|
Od początku czerwca trwa wojna informacyjna między Moskwą a Mińskiem, którą zainicjowała Rosja. Kreml ma już dość lawirowania prezydenta Białorusi Alaksandra Łukaszenki między wschodem a zachodem Europy i chętnie by się go pozbył. Jednak wszystko na to wskazuje, że Łukaszenka porządzi jeszcze trochę na Białorusi. REKLAMA
Wojna informacyjna między oba państwami ruszyła, kiedy to między Rosją a Białorusią pojawiły się różnice zdań w sprawie wejścia Mińska do Unii Celnej. 4 i 16 lipca w rosyjskiej telewizji NTV wyemitowane zostały dwa odcinku filmu dokumentalnego o Alaksandrze Łukaszence „Ojciec chrzestny” przedstawiające białoruskiego prezydenta jako organizatora zabójstw swoich przeciwników politycznych i propagatora polityki Hitlera z lat 30-tych ubiegłego wieku. Również i anglojęzyczna Russia Today 4 lipca wyemitowała film o Łukaszence zatytułowany „Ostatni dyktator Europy”. W odpowiedzi białoruska telewizja 15 lipca puściła wywiad z prezydentem Gruzji, Micheilem Saakaszwilim, którego nie znosi Kreml. Jak podał pod koniec lipca portal, „Biełorusskij Partizan” rosyjska NTV przystąpiła do pracy nad zdjęciami do filmu „Ojciec chrzestny III”, w którym to autorzy pokażą naturę i istotę reżimu białoruskiego. Emisja dokumentu w telewizji zaplanowana została na połowę sierpnia. Kreml nie chce już Alaksandra Łukaszenki na stanowisku prezydenta Białorusi, bowiem nie liczy się z interesami Rosji. Na obecną chwilę wątpliwe jest by ktokolwiek inny go zastąpił. Ani faworyt Kremla białoruski premier, Siarhiej Sidorski, ani nikt z opozycji nie są w stanie zagrozić Łukaszence w nadchodzących wyborach prezydenckich. Zdaniem wielu obserwatorów, rosyjsko-białoruska wojna informacyjna została wywołana dla nastraszenia Łukaszenki, by ten skończył z polityką balansowania między Wschodem i Zachodem i zaczął bardziej uwzględniać rosyjskie interesy. Kreml daje jasno do zrozumienia, że kończy się czas dotowania Białorusi nie mając nic w zamian. Portal „Biełorusskij Partizan” podaje, że poparcie dla Alaksandra Łukaszenki wynosi od 70 do 80 proc. Z kolei kojarzony z opozycją Instytut Socjologiczny INSEPJ uważa, na podstawie własnych badań sondażowych, że gdyby wybory prezydenckie odbyły się dziś aktualny prezydent Białorusi w pierwszej turze wyborów cieszyłby się poparciem 60 proc. głosujących. Można więc stwierdzić, że Łukaszenka, urzędujący na stanowisku prezydenta od lipca 1994 roku, po raz kolejny wygra wybory. |