Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Grzegorz Mazurczak: Sojusz skazany na sukces


24 czerwiec 2010
A A A

Pomimo podobnego spojrzenia na wiele spraw regionu oraz na ogół poprawnych, albo nawet dobrych do tej pory relacji, obecne stosunki turecko - izraelskie przezywają kryzys.

Nie wiadomo dokładnie z jakiego powodu, dwóch bliskich sojuszników, wbrew racjonalnym przesłankom, nagle zaczęło się dąsać. Nie było bowiem aż tak poważnych powodów (przynajmniej oficjalnie znanych), by trzeba było poświęcić niewątpliwe korzyści wynikające z dotychczasowych, całkiem dobrych relacji, na rzecz mało zrozumiałych działań.

Historycznie biorąc, również nie widać zbyt ciemnych plam na wzajemnych relacjach obu narodów. Wręcz przeciwnie, historia stosunków żydowsko – tureckich jest jak najbardziej pozytywna. Można tylko wspomnieć o odległym roku 1492, kiedy to wyrzuceni z Hiszpanii Żydzi, bez problemu znaleźli schronienie w Imperium Otomańskim albo o bliższym okresie II Wojny Światowej, gdy Turcja otworzyła swoje granice dla Żydów uciekających z Niemiec.

Dzisiaj natomiast, do utrzymania dobrych stosunków powinny mobilizować wspólne cele obu krajów. Turcja, dążąc do zbliżenia z Izraelem, chciała pozyskać sojusznika w walce z bojownikami kurdyjskimi, szczególnie, że pozostałe państwa regionu, Syria, Iran czy Irak, nie bardzo miały ochotę wypowiadać się na ten temat, nie mówiąc już o jakimkolwiek zaangażowaniu.

Odnosząc się jednak tylko do ostatnich, niezbyt zrozumiałych wydarzeń, można wspomnieć o konflikcie przechodzącym nawet w wojnę dyplomatyczną, wynikłą z błahego powodu, kiedy to na początku roku, wiceminister spraw zagranicznych Izraela, Ayalon, protestując przeciwko emisji tureckiego serialu, w którym zawarto antyizraelskie treści, przyjął ambasadora Turcji Celikkola, w poniżający dla niego sposób.

Posadzenie ambasadora w fotelu niższym niż zajmował jego izraelski rozmówca oraz postawienie na stole jedynie izraelskiej flagi, zostało odebrane jako wyjątkowa zniewaga nie tylko samego ambasadora, ale i kraju, który reprezentował. Nie tylko w warunkach bliskowschodnich, ale tu szczególnie, wszelkie zachowania, których celem jest odebranie komuś honoru lub publiczne poniżenie, nigdy nie są zapominane, o czym zapewne wiedział izraelski gospodarz spotkania.

Jednak zupełnie bezprecedensowy, co i bezsensowny kryzys wybuchł, gdy 31 maja, izraelscy komandosi przeprowadzili niezbyt udany medialnie, ale za to głośny politycznie atak na flotyllę statków z pomocą humanitarną, płynących do Strefy Gazy. Pomoc zorganizowano przy wydatnym udziale tureckich aktywistów praw człowieka. Zginęło 9 osób, 8 pochodzenia tureckiego i jeden o podwójnym, turecko – amerykańskim obywatelstwie.

Na znak protestu wobec tej napaści, Turcja wycofała swojego ambasadora z Tel Avivu a Izrael, anulował planowane wcześniej, wspólne ćwiczenia wojskowe. Zaraz po incydencie, premier Turcji złowrogo ostrzegał, że "nic nie będzie już takie samo jak wcześniej" w relacjach między tymi krajami. Recep Tayyip Erdogan zażądał też, aby Izrael przeprosił za to, co wielokrotnie nazwał aktem "terroryzmu państwowego" i "piractwem" a nawet przyrównał niedawnego sojusznika do al – Kaidy.

Te zachowania i wzajemna wymiana uprzejmości, jest o tyle irracjonalna, że Izrael zawsze przykładał dużą wagę do dobrych stosunków z Turcją, traktując je, jako jeden ze sposobów na przełamanie swojej izolacji w zamieszkałym głównie przez Arabów regionie. Także i Turcji nigdy nie zalezało na pogarszaniu relacji z Izraelem, chociazby ze względu na niecierpliwie oczekiwane członkowstwo w UE, gdzie wszelkie awantury nie są mile widziane. Ważne są też dla niej bardziej praktyczne względy, czyli korzyści płynące z pozyskiwania zaawansowanego technicznie, izraelskiego sprzętu wojskowego. Dlatego ostatnie poczynania tych państw były tak zadziwiające.

Oba państwa utrzymują też dobre stosunki z Amerykanami a także zgodnie opowiadają się za eliminacją wszelkich bliskowschodnich ugrupowań radykalnych, z którymi obydwa kraje mają poważne kłopoty. W 2005 r. Turcja doszła do porozumienia z Izraelem, w sprawie zakupu 10 bezzałogowych samolotów za łączna sumę blisko 190 milionów dolarów.  Jednak w wyniku ponad 2 letniego opóźnienia, spowodowanego między innymi dużym zapotrzebowaniem na ten sprzęt, (używany już m. inn. przez Amerykanów i Niemców), 6 obiecanych samolotów dostarczano Turcji dopiero na początku tego roku.

Ostatnio, dowódca sił zbrojnych Turcji, generał Ilker Basbug potwierdził, że siły powietrzne tego kraju korzystają już z kupionych od Izraela bezzałogowych samolotów dronów - Heron 1. Od 2 tygodni są one wykorzystywane do nadzoru granicy turecko – irackiej oraz wspomagają działania prowadzone przeciwko kurdyjskim rebeliantom, obozującym po irackiej stronie. Wspomniał też, zapewne dlatego by nie pomyślano o tureckim osamotnieniu w tej sprawie, że operacje te przeprowadzane są w porozumieniu z Amerykanami.

W obliczu ostatnich wydarzeń, fakt że rząd turecki korzysta z izraelskiej technologii obronnej, może skomplikować jego funkcjonowanie, szczególnie w aspekcie wyrażanego ostatnio i to bardzo emocjonalnie, niezadowolenia społecznego i presji co bardziej radykalnych grup islamskich. Jednak, póki co, Ankara podchodzi ostrożnie i tym razem racjonalnie, do pomysłów całkowitego zerwania lub choćby zamrożenia współpracy z izraelskim przemysłem obronnym.

W związku z tym, że w ostatnich miesiącach po raz kolejny rozgorzał konflikt z rebeliantami z Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), Turcji znowu bardziej zależy na wojskowych technologiach z Izraela niż na emocjonalnej wprawdzie, ale mieszczącej się jeszcze w ramach przyzwoitości politycznej, krytyce - tego nie tylko z wyboru, ale i z konieczności - sojuszniczego państwa.

Ponieważ Turcji do prowadzenia ulubionych, tzw. asymetrycznych działań wojennych potrzebne są śmigłowce uderzeniowe, systemy nadzoru (takie jak bezzałogowe statki powietrzne) oraz systemy satelitów wywiadowczych, którego to sprzętu Turcja sama nie produkuje, niezrozumiały kryzys powinien umrzeć śmiercią naturalną. Jednak to wszystko co już się stało, nadal nie wyjaśnia prawdziwych przyczyn zaistniałego konfliktu.