Michał Cyran: Wakacje Sarko
Po pracowitej pierwszej połowie roku francuski prezydent liczył na odpoczynek. Jednak zamiast tego trafił na tor przeszkód.
Szanse na ponowne zwycięstwo w wyborach maleją z dnia na dzień. Reforma emerytalna zaproponowana niedawno przez Nicolasa Sarkozy’ego miała być ostatnią deską ratunku, dzięki której prezydent zyskałby wizerunek konsekwentnego reformatora, broniącego finansów publicznych. Spadł zimny prysznic. Nowe ustawodwastwo miał przeforsować minister pracy Eric Woerth, jednak szybko stanął na minie coraz ostrzejszych zarzutów o korupcję. Polityk UMP, w czasie pełnienia swoich funkcji w gabinecie Francois Fillon’a, miał rozłożyć parasol, chroniący przed mackami fiskusa majątek Liliane Bettencourt – francuskiej miliarderki, właścicielki l’Oreal. W jej willi, w podparyskim Neuilly-sur-Seine, odbywały się spotkania polityków prawicy, który otrzymywali koperty z zawartością po kilkadziesiąt tysięcy euro. Jednym z nich miał być Woerth, pełniący dodatkowo funkcję skarbnika partii Sarkozy'ego (co budziło sprzeciwy nawet w samej UMP). Należy dodać, że żona ministra pracowała dla firmy zarządzającej majątkiem szefowej kosmetycznego giganta, największego francuskiego podatnika, a jednocześnie donatorki rządzącego obozu.
Sarkozy rzecz jasna zmobilizował potężne siły, aby ochronić tak ważną postać, odpowiadającą przecież za reformę, która planowana była jako ostatnia szansa w wyborach. Na pierwszy ogień poszło więc dwóch członków rządu, sekretarz stanu w MSZ Alain Joyandet i sekretarz stanu ds. rozwoju regionu stołecznego Christian Blanc – którzy sprzeniewierzyli publiczne fundusze. Jeden z nich wydał 116 tys. euro na loty prywatnym odrzutowcem, drugi – w ramach reprezentacji wydał 12 tys. euro na cygara. Obie dymisje wymusił osobiście francuski prezydent, który jednak oskarżenia o korupcję i nielegalne finansowanie swojej partii nazwał „wylewanie brudów” tylko po to, aby zaszkodzić jego wizerunkowi w czasie zbliżającej się kampanii wyborczej.
Afera korupcyjna domaga się zbadania, tym bardziej że Sarkozy w swojej kampanii prezydenckiej chciał stanowczo zerwać z przepychem i dystansem, które trąciły monarchią. Sprawa Bettencourt zdemaskowała ciche porozumienie między biznesem a prawicą i niezbezpiecznie utożsamiania prezydenta jedynie z bogatymi. Planowana na październik rekonstrukcja gabinetu to tylko jedno z następstw jakie pociągnie za sobą skadnal związany z finansowaniem partii. Jeśli reforma, za którą odpowiedzialny jest Woerth, nie powiedzie się, będzie to miało nie tylko poważne konsekwencje wewnętrzne, ale również międzynarodowe, w tym dla całego eurolandu.
Znowu imigranci
Aby zakryć niewygodny temat finansów Sarkozy sięgnął po te sam instrument, który odkurzają politycy w innych krajach Europy – politykę przeciwko imigrantom. Taki manewr często bywa wykorzystywany przez rządy, które zaniedbują problemy gospodarcze i społeczne swoich krajów.
Już w tle afery Bettencourt francuski parlament przyjął ustawę o zakazie noszenia burek. Za projektem ustawy głosowali deputowani rządzącej centroprawicowej Unii na Rzecz Ruchu Ludowego (UMP). Większość deputowanych głównej siły opozycyjnej, Partii Socjalistycznej, nie wzięła udziału w głosowaniu. Zdaniem Rady Państwa (francuskiego organu kontrolującego zgodność ustaw z konstytucją) ustawa ta jest nie do pogodzenia z francuską konstytucją a także z Europejską Konwencją Praw Człowieka. Minister sprawiedliwości Michèle Alliot-Marie nazwała jednak głosowanie zwycięską obroną wartości Republiki. Dodajmy, że Rada Europy uznała noszenie chust za prawo obywatelskie kobiet. Taki kontekst postawił kolejną przeszkodę na wakacyjnej drodze Sarkozy’ego, bynajmniej nie ostatnią. Zdecydowanie poważniejsze kłopoty przyniosło Grenoble i departament Loir-et-Cher.
Kiedy francuski policjant z nieznanych przyczyn zabił 22-letniego Roma wybuchły zamieszki, w wyniku których demonstranci zdemolowali posterunek policji. Sarkozy od razu połączył przestępczość z imigracją i wypowiedział wojnę przestępcom urodzonym za granicą. Uznał, że należy odbierać obywatelstwo łamiącym prawo imigrantom, jak również obywatelom francuskim zagranicznego pochodzenia. Rozpoczęły się policyjne ataki na romskie osiedla (prezydent zapowiedział likwidację 300 z nich) a do mediów przedostał się film pokazujący brutalną eksmisję nielegalnych lokatorów pod Paryżem, podczas której policjanci wyrzucają kobiety na oczach ich płaczących kilkuletnich dzieci.
Okres prezydentury Sarkozy’ego naznaczony jest chaosem społecznym i brakiem postępów integracyjnych. Rząd UMP prowadził politykę cięcia funduszy i stawiania wyłącznie na bezpieczeństwo, ograniczając się jedynie do roli strażnika. Zaniedbując takie aspekty jak polityka społeczna, edukacja czy gospodarka jeszcze bardziej pogłębił przepaść między młodzieżą zamieszkującą przedmieścia, a władzą Republiki. Komentatorzy wskazują, że prezydent wraca do swojego wizerunku z czasów kampanii wyborczej, podczas której często łączył imigrację z przestępczością. W ten sposób Francja powraca do wprowadzenia obywateli drugiej kategorii, zapominając o swoch republikańskich wartościach.
Takie posunięcia nie poprawią notowań Sarko, raczej ustawią go przy ten samej etykiecie, przy której stoją już politycy innych krajów europejskich, którzy ignorują fakt, że przestępczość i bieda są ze sobą powiązane. Wielu ludziom zarzuca się brak woli integracji, nie zwracając uwagi na społeczną nędzę. Problem dotyczy dziś nie tylko Francji, również cała Unia Europejska ponosi klęskę w tej dziedzinie. Prezydent z Paryża, które jeszcze niedawno walczył z Angelą Merkel o dominującą pozycję na Kontynencie znalazł się dziś w poważnych tarapatach, podobnie zresztą jak niemiecka kanclerz. Sytuacja wydaje się być dla Sarko dość poważna. W najnowszych opublikowanych sondażach przegrywa ze swoją główną konkurentką, Martine Aubry.



Politycy chwalą, rolnicy ganią. Umowa Unii Europejskiej z Australią wzbudza kontrowersje
Holandia chce się zbroić, ale bez unijnych planów
Europejscy rolnicy mierzą się z wieloma problemami
Zatrzymanie imigracji przez Tunezję to nie tylko koszt finansowy