Inwestea Konsultea Wschod24 Afryka24 Pe24
Strona główna
Magdalena Górnicka: Pomnik tolerancji czy terroryzmu? Drukuj Email
( 4 głosy)




Magdalena Górnicka   
15.08.2010.
Poparcie prezydenta Baracka Obamy dla budowy meczetu w sąsiedztwie Strefy Zero w Nowym Jorku przez jednych odbierane jest jako potwierdzenie rozdziału państwa i religii,  a przez innych – jako jego zaprzeczenie.
REKLAMA
Amerykański prezydent spotkał się z przedstawicielami muzułmanów z okazji ramadanu.  Niby nic nowego – w końcu Obama znany jest z tego, że chętnie bierze udział w ważnych dla różnych religii uroczystościach, podkreślając tym bycie prezydentem nie tylko postrasowym, ale i post-religijnym.
Do tej pory starannie pilnował rozdziału między tym, co religijne, a tym, co polityczne – i zazwyczaj to pierwsze sprowadzało się do uroczystych obiadów czy kolacji w Białym Domu z okazji świąt obchodzonych przez wyznawców różnych religii.

Tym razem po raz pierwszy wyraźnie przekroczył granicę między polityką i religią, które to połączenie było do tej pory „zarezerwowane” dla Republikanów. „Jako obywatel  i jako prezydent jestem przekonany, że muzułmanie mają prawo praktykować swoją religię tak, jak wszyscy inni w tym kraju” – powiedział Barack Obama.
 
Chodzi o budowę meczetu i centrum kultury muzułmańskiej kilka przecznic od Strefy Zero, gdzie 11 września 2001 roku islamscy radykałowie-terroryści dokonali największych zamachów terrorystycznych w historii Ameryki.  Według ostatniego sondażu CNN budowie meczetu sprzeciwia się dwie trzecie Amerykanów.

Za jest natomiast burmistrz Nowego Jorku, Michael Bloomberg.  Bloomberg – niegdyś rekin Wall Street – tłumaczy swoje poparcie dla budowy muzułmańskiego centrum świętym prawem własności.  „Jeśli ktoś chce wybudować meczet w miejscu, w którym budowa jest dozwolona, i zdoła zebrać na to środki finansowe, to rząd nie powinien się w to mieszać”.

Inaczej „prawo własności” rozumie konserwatywny komentator „Washington Post”, Charles Krauthammer, którego zdaniem „święte miejsce” to albo miejsce objawień (jak Lourdes),  miejsce wielkiego męstwa i odwagi (jak Gettysburg), albo miejsce wielkiego cierpienia niewinnych (jak Auschwitz).  Uświęcone krwią ofiar zamachów 11 września miejsce zwane Strefą Zero, symbolicznie należy do tych, którzy wtedy zginęli, oraz  - oczywiście – do ich rodzin, i pośrednio – do całej Ameryki, bo przecież to wielka tragedia całego narodu amerykańskiego. „To niezwykłe prawo własności  obliguje nas do tego, by uczcić i uszanować pamięć tych, którzy zginęli w zamachach z 11 września”.
Jako przykład uszanowania  świętości miejsca i prawa własności  tych, którzy w nim zginęli, podaje decyzję papieża Jana Pawła II o przeniesieniu klasztoru karmelitanek z bezpośredniego sąsiedztwa dawnego obozu Auschwitz. Jak podkreśla Krauthammer, polski papież nie negował dobrych intencji zakonnic, jednak wyraźnie wskazał: „to nie wasze miejsce – możecie się przecież modlić gdzieś indziej”.
 
Zwolennicy budowy meczetu podkreślają, że nie ma być on symbolem zwycięstwa i triumfu islamu, lecz dowodem amerykańskiej różnorodności,  tolerancji, i potwierdzeniem konstytucyjnie zagwarantowanej wolności wyznania.  Meczet w sąsiedztwie Strefy Zero nie ma być  apologią zniszczenia, lecz nowym początkiem, odrodzeniem, oraz hołdem złożonym tym, którzy 11 września zginęli – także muzułmanów.  Odbudowania „prawdziwego” islamu – w przeciwieństwie do jego zradykalizowanej interpretacji, która przyniosła zniszczenie.

Decyzja Baracka Obamy o poparciu budowy meczetu to duże ryzyko – zwłaszcza w obliczu zbliżających się wyborów uzupełniających do Kongresu. Republikanie mogą zyskać głosy tych zwolenników Obamy, którzy są przeciwko budowie centrum muzułmańskiego. Pamiętajmy, że Nowy Jork i cale Wschodnie Wybrzeże to silny bastion Demokratów. Z drugiej strony – to właśnie ci ludzie są najbardziej emocjonalnie związani z miejscem, w którym przed 9 laty dokonano ataków.  Obama postawił ich przed trudnym wyborem.
 
Przed jeszcze trudniejszym wyborem prezydent postawił tych polityków demokratycznych (najczęściej ubiegających się jesienią o reelekcję), którzy wcześniej deklarowali mniej lub bardziej otwarcie,  swoją dezaprobatę dla budowy meczetu.

Pamiętajmy, że  część  prawicy  swego czasu oskarżała Baracka Obamę, że jest „ukrytym muzułmaninem”, bo w Indonezji – gdzie mieszkał jako dziecko – miał chodzić do muzułmańskiej szkoły wyznaniowej, a w każdy piątek – do meczetu wraz z ojczymem. Te spekulacje ucichły po kampanii wyborczej, jednak zarówno wyborcy, jak i media doskonale je pamiętają.
Decyzja prezydenta  była podyktowana chęcią zapewnienia równego traktowania obywateli bez względu na ich rasę czy wyznanie – a więc: rozdziału państwa i religii w pozytywnym, antydyskryminacyjnym znaczeniu. Dla organizacji budującej meczet i centrum – ostry rozdział między tym, co państwowe, a co polityczne, wydaje się przebiegać nieco inaczej.

Imam stojący za budową meczetu, Feisal Abdul Rauf, nie chciał jednoznacznie potępić Hamasu czy Bractwa Muzułmańskiego jako terrorystów.  Zaznaczył przy tym, że „nie jest politykiem”, a więc de facto nie musi się tłumaczyć z zapatrywań politycznych  - choć w islamie nie istnieje bariera między tym, co świeckie, a tym, co związane z religią. W tym kontekście decyzja o zbudowaniu meczetu dwie przecznice od Strefy Zero, przez wielu muzułmanów na całym świecie – zwłaszcza tych, którzy nie darzą USA sympatią, nie jako triumf tolerancji i polityki równości, lecz jako zwycięstwo ściśle polityczne, podkreślające nierówność między obu kręgami kulturowymi. 
 
Wiadomo, na czyją korzyść.


Drukuj Email
 
Powiązane tagi:

Osoby:  Barack Obama  
Panstwa:  Stany Zjednoczone  
Inne:  Islam  
Dodaj swój komentarz do tego artykułu...
Imię (wymagane)
Komentarz
Zaloguj lub zarejestruj się aby móc dodawać komentarze.

Jednostki Wojska Polskiego będą realizować szereg zadań w czasie Mistrzostw Europy w Piłće Nożnej Euro 2012.
więcej...
Wartość chińskiego eksportu spadła w styczniu, był to pierwszy spadek eksportu od ponad dwóch lat.  Wzbudziło to obawy chińskiego rządu co do wpływu globalnego spowolnienia gospodarczego na rozwój gospodarki kraju.
więcej...
Nie bez przyczyny Zbigniew Brzeziński w swej „Wielkiej szachownicy” obok Niemiec, Francji i Rosji umieścił właśnie Chiny i Indie jako państwa prowadzące wielowymiarową politykę. Chiński tygrys i indyjski słoń śmiało wyrażają swoje cele. Czy możliwa jest zatem współpraca między...
więcej...
 AnalizySystemy polityczne  Imigracja  Cywilizacje  Konflikty  Ekologia  Terroryzm  Polityka zagraniczna  Dyplomacja  Emigracja  Separatyzm  Stosunki międzynarodowe 
 GospodarkaWaluty  Ropa naftowa  Sektor bankowy  Giełdy  Rynek pracy  Nieruchomości  Surowce  Gaz ziemny  Media  Technologie  Przemysł samochodowy 
 OrganizacjeNATO  OBWE  OPEC  ONZ  Al-Kaida  G-20  MFW  WNP  ASEAN  WTO 
 PaństwaNiemcy  Francja  Izrael  USA  Wielka Brytania  Indie  Chiny  Rosja  Irlandia  Ukraina  Turcja  Hiszpania  Brazylia  Iran  Sudan  Włochy  Afganistan  Gruzja  Informacje dla wyjeżdżających 
 Po godzinachRecenzje  Film  Wywiady  Książka 
 RegionyUnia Europejska  Bałkany  Afryka  Bliski Wschód  Daleki Wschód  Kaukaz  Azja  Darfur  Krym  Kaszmir 
 StylSavoir vivre 
 Unia EuropejskaSłownik UE  Komisja  Prezydencja  Strefa Euro  Traktat lizboński  Strefa Schengen  Partnerstwo Wschodnie  Europejska Polityka Sąsiedztwa 
Zaloguj sie
         
     
SERWIS SPECJALNY
Dyplomacja_specjalny