Inwestea Konsultea Wschod24 Afryka24 Pe24
Strona główna
Bogdan Pliszka: Koalicja wrogów Iranu pcha Bliski Wschód do wojny Drukuj Email
( 4 głosy)




Bogdan Pliszka   
02.07.2010.
„Wojna! Będą eksterminować...” śpiewał zespół Brygada Kryzys, w czasach gdy Tomek Lipiński udawał jeszcze punka, nie mogąc występować na agitkach, nieistniejącej wszak wtedy, jedynie słusznej partii rządzącej dziś Polską. Czy te apokaliptyczne wizje mają w najbliższych tygodniach, szansę urzeczywistnienia się na Środkowym Wschodzie?
REKLAMA

Kilka dni temu dziennik Polska – The Times, a za nim inne portale internetowe zamieściły informację o przerzucie izraelskiej broni do Arabii Saudyjskiej. Broń ta, ma zostać użyta do ataku na „jedno z państw muzułmańskich”. Mimo że nigdzie nie pada jego nazwa, jedynym celem takiego ataku może być Iran. Oczywiście pojawia się w tym miejscu pytanie; jak to możliwe, że państwo, które bezwzględnie tępi wszelkie przejawy nieislamskiej działalności religijnej, zabrania kobietom prowadzić samochody, czynnie wspiera dżihadyzm, a „giaurom” zabrania zbliżać się do Mekki i Medyny na odległość mniejszą niż 20 km, weszło w porozumienie z „małym szatanem”? Z państwem, które dla muzułmanów Bliskiego Wschodu jest wcieleniem zła, i które odgradza się murem od swoich arabskich sąsiadów. Co prawda podczas I wojny w Zatoce, na terytorium Arabii Saudyjskiej stacjonowały siły antyirackie, których trzon stanowiła armia amerykańska, ale też warto zauważyć, że siły koalicji antyirackiej przybyły do Arabii, by walczyć o wyzwolenie Kuwejtu, podobnie jak Arabia Saudyjska, państwa arabskiego, muzułmańskiego i monarchicznego. Przeciwnikiem zaś, była świecka, nacjonalistyczna i socjalistyczna republika, czyli Irak.

Tym razem, celem ma być Iran, który wszak nie okupuje żadnego państwa islamskiego czy arabskiego. Co więcej, jest republiką, ale równocześnie państwem islamskim, co wynika z samej jego ustawy zasadniczej. Sojusz Arabii Saudyjskiej i Izraela na pierwszy rzut oka wygląda na paradoks, a wręcz absurd. Jedna gdy przyjrzeć się mu bliżej cała „układanka” nabiera, całkiem zgrabnych, kształtów i okazuje się, że interesy obu tych państw pasują do siebie jak dwie połówki pomarańczy. Monarchia saudyjska, promotor, mecenas i opiekun wahhabizmu i jego idei, dżihadyzmu, czyli „światowej rewolucji islamskiej”, ma w świecie muzułmańskim pozycję wyjątkową. I to, niemal od zawsze. To Saudowie stoją na straży świętych miast islamu: Mekki i Medyny, to Saudowie, przez wiele lat byli niekwestionowanymi liderami świata islamu. Sytuacja ta zmieniła się po 1979 roku. Rewolucja islamska w Iranie zmiotła z tronu szacha Rezę Pahlawiego. Jego miejsce zajął Ruhollah Chomeini, szyicki duchowny, który bez wahania rzucił wyzwanie monarchii saudyjskiej. W samym Iranie spotkało się to z niemal entuzjastycznym przyjęciem. Irańscy mułłowie umiejętnie powiązali antymonarchistyczny – ich zdaniem – przekaz Koranu, perski – antyarabski(!) - nacjonalizm i ideę eksportu rewolucji. Beneficjentami tych działań zostały, przede wszystkim, bliskowschodnie ugrupowania terrorystyczne, pozostające w konflikcie z Izraelem, świeckim ruchem palestyńskim i „sytymi” arabskimi państwami, udzielającymi palestyńskim „braciom” dalece niewystarczającej – zdaniem Palestyńczyków – pomocy. Hamas i Hezbollah, bo o nich tu mowa, przeszły też do prządku dziennego nad „antyarabskością” Iranu, uważając najwyraźniej, że pomoc finansowa, polityczna, militarna i logistyczna są najważniejsze.

Działania Iranu wzbudziły niechęć tak arabskich republik, hołdujących czy to „demokracji”, jak Egipt, czy „socjalizmowi” jak – ówczesna – Algieria; jak i arabskich monarchii, zarówno tych „oświeconych” (jak Jordania), jak i absolutnych (jak Arabia Saudyjska). Mimo różnic światopoglądowych, niemal wszystkie państwa arabskie wspierały w tym czasie, świecki ruch palestyński, na czele z Organizacją Wyzwolenia Palestyny (OWP). Poparcie Iranu dla Hamasu, a przede wszystkim Hezbollahu, całkowicie zmieniało sytuację na Bliskim Wschodzie. Już sam fakt, że w przeciwieństwie do OWP czy Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny, obie organizacje fundamentalistyczne, nie tylko organizowały zamachy terrorystyczne, ale i pomoc społeczną, edukację rolniczą czy placówki medyczne, stanowił wyzwanie dla świeckich organizacji palestyńskich i ich mecenasów. Kompromisy Arafata i jego następców w OWP dopełniły obrazu tej organizacji jako kapitulanckiej i uległej wobec Izraela, Stanów Zjednoczonych i Zachodu, w ogóle. Nie może więc dziwić fakt, że Saudowie zaczęli szukać ruchów, które pozwoliłyby odbudować im wiarygodność w świecie islamu. W tej sytuacji „darem Allaha” okazali się wahhabici. Co prawda sama sekta istnieje już od XVIII wieku i w Arabii Saudyjskiej zawsze była dość wpływowa, to jednak tym razem sięgnięto po wahhabitów, by stworzyć z nich oddziały „zawodowych rewolucjonistów” niosących ideę dżihadu do każdego zakątka globu. Mimo że porównanie to nie jest doskonałe, wahhabici stali się kimś w rodzaju międzywojennych komunistów, którzy, co prawda bywali Niemcami, Polakami, Francuzami czy Żydami, ale zawsze najważniejszy był dla nich komunizm i mając do wyboru lojalność wobec własnego państwa czy narodu oraz lojalność wobec Kominternu i światowej rewolucji, bez wahania wybierali te ostatnie. Dokładnie tak samo postępują dziś wahhabici. Oczywiście ostrze ich działań skierowane jest przeciwko – szeroko pojętemu – Zachodowi, ale „front ideologiczny” przebiega przede wszystkim pomiędzy wahhabizmem ( z jego praktyką działania, dżihadyzmem), a fundamentalizmem tkwiącym korzeniami w Iranie.

To Iran, ze swoimi, swoiście pojmowanymi: demokracją czy tolerancją, jest dla wahhabitów głównym wrogiem ideologicznym. Co więcej, interesy Iranu i „mecenaski” wahhabizmu, Arabii Saudyjskiej, wyraźnie się rozmijają.
Iran, jak to już zostało napisane, wspomaga organizacje bliskowschodnie, o wyraźnym nastawieniu antyizraelskim. Praktycznie ani Hamas, ani Hezbollah nie prowadzą działań zbrojnych poza obszarem Bliskiego Wschodu, a wręcz poza Izraelem, Palestyną i Libanem. Jeśli nawet zdarzały się ataki na Amerykanów czy Europejczyków, to były one skierowane przeciwko żołnierzom stacjonującym w latach '80 w Libanie. Co prawda CIA twierdzi, że istnieją  komórki wywiadowcze Hezbollahu na terenie Stanów Zjednoczonych i Europy, ale trudno się spodziewać, by mogło być inaczej. Co ważne, nie podejmują one działań zbrojnych przeciwko państwom, w których są usadowione. Równocześnie z dystansem, by nie napisać z jawną wrogością, odnosi się Iran do wahhabitów i wszelkich ich sprzymierzeńców działających na rzecz „światowego dżihadu”. I, mimo że porównanie znów nie jest doskonałe, to można znaleźć podobieństwa między sowiecką ideą „pokojowego współistnienia”, a dzisiejszą polityką Iranu.

Dla odmiany Arabia Saudyjska wspiera na wszelkie możliwe sposoby ugrupowania, dla których celem jest eksport „świętej wojny” - dżihadu. W przeciwieństwie do Hamasu i Hezbollahu organizacje te, głównie wahhabickie, atakują w sposób, który zakłada maksymalizację liczby ofiar i to, przede wszystkim, ofiar cywilnych! Co więcej terenem działania tych grup są jest przede wszystkim „Zachód”, taki jakim sami wahhabici chcą go widzieć. Włączają bowiem w to pojęcie również takie państwa jak Bośnia, Bułgaria( Pomacy),Rosja ( działania na Kaukazie czy w Tatarstanie) czy Ukraina( Krym), zaś celem jest ustanowienie światowego kalifatu. Żeby było ciekawiej działania wahhabitów na Bliskim Wschodzie są, niemal, niezauważalne.

Mimo iż Iran, ze względów tak politycznych, jak i narodowych, jak i religijnych (szyizm!) nie ma szansy stać się niekwestionowanym liderem świata islamskiego, to wydaję się, że istnienie takiej konkurencji źle wpływa na samopoczucie saudyjskich elit. Równie dużą nienawiść budzi Iran wśród polityków izraelskich. Powody są oczywiście inne; cierniem w oku Izraela jest irański program jądrowy. Przez ostatnich kilka lat Iran atakowany był za rozwój technologii jądrowych, ale motywowano to „równowagą w regionie”. Dziś, już bez „listka figowego” Izrael przygotowuje się do rozprawy z Iranem, uzasadniając to wprost; troską o własne bezpieczeństwo narodowe.

Iran znalazł się w wyjątkowo nieciekawej sytuacji: w Iraku i Afganistanie stacjonują wojska amerykańskie, które zapewne nie dopuszczą  do ewentualnego irańskiego odwetu w przypadku izraelskich nalotów. Swojego niedawnego sojusznika zdradziła też Rosja, wyraźnie dając do zrozumienia, że w żaden sposób nie przeciwstawi się atakowi na Iran. Nie oznacza to oczywiście, że -wciąż potencjalna – wojna, będzie łatwa i zwycięska. Sojusznicy Iranu z Hamasu i Hezbollahu zapewne gotowi są zgotować piekło tym z izraelskich miast, do których dolecą ich rakiety. Tym razem, zapewne też nie będą zwracać uwagi na ofiary cywilne swoich działań. O ile też łatwo zrozumieć izraelsko – saudyjski „romans”, o tyle trudno zrozumieć postawę Stanów Zjednoczonych czy Rosji, które wyraźnie stają tu po stronie tej, cokolwiek egzotycznej, koalicji. Iran i wspierane przezeń ugrupowania terrorystyczne (lub raczej „terrorystyczne”?) nie stawiają sobie za cel islamizacji całego świata i nie atakują przypadkowych mieszkańców amerykańskich czy rosyjskich miast. Nawet przyjęcie teorii spiskowych, w myśl których za atakami na WTC i Pentagon stoi CIA, a za atakami na Biesłan czy moskiewskie metro – FSB, niewiele tu wyjaśnia. Co najwyżej pokazuje, że służby specjalne tych państw nie potrafią uczyć się na cudzych błędach. Wszak Hamas – jak wszystko na to wskazuje -  jest „dzieckiem” izraelskiego wywiadu wojskowego, Szin Bet. Dzieckiem, które pewnego dnia dorosło i wyzwoliło się spod „rodzicielskiej” pieczy...

Drukuj Email
 
Powiązane tagi:

Panstwa:  Państwo Izraela   Iran - Islamska Republika Iranu   Arabia Saudyjska  
Region:  Bliski Wschód  
Dodaj swój komentarz do tego artykułu...
Imię (wymagane)
Komentarz
Zaloguj lub zarejestruj się aby móc dodawać komentarze.

Jednostki Wojska Polskiego będą realizować szereg zadań w czasie Mistrzostw Europy w Piłće Nożnej Euro 2012.
więcej...
Wartość chińskiego eksportu spadła w styczniu, był to pierwszy spadek eksportu od ponad dwóch lat.  Wzbudziło to obawy chińskiego rządu co do wpływu globalnego spowolnienia gospodarczego na rozwój gospodarki kraju.
więcej...
Nie bez przyczyny Zbigniew Brzeziński w swej „Wielkiej szachownicy” obok Niemiec, Francji i Rosji umieścił właśnie Chiny i Indie jako państwa prowadzące wielowymiarową politykę. Chiński tygrys i indyjski słoń śmiało wyrażają swoje cele. Czy możliwa jest zatem współpraca między...
więcej...
 AnalizySystemy polityczne  Imigracja  Cywilizacje  Konflikty  Ekologia  Terroryzm  Polityka zagraniczna  Dyplomacja  Emigracja  Separatyzm  Stosunki międzynarodowe 
 GospodarkaWaluty  Ropa naftowa  Sektor bankowy  Giełdy  Rynek pracy  Nieruchomości  Surowce  Gaz ziemny  Media  Technologie  Przemysł samochodowy 
 OrganizacjeNATO  OBWE  OPEC  ONZ  Al-Kaida  G-20  MFW  WNP  ASEAN  WTO 
 PaństwaNiemcy  Francja  Izrael  USA  Wielka Brytania  Indie  Chiny  Rosja  Irlandia  Ukraina  Turcja  Hiszpania  Brazylia  Iran  Sudan  Włochy  Afganistan  Gruzja  Informacje dla wyjeżdżających 
 Po godzinachRecenzje  Film  Wywiady  Książka 
 RegionyUnia Europejska  Bałkany  Afryka  Bliski Wschód  Daleki Wschód  Kaukaz  Azja  Darfur  Krym  Kaszmir 
 StylSavoir vivre 
 Unia EuropejskaSłownik UE  Komisja  Prezydencja  Strefa Euro  Traktat lizboński  Strefa Schengen  Partnerstwo Wschodnie  Europejska Polityka Sąsiedztwa 
Zaloguj sie
         
     
SERWIS SPECJALNY
Dyplomacja_specjalny