Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Koniec Łukaszenki?

Koniec Łukaszenki?


16 sierpień 2010
A A A

„W dyktaturze każdy boi się każdego, a jeden boi się najbardziej” Pier Paolo Pasolini

Wzmagające się naciski na rządy prezydenta Białorusi spowodowały poszukiwanie politycznych partnerów przez Mińsk. Łukaszenka nie stawia jednak na ekskluzywizm relacji z Pekinem i poszukuje alternatywy także dla chińskiego wsparcia. Czyżby koszty polityczne kredytów z państwa środka okazały się zbyt duże?

Penetracja chińska na terenach poradzieckich powoli staje się faktem, być może za kilka lat pomoc finansowa udzielana dawnych republikom sowieckim zostanie uzależniona od konkretnego politycznego poparcia Pekinu. Demografia Rosji, jej słabnąca gospodarka i otoczenie geopolityczne na wschodzie i południu (przeludnione państwa azjatyckie) mogą w niedalekiej przyszłości prowadzić do tarć chińsko- rosyjskich. Aleksander Łukaszenka zdaje sobie z tego sprawę i chce uniknąć kłopotliwej sytuacji, która powoli dojrzewa na wschodzie. Białoruś potrzebuje bowiem zarówno pieniędzy państwa środka jak i surowców Rosji. Także Unia Europejska nie wpisuje się dobrze w kontekst białoruskich potrzeb. Bruksela spogląda na autorytaryzm białoruski z niechęcią, jej prywatyzacyjne marzenia dotyczące Mińska współgrają z zamiarami Kremla a wsparcie finansowe Partnerstwa Wschodniego jest relatywnie nie duże.

Łukaszenka poszukuje, więc korzyści jeszcze dalej, z dala od tych trzech głównych nurtów politycznych. W międzyczasie gra na zwłokę wykonując puste gesty w  kierunku każdej ze stron. Unię i jej gospodarcze lobby omamia, więc zapowiedziami prywatyzacji (powołanie akcyjnych spółek skarbu państwa i Agencji Prywatyzacji i Inwestycji), nieznacznie łagodzi konflikt z Rosją podpisując w Astanie akt powołania unii celnej, Chinom obiecuje stworzenie specjalnej strefy ekonomicznej na terenie swojego państwa. To wszystko jednak gra pozorów. Tak naprawdę wzajemne interesy tych podmiotów politycznych wykluczają się. Dla Rosji Łukaszenka jest zbyt niezależny, dla Unii to pospolity dyktator przeczący podstawowym europejskim wartościom, na dokładkę dla obu tych stron Aleksander to homo sovieticus godzący w ich gospodarcze interesy (prywatyzacja). Dla odmiany Pekin to niewygodny partner Mińska na przyszłość, przejawiający chęć rywalizacji z Rosją, która stanowi dla Białorusi surowcowe zaplecze.

Łukaszenka ma świadomość systematycznego i postępującego „okrążenia” swojej domeny. Wie, że jest niewygodny, szczególnie dla Rosji o czym mówi już wprost: „Rosja ostro zmieniła stanowisko, próbując zmusić do posłuszeństwa prezydenta Białorusi przed dobrze znanymi wydarzeniami politycznymi [chodzi o styczniowe wybory] (…) ale znacie mnie od wieków - nie można mnie ugiąć, a próby uczynienia tego są bezużyteczne”. Łukaszenka zdaje sobie także sprawę z realnej siły egzotycznych sojuszy z Wenezuelą (według danych komitetu statystycznego, cena wenezuelskiej ropy dla Białorusi jest wyższa od ceny surowca sprowadzanego z Rosji) i Iranem (sfera werbalna). Aleksander w obliczu kłopotliwego zbiegu interesów unijno- rosyjskich, które dążą do zmiany białoruskiego prezydenta próbuje sięgać wzrokiem jeszcze dalej. Jego niedawna wypowiedź nie pozostawia wątpliwości: „możemy i chcielibyśmy znormalizować stosunki z Ameryką i nie ukrywamy tego (…) mamy wiele tematów do negocjacji, mamy propozycje z naszej strony, jak i ze strony amerykańskiej. Wierzę, że te kwestie da się rozwiązać”. „Pojednanie” z Amerykanami oznacza tylko jedno. Baćka czuje się przyparty do muru.

Czy dni Łukaszenki są policzone? Białoruski lis jeszcze nigdy w historii swoich długich rządów nie znajdował się w tak ciężkim położeniu politycznym. Sytuacja gospodarcza i wewnętrzna Mińska nie jest na tyle zła, by godzić otwarcie w pozycję prezydenta, ale sytuacja międzynarodowa może to zmienić. Co się stanie jeżeli Unia i Rosja otwarcie, pod rękę zaczną nazywać Aleksandra dyktatorem? Czy ewentualne sankcje (handlowe i surowcowe) godzące w reżim nie wpłyną znacząco na wewnętrzną pozycję Łukaszenki? Trzeba też pamiętać o bezpośrednim otoczeniu dyktatora. Syn Łukaszenki- Wiktar (pominięty w sukcesji) i skupione wokół niego stronnictwo „młodzieży” przy wsparciu z zewnątrz może zechcieć sięgnąć po władzę. Choć „technokraci” (dyrektorzy państwowych spółek) stoją murem za prezydentem to jednak unijno- rosyjska obietnica zwiększenia roli własności prywatnej lub wpływów politycznych na Białorusi może zmienić ich nastawienie. Pozycja ostatniego dyktatora Europy wydaje się dziś najgorsza od wielu lat. Wiatr wieje mu w oczy, czy przezwycięży trudności?


Piotr A. Maciążek