04 sierpień 2010
-
IAR
Sukcesem zakończył się pierwszy etap akcja plombowania wycieku ropy w Zatoce Meksykańskiej. Poinformował o tym przedstawiciel koncernu BP odpowiedzialnego za operację.

Plamy ropy na morzu w Zat. Meksykańskiej: źródło wikipedia commons
Trzy tygodnie temu na uszkodzoną głowicę szybu naftowego nałożono 75-tonowa kapsułę, która całkowicie zatrzymała wyciek. Rozwiązanie to ma jednak prowizoryczny charakter. Docelowo szyb naftowy musi być zabetonowany.
Wczoraj koncern BP rozpoczął operację zwaną „static kill". Polega ona na powolnym wlewaniu do szybu gęstego błota przez rurę podłączoną do statku znajdującego się na powierzchni. Gdy ciśnienie spadnie do odpowiedniego poziomu, rozpocznie się pompowanie cementu, który ma ostatecznie zatkać odwiert. Później cement zostanie wprowadzony do szybu od dołu poprzez dodatkowe odwierty sięgające na głębokość 4 kilometrów.
Podczas akcji inżynierowie wtłoczyli do uszkodzonego szybu gęstą substancję, tzw płuczkę wiertniczą. Zrównoważyła ona ciśnienie wypływającej spod dna morskiego ropy i zaczęła wtłaczać ją z powrotem pod ziemię. Akcja trwała kilkanaście godzin, krócej niż planowano.
Dzisiejszy suckes nie oznacza jednak końca operacji, mówi przedstawiciel Białego Domu generał Thad Allen. „Skończymy dopiero wtedy, gdy wykopiemy dwa szyby awaryjne". Dzięki nim będzie można do uszkodzonego szybu wtłoczyć duże ilości cementu i ostatecznie zlikwidować wyciek. Ma to się stać w najbliższych tygodniach.
Rząd USA poinformował tymczasem, że od 20 marca, kiedy doszło do zatonięcia platformy Deepwater Horizon, do Zatoki Meksykańskiej wyciekło prawie 5 milionów baryłek ropy. W ciągu ostatnich dziesięcioleci tylko raz doszło do większej katastrofy ekologicznej. Miało to miejsce w 1991 roku podczas pierwszej wojny w Zatoce Perskiej, kiedy to Irak celowo wpuścił do Zatoki 8 milionów baryłek ropy.