|
Wydawało się, że wybór czarnoskórego prezydenta raz na zawsze zakończy amerykański problem z rasą. Nic z tego. Jednak wszelkie próby podjęcia dyskusji na ten trudny temat, i tak kończą się medialnym spektaklem. REKLAMA
Afroamerykanka Shirley Sherrod - pracownica Departamentu Rolnictwa - występowała na bankiecie NAACP (National Association for the Advancement of Colored People (Krajowe Stowarzyszenie Postępu Ludzi Kolorowych), podczas którego opowiedziała anegdotę o białym farmerze, który przyszedł do niej po pomoc. „Mierzyłam się problemem utraty farmy przez wielu Afroamerykanów, a tu nagle miałabym rzucać wszystko i pomagać białemu farmerowi w ocaleniu jego gospodarstwa? Dlatego nie powiedziałam mu o wszystkim, co mogę dla niego zrobić. Zrobiłam dla niego i tak wystarczająco dużo” – mówiła Shirley Sherrod.
Sherrod podkreślała, że farmer „próbował w rozmowie z nią demonstrować swoją wyższość”, odwołując się do stereotypu o postrzeganiu się białych w stosunku do czarnych jako lepsi. Mamy tu do czynienia z „reverse-racism” – odwróconym rasizmem – gdy Afroamerykanka piętnuje białą osobę. Do tej pory tego typu sformułowania były obecne raczej w ruchach spod znaku Black Power, a nie w przemówieniach wysokich urzędników państwowych. O tym, jak odwrócony rasizm może politycznie zaszkodzić, przekonał się nikt inny, tylko Barack Obama.
Podczas kampanii wyborczej ujawniono, że wieloletni przewodnik duchowy Obamy, pastor Jeremiah Wright z Kościoła Świętej Trójcy w Chicago, głosił radykalne poglądy skierowane przeciwko „białej Ameryce” w swoich kazaniach podczas nabożeństw. Sam Obama , dla którego kwestia rasowa przez długi czas była nawet większym problemem czarnych niż wśród białych. Ci pierwsi zarzucali mu brak autentyczności – w przełamaniu tego wizerunku pomogła mu żona – Michelle, podpadając jednocześnie białym za rzekome użycie słowa „białas” (whitey) i wypowiedzi o dumie ze swojego kraju, pachnące na odległość antyamerykanizmem. Ówczesny kandydat na prezydenta pokonał ten kryzys dzięki wygłoszeniu przemówienia o rasie – jednego z najlepszych, jakie kiedykolwiek wygłosił.
Od tego czasu bardziej niż jako czarny, postrzegany był jako postrasowy. Stąd lekkie oburzenie w pewnych kręgach wywołała deklaracja Obamy złożona w ankiecie spisu społecznego, w którym określił się jako „czarny” (mając do wyboru np. „mixed-race”) – pomimo, że jest synem białej Amerykanki i Afrykanina, a wychowywany był przez białych dziadków.
Część Amerykanów myślała, że wybór Obamy na zawsze rozgrzesza Amerykę za czasy niewolnictwa i segregacji rasowej. Tymczasem – kwestia rasowa wcale nie znikła.
Z całą ostrością ujawniła się ona w sprawie profesora Harvardu, Henry’ego Luisa Gatesa, aresztowanego za… „próbę włamania” do własnego domu. Oliwy do ognia dodały komentarze prezydenta na temat „głupiego” zachowania policji. Koniec końców – wszystko skończyło się …spotkaniem przy piwie w ogrodach Bialego Domu, w którym uczestniczył prezydent, wiceprezydent, profesor Gates i policjant, który go aresztował. Amerykańskie media – zamiast podkreślać absurdalność całej sytuacji i groteskowe rozwiązanie skomplikowanego problemu, emocjonowały się wyborem marki piwa przez uczestników „piwnego szczytu”.
W przypadku Shirley Sherrod groteski też nie zabrakło. Tuż po upublicznieniu jej wystąpienia, sekretarz rolnictwa, Tom Vilsack, zwolnił ją. Także NAACP potępiło komentarze Sherrod. Wkrótce potem Sherrod przedstawiła swoją wersję wydarzeń (podkreśliła, że wyrwano jej wypowiedź z kontekstu tak, by pasowała do tez konserwatywnej telewizji FOX) i stwierdziła, że otrzymała „pouczającą lekcję”.
Teraz piłeczka znów znalazła się po stronie administracji Obamy. Vilsack, który niedawno zwolnił Sherrod, przeprosił ją za tak gwałtowną reakcję i złożył propozycję nowej pracy. To bohaterki całego zamieszania zadzwonił też prezydent Obama, by osobiście wyrazić ubolewanie z powodu tego, co ją spotkało.
Obama obarczył częścią winy za gwałtowną reakcję sekretarza rolnictwa…kulturę mediów i czasy, gdy opinię publiczną kształtują blogi i YouTube, mogące być dobrym narzędziem manipulacji.
Po raz kolejny więc sprawa związana z rasą sprowadzona została do szopki medialnej – z dynamicznym tempem narracji, bohaterem „odkupionym” , który przeszedł na jasną stronę mocy. Media prawicowe i lewicowe mogą nawzajem zrzucać na siebie odpowiedzialność za „kulturę mediów”, do której odwołał się prezydent Obama.
Tylko tym razem zabrakło piwa.
|