|
Amerykański dziennikarz, podróżnik, publicysta polityczny, autor książki, która podobno zmieniła amerykańską politykę na Bałkanach, znowu zjawia się w polskich księgarniach. Tym razem z relacją z podróży z 1998 roku – podróży po Bliskim Wschodzie, którą zaczął w Rumunii, a zakończył w Nagornym-Karabachu, kraju z rządem, parlamentem i flagą. REKLAMA
W kraju, którego istnienia nie uznaje żadne inne państwo na świecie. „Chciałem zobaczyć na własne oczy przyszłe granice Europy.” – pisze Kaplan. A zobaczyć świat oczyma Kaplana to być prowadzonym przez intuicję, którą Kaplan jako jeden z niewielu dziennikarzy ewidentnie ma. Syn kierowcy ciężarówki, dorastający w domu pełnym książek historycznych, przewidział tak wiele zdarzeń w rejonach, których nie ma w głównych wydaniach wiadomości, że „Na wschód od Tatarii” czytamy jak tajemniczy przewodnik po krańcach znanego nam świata. Detale wyłuskiwane z krajobrazów i rozmowy z ludźmi zawsze prowadzą Kaplana do lapidarnie ujmowanych wniosków. A te bywają krańcowo niepoprawne politycznie. „Demokracja może bujnie rozkwitnąć w Europie Środkowej... ale w większości krajów Bliskiego Wschodu w pierwszej dekadzie XXI stulecia wciąż będzie, niestety, czystą abstrakcją.” Spodziewajmy się zatem dyskusji podobnych tym, które wywołały jego „Bałkańskie upiory”. Bo Kaplan pomimo analizy historycznej i kulturowej popartej niesamowitą erudycją potrafi zastrzelić prostymi obrazowymi zdaniami: „Taksówkarze i waluciarze zachowywali się jak wygłodniałe zwierzęta. Kobiety w plastikowych klapkach i utytłanych sukienkach snuły się jak lunatyczki. A cały ten tłum zdawał się rozpływać w nicość na tym rozpalonym pustkowiu udającym port lotniczy w głębokim interiorze kontynentalnej Azji.” Zapewne tak jak po wydaniu „Bałkańskich upiorów” niektórzy publicyści w Polsce obruszą się, stwierdzając „Wyobraźmy sobie, że tak zachodni korespondenci piszą o Polsce w latach 80.” Cóż, taka uroda tej porywającej książki, trochę przewodnika, trochę pamiętnika a trochę zbioru wywiadów, napisana – ma się wrażenie – przez cynicznego politologa z irokezem na głowie. Z Kaplanem jest tak jak ze szpinakiem – albo kochasz albo nienawidzisz – tertium non datur.
Kilkanaście tygodni temu w Erewaniu zapytałem mojego przyjaciela, jak obecnie wygląda sytuacja opozycji politycznej w Armenii. Towarzystwo przy stole zamilkło. Identyczny efekt mogło wywołać tylko pytanie o pornografię dziecięcą. Po minucie krepującej ciszy przyjaciel stwierdził: U nas nie ma opozycji. W ułamku sekundy wszyscy powrócili do opisu starożytnych zabytków pierwszego chrześcijańskiego państwa na świecie, zachwalając miejsca, które powinniśmy odwiedzić. Czytając Kaplana cieszę się, że to on w naszym imieniu, mam na myśli ludzi z tzw. Zachodu, zadawał tego typu pytania. Z kolei adresaci tych pytań, to osobna kategoria ludzi, których pieczołowicie wyszukał autor „Na wschód od Tatarii”. Od ukrytych w zakamarkach uniwersytetów intelektualistów po przywódców politycznych – cała galeria typów i postaci. Są w niej fascynujące osoby z otwartymi umysłami, jak i odrażający w swym myśleniu i działaniu nowocześni szowiniści. Ziemia zniszczona sztucznymi nawozami, przesiąknięta ropą naftową z resztkami niedokończonych przemysłowych budowli, to postsowiecki krajobraz, w którym autor „Bałkańskich upiorów” szuka znaków przemiany. Wyjątkowość Kaplana polega na tym, że je bezbłędnie znajduje. I nie tylko. Kaplan wieszczy z nich losy tamtej części świata. Kiedy napisał „Bałkańskie upiory” nikt nie wierzył w tak dramatyczny rozwój sytuacji na Bałkanach. Niestety to Kaplan miał rację. A widok Prezydenta Clintona z książką Kaplana w dłoni dał wszystkim pewność, że to jej lektura przestraszyła Biały Dom na tyle, że Amerykanie nie interweniowali na Bałkanach. To z tego powodu, a pewnie trochę z poczucia odpowiedzialności za amerykańskie zaniechanie, Kaplan do dziś, nawet w przedmowie do „Na wschód od Tatarii”, zapewnia Czytelników cytując Isaiaha Berlina; „Znajomość najgorszej prawdy nie oznacza uwolnienia się od jej konsekwencji, ale znajomość ta lepsza jest od niewiedzy”. Amerykanie mieli dostęp do „Na wschód od Tatarii” i kolejny raz go nie zrozumieli. Szkoda. Wiedzieliby czym się skończy w 2008 roku niespodziewany atak Gruzinów na Południową Osetię, którego rocznica właśnie teraz ma miejsce. Fenomenalny polityczny węch każe Kaplanowi spotkać się z jedynym, jego zdaniem, sensownym politykiem w Gruzji – mało wtedy znanym... Micheilem Saakaszwilim. Sytuację w opisywanych krajach zmieniły na pewno zamachy na World Trade Center i wojny w Iraku oraz w Afganistanie, ale wnioski z jej lektury są aktualne. Po pierwsze: wartości demokratyczne nie są uniwersalne. Są narody na świecie, które będą się nimi posługiwać, ale nigdy ich nie zrozumieją. Po drugie: historia i tradycja to potężna siła. Jakiekolwiek działania wbrew nim są skazane na porażkę. Po trzecie; aby zrozumieć i poznać w pełni sens opisywanego świata oprócz pisarskiego talentu i dziennikarskiego węchu niezbędny jest kontakt bezpośredni. Kiedy Kaplan wsiada na rozpadający się statek do Turkmenistanu, łapówką zdobywając miejsce do spania w otoczeniu przemytników i przestępców, kiedy spędza dramatyczne chwile w podróży i w tanich hotelach, to gromadzi doświadczenia i wiedzę, której nie mają politycy i dziennikarze w dużych miastach Ameryki i Europy. Czytelnicy Kaplana, ale też Kapuścinskiego, wiedzą że bez tej wiedzy nie ma prawdziwego zrozumienia narodów i krajów leżących „na wschód od Tatarii”. Paweł „Paulus” Sulik Robert D. Kaplan, Na wschód od Tatarii. Podróże po Bałkanach, Bliskim Wschodzie i Kaukazie. Z angielskiego przełożył Janusz Ruszkowski, wyd. Czarne, Wołowiec 2010 |