Grzegorz Mazurczak: Syria wchodzi do tureckiej gry
Według czwartkowej informacji tureckiej agencji prasowej Anatolia, syryjskie siły bezpieczeństwa zatrzymały 400 osób w pięciu miastach w Syrii. Był to efekt operacji przeprowadzonej przeciwko członkom separatystycznej Partii Pracujących Kurdystanu (PKK)
Turcja stara się wspierać zarówno swoich sąsiadów w regionie jak i Stany Zjednoczone w walce z tym terrorystycznym ugrupowaniem, które tylko w ciągu ostatnich 2 miesięcy zabiło ponad 50 tureckich żołnierzy. Turcja i Stany Zjednoczone zgodziły się nawet na wymianę informacji wywiadowczych na temat działalności tych grup, wykorzystując w tym celu najnowocześniejszy sprzęt szpiegowski.
Pretekstem do tych działań jest uznanie przez Waszyngton, Unię Europejską i oczywiście Ankarę, że PKK jest organizacją terrorystyczną. Ogólnie wiadomo, że główne bazy PKK umiejscowione są w północnym Iraku, co stanowi ciągły pretekst do upolityczniania relacji między krajami tego regionu. PKK jest też obecny i aktywny w biedniejszej, południowo-wschodniej Turcji, a także w Iranie i Syrii, gdzie reprezentowany jest poprzez odgałęzienie tego ugrupowania zwane PJAK
W 1998 r. o mały włos nie doszło do wybuchu wojny turecko - syryjskiej, z powodu popierania przez Syrię działań PKK. Zwyciężył jednak rozsądek a polityczne i handlowe więzi łączące od dawna Ankarę i Damaszek, okazały się silniejsze niż incydentalne wyrazy poparcia tego ruchu. Od tego czasu stosunki między dwoma krajami ulegają sukcesywnemu ocieplaniu, czego wyraz dała ostatnia akcja syryjskich służb bezpieczeństwa.
Po rocznym zawieszeniu broni, czyli od 1 czerwca, PKK zintensyfikowała ataki na tureckie cele wojskowe, oskarżając rząd tego kraju o brak pomysłów, chęci i działań w kierunku politycznego rozwiązania konfliktu trwającego już 26 lat. W ostatnią środę, w ataku bojowników PKK na południowo wschodnie miasto Van, rannych zostało 4 tureckich żołnierzy, co jest tylko początkiem znanych już z przeszłości działań.
Trzeba przy okazji zauważyć pewne wysiłki rządu tureckiego i samego premiera, aby uznać prawa polityczne i kulturowe obywateli tureckich kurdyjskiego pochodzenia, stanowiących przecież około 15-20 % populacji tego kraju. Jednak wszelkie próby uzdrowienia sytuacji spotkały się z wrogością parlamentu a sam Erdogan stracił na tych pomysłach sporą część kapitału politycznego, przynajmniej w silnych tu, kręgach nacjonalistycznych.
Dlatego tez obecnie Tayyip Erdogan, obawiając się kolejnych oskarżeń o nieudolność rządu, które byłyby szczególnie bolesne przed przyszłorocznymi wyborami, profilaktycznie wezwał wszystkich sojuszników do wzmożenia wysiłków mających na celu odcięcie buntowników od źródeł finansowania oraz bezwzględnej ekstradycji do Turcji, wszystkich podejrzanych o działania terrorystyczne.
Wydaje się, że po rocznej przerwie można oczekiwać kolejnej eskalacji przemocy na turecko kurdyjskim froncie. Trzeba przy okazji pamiętać, że PKK chwyciła za broń przeciwko Turcji już w 1984 roku, z nadzieją na utworzenie niezależnego państwa kurdyjskiego w południowo-wschodniej Turcji. Od tego czasu konflikt pochłonął ponad 40.000 osób, głównie Kurdów.



Jak Andaluzja stała się prawicowa
Pragmatyzm wygrywa w amerykańsko-chińskich relacjach
Trudne zadanie Rumena Radewa
Péter Magyar wzbudza pierwsze kontrowersje