOWANIE Zachód, jako całość cywilizacyjna, aby przetrwać potrzebuje silnych Stanów Zjednoczonych, nawet jeśli legitymizację doktryny Busha stworzyła niewidzialna ręka Machiavellego na bazie virtu, fortuna i necessita i założeniu, że wojna raz na jakiś czas jest korzystna. Zachód potrzebuje też silnej Europy, która mimo obecnego kryzysu tożsamości spowodowanego przez monizm ideowy ma wciąż szanse zadać kłam przepowiedni Edmunda Burke'a głoszącej, że w wyniku rewolucji francuskiej "chwała Europy zgasła na zawsze"[53]. Chwała może powrócić, ale tylko wtedy, jeśli Europa znajdzie długofalowe, a nie doraźne rozwiązania na nurtujące ją problemy. Upadek spójności Zachodu oznaczałby katastrofę - aby tak się nie stało, konieczne jest utrzymanie aliansu Europy i Stanów Zjednoczonych. USA muszą dopuścić szczyptę rozumowania postmodernistycznego (czyli przekonania, że nie można wychodzić - jak trafnie ujmuje Norman Davies - "z żołnierzami przeciwko ideom"[54]) a także zrozumieć, że bez Europy nie udźwigną spuścizny cywilizacyjnej Zachodu oraz nie utrzymają światowego pokoju. Natomiast Europejczycy muszą zdać sobie sprawę z konsekwencji swojej militarnej słabości, ograniczeń politycznego postmodernizmu i utopijności mrzonek o państwie prawa zakorzenionym w metafizycznej próżni. --------------------------------------- 1. zob. Oswald Spengler, Zmierzch Zachodu, Warszawa 2001; Arnold Toynbee, Studium historii; PIW; Warszawa 2000; skrót D.C. Somervella; 2. zob. C.A. Beard, M.R. Beard The Rise of American Civilisation, New York 1927; M. Lerner, America As a civilization, New York, 1957; 3. za: Andrzej Filipiak, "Europa i Ameryka - dwie cywilizacje?", ZNAK 1/2005; 4. Ibidem; philosophia parennis (łac.) - filozofia wieczysta; 5. por. Michael Novak, On two wings. Humble faith and Common Sense at the American Founding, San Francisco 2002 (za: A. Filipiak, op. cit.); 6. obecnie coraz częściej pojawiają się porównania monizmu europejskiego do monizmu islamskiego, opierające się na spostrzeżeniu, że w kulturach tych występuje monizm społeczny i prawny, inaczej jedynie wypełniany: w kulturze europejskiej jest to treść świecka, zaś w kulturze islamskiej - religijna (za: Chantal Delsol, "Francja w ogniu próby", wykład gościnny w WSE im. Tischnera w Krakowie, 10.04.2006); 7. Arnold Toynbee, Studium historii; PIW; Warszawa 2000; skrót D.C. Somervella; 8. Zachód jako USA i Europa; 9. A. Toynbee; op. cit., przedmowa J. Marzęckiego (str. 10); 10. za radykalny w działaniu, obcy kulturowo element należałoby uznać dzisiaj islam polityczny; co ciekawe, niezależnie od Toynbee'ego model cywilizacyjny oparty na samobójczej śmierci cywilizacji wysuwali inni badacze historii, jak np. William Durant (por. William and Ariel Durant, The Lessons of History, Simon & Schuster, New York 1968); 11. zob. "Rebuilding America's Defenses, Strategy, Forces and Resources For a New Century", A report of The Project of New American Century http://www.globalpolicy.org/empire/analysis/2000/09newcentury.pdf 22.04.2006; 12. charakterystyce obu modeli poświęcona jest dalsza części pracy; 13. Robert Kagan, Potęga i raj; Studio EMKA, Warszawa 2003; 14. globalne tendencje geopolityczne przedstawia m. in. raport CIA "Mapping the Global Future": http://www.cia.gov/nic/NIC_globaltrend2020.html#contents 03.03.2006; 15. Jose Ortega y Gasset, Historical Reason, W. W. Norton, New York 1984; 16. Reinhold Niebuhr, The Children of Light and The Children of Darkness, 1944,1960 Charles' Scribner's Sons (s. 21-22); 17. chodzi tu o wspomniany wcześniej monizm ideowy apologetyczny wobec ratio; 18. za: Roger Scruton, Zachód i cała reszta, Zysk i S-ka 2002; 19. bardzo dobrze widać tę prawidłowość np. w Liście z Ameryki autorstwa Habermasa i Derridy, w którym ideologiczny sekularyzm, definiowany w opozycji do wartości amerykańskich oparty zostaje na połączeniu "racjonalizmu i historycyzmu, kantyzmu i heglizmu", z pominięciem wielu doniosłych osiągnięć cywilizacyjnych wieków wcześniejszych (zob. A. Filipiak, "Europa i Ameryka - dwie cywilizacje?", ZNAK 1/2005); 20. John Gray, Słomiane Psy, Książka i Wiedza, 2003 (s. 39-54); krytyka postmodernizmu przez Graya jest szczególnie ciekawa, ponieważ jest on myślicielem lewicowym; 21. zob. np. Amin Malouf, Zabójcze tożsamości, PIW 2002 (s. 73); 22. wystarczy przypomnieć choćby odrzucenie projektu Traktatu Konstytucyjnego przez Francję Holandię; 23. za: Georg Wilhelm Friedrich Hegel, Wykłady z filozofii dziejów, PWN 1958, wstęp T. Krońskiego; 24. krytyka ta dotyczy pewnych, nieuniknionych dla dzieła o takim rozmachu klasyfikacyjnym, generalizacji; zarys mechanizmów historycznych wg Toynbee'ego można znaleźć w publikacji M. Kowalik "Arnold J. Toynbee. Zagrożenia i perspektywy Zachodu", "Annales UMCS" vol. XXVII (2002) http://www.annales.umcs.lublin.pl/I/2002/04.pdf 12.04.2006; 25. por. np. Pitirim A. Sorokin, Social and Cultural dynamics; 26. niezmiernie ciekawym przykładem takiego nieuprzedzonego sceptycyzmu jest postawa wybitnego francuskiego pisarza Andre Malreaux, który - sam będąc agnostykiem - obawiał się upadku cywilizacji zachodniej w przypadku braku rewizji jej stosunku do religii (zob. Pierre Bockel, "Metafizyka agnostycyzmu", "Więź" nr 7/8 1987); podobny nurt w obrębie filozofii egzystencjalnej prezentował np. Karl Jaspers z koncepcją rzeczywistości transcendentnej zjawiającej się człowiekowi w tzw. momentach krytycznych; 27. chodzi tu o dwa klasyczne dzieła: O demokracji w Ameryce Tocqueville'a oraz Bunt mas Ortegi; 28. Andrzej Bryk, "Historia Stanów Zjednoczonych", cykl wykładów w WSE im. Tischnera w Krakowie (2005); 29. Francis Fukuyama, Bernard-Henri Levy "Fukuyama kontra Levy", FORUM 16/2006, przedruk za "The American Interest"; 30. Harold Bloom, "W co wierzą Amerykanie" EUROPA (77) 38/05 (21.09.2005); 31. gwarancje socjalne sprzyjają, w ogólnym rozrachunku, emograficznej stagnacji; jednym z motywów prokreacji jest zapewnienie sobie przez jednostkę bezpieczeństwa na przyszłość; w modelu socjalnym to poczucie bezpieczeństwa uzyskiwane jest dzięki ufności w opiekę państwa; 32. Robert Cooper, The post-modern state and the new world order, Demos Foreign Policy Centre, London 1996; postmodernizm (ponowoczesność) charakteryzuje się wg Coopera: a) rozmywaniem się rozróżnienia na sprawy wewnętrzne i zewnętrzne, b) wzajemnym wpływem i nadzorem pomiędzy państwami, c) odrzuceniem siły jako sposobu prowadzenia sporów, d) coraz mniejszym znaczeniem granic, e) wzajemną otwartością i współzależnością; 33. Robert Cooper, "Państwo ponowoczesne" EUROPA (36) 2004; 34. Korzenie neokonserwatyzmu sięgają powojennego antykomunistycznego liberalizmu, którego przedstawiciele, w obawie przed radykalizacją lewicy związali się z ruchem konserwatywnym, stopniowo przejmując od niego intelektualne przywództwo, zachowując równocześnie swój wojowniczy styl i sekularyzm. Uważali się za spadkobierców tradycji liberalno-demokratycznej, w opozycji do tradycyjnych konserwatystów (teo- lub paleokonserwatystów); to przekonanie wyrazili zwięźle Brigitte i Peter Berger: "Można powiedzieć, że źródłem naszego konserwatyzmu nie jest wiara, lecz sceptycyzm". Niektórzy wciąż uważają, że nazwa "neokonserwatyści" nie jest zbyt adekwatna do rzeczywistości. Richard Perle, czołowy neokonserwatysta - a zarazem członek Partii Demokratycznej - uważa, że środowisku temu w rzeczywistości jest bliższe określenie "demokratyczny realizm" (zob. John Ehrman, Neokonserwatyzm, Zysk i S-ka, 2000); 35. Michael Ledeen, "Czerwonego już nic nie wybieli", FORUM (2/2005), przedruk za: "National Review"; 36. Richard Perle, "Amerykanie wciąż mają w sobie wiele idealizmu", EUROPA (31) 2004; 37. na łamach "Foreign Affairs" pojawiają się opinie, że "neokonserwatyści chcą, żeby rząd USA prowadził permanentną światową rewolucję która ma więcej wspólnego z Trockim niż ze spuścizną po autorach amerykańskiej konstytucji". Ten typ krytyki wskazuje na cynizm, lewicowe korzenie neokonserwatyzmu oraz jego brak zakorzenienia w tradycji historycznej USA (zob. Dimitri Simes "America's Imperial Dilemma"; Foreign Affairs (XI/XII 2003); 38. ten typ oskarżeń wskazuje na żydowskie pochodzenie większości czołowych neokonserwatystów i uznanie przez nich państwa Izrael za głównego sojusznika USA na Bliskim Wschodzie. Powoduje to, że tradycyjni konserwatyści, tacy nawet jak Russel Kirk, jeden z założycieli powojennego ruchu konserwatywnego, uważają, iż "nierzadko można odnieść wrażenie, że niektórzy wybitni neokonserwatyści uważają Tel Awiw za stolicę Stanów Zjednoczonych" (cyt. za: J. Ehrman, op. cit. (s.200); por. Richard Perle "Amerykanie wciąż mają w sobie wiele idealizmu" (op.cit.)); 39. Według J.M. Marshalla "rzadko kiedy w historii Ameryki tak zwarta i wyróżniająca się grupa potrafiła wywrzeć tak decydujący wpływ na tak kluczowe zagadnienie, jak to uczynili neokonserwatyści w sprawie Iraku" (Joshua Micah Marshall, "Remaking the World - Bush and Neoconservatives"; Foreign Affairs (XI/XII 2003); 40. Jadwiga Staniszkis, "Państwo i neoimperium: dwie filozofie rządzenia w kontekście globalizacji", ARCANA 6/2004; 41. Erich Follath i in. "Utracona cześć Ameryki", FORUM (9/2006), przedruk za: "Der Spiegel" 20.02.2006; 42. Robert Kagan, Potęga i raj; Studio EMKA, Warszawa 2003, (s. 48); 43. Richard Perle, op. cit. ; 44. Robert Cooper, The breaking of nations; Atlantic Books, London 2003 (s. 165); 45. R. Kagan, op.cit.; 46. R. Cooper, The breaking of nations, (op. cit.); 47. Ibidem; 48. R. Niebuhr, op. cit. (s.168, 178-180, 185); 49. Zbigniew Brzeziński, "Przywództwo, czy dominacja", ZNAK (VII-VIII/2004); 50. zob. Isaiah Berlin, Two concepts of liberty; 51. R. Niebuhr, op. cit. (s.20); 52. Teoria konstruktywizmu rozwijana przez Wendta, obecnie namaszczana w USA na teorię przyszłości głosi, że system międzynarodowy to intersubiektywna świadomość ludzka - gdy zmieniają się elementy ludzkiej świadomości, zmienia się też cały system. Fundamentem polityki jest ludzka świadomość, a nie rzeczywistość, której obraz w dobie globalizacji jest zawsze zniekształcony z racji selektywności przekazu faktów (zob. Alexander Wendt Social Theory of International Politics, Cambridge University Press 1999); 53. Edmund Burke, Rozważnia o rewolucji we Francji, ZNAK 1994 (s. 93); 54. wywiad z Normanem Daviesem: "Z żołnierzami przeciwko ideom", ZNAK (VII-VIII/2004). Autor pracy pt. "Transatlantyckie Katharsis" (plik PDF) - Grzegorz Lewicki jest jednym z laureatów konkursu na najlepszą pracę dotyczącą stosunków transatlantyckich organizowanym przez Portal Spraw Zagranicznych psz.pl oraz Centrum Stosunków Międzynarodowych.
|