|
W maju 1982 roku skończyłem 19 lat. Życie było piękne. Byłem zakochany. Wtedy powołano mnie do wojska. Przydzielili mnie jako strzelca do czołgu i jako jeden z pierwszych miałem przekroczyć granicę z Libanem. To miała być jednodniowa misja, która zamieniła się w podróż do piekła. Wcześniej nie zabijałem, wtedy stałem się maszyną do zabijania. /.../ Wiem, że to naiwne, ale chcę wierzyć, że mój film pozwoli zrozumieć, kim jesteśmy i kim nigdy nie będziemy, jeśli nie powstrzymamy zarazy wojen. SAMUEL MAOZ
„Sięgając do własnych doświadczeń Maoz zbudował emocjonujący, porażający obraz wojennego piekła". KINO
LIBAN porusza. Być może dlatego, że bezradność wobec ekranowych zdarzeń zostaje tu spotęgowana przez klaustrofobiczne wnętrze czołgu - żelaznej trumny, której kamera nie opuszcza aż do ostatniej sceny. Kiedy pojazd zostaje unieruchomiony przez pocisk nieprzyjaciela, uczucie psychicznego dyskomfortu jeszcze bardziej narasta. Uwięzionym w śmiertelnej pułapce żołnierzom nie w głowie bohaterstwo. Jego miejsce zajmują strach, panika i tęsknota za domem. STOPKLATKA.PL
„Porównywany do Walca z Baszirem Ariego Folmana, Liban prezentuje inne podejście do tego samego tematu, ukazując potworności działań wojennych, bez uciekania się do wyjaśnień politycznych”. HOLLYWOOD REPORTER
----------------------------------------
Pierwsza wojna libańska, początek czerwca 1982 roku. Czterech młodych czołgistów, wspartych niewielką grupą żołnierzy piechoty, zostaje wysłanych na swoją pierwszą walkę. Łatwa na pozór misja sprawdzenia obcego terenu przeradza się jednak w horror, okazuje się śmiertelną pułapką, a czwórka izraelskich żołnierzy jest zdana wyłącznie na siebie... Liban to film wyjątkowy. Nikt wcześniej nie pokazał bowiem wojny w taki sposób, w jaki uczynił to Maoz. Świat zewnętrzny możemy oglądać tylko z perspektywy uwięzionych w czołgu żołnierzy, obserwując go przez wizjer lufy, co jeszcze bardziej potęguje wrażenie klaustrofobii. Portal Spraw Zagranicznych psz.pl jest patronem medialnym filmu. REKLAMA
NA DVD 17 WRZEŚNIA 2010
Dystrybucja w Polsce AP Mañana
reżyseria Samuel Maoz
scenariusz Samuel Maoz
zdjęcia Giora Bejach
muzyka Nicolas Becker
obsada Yoav Donat (Shmulik) Italy Tiran (Asi) Oshri Cohen (Herzel) Michael Moshonov (Yigal) Zohar Shtrauss (Gamil) Reymond Amsellem (Assna) Rozmowa z Samuelem Maozem
Liban oparty na jest Twoich żołnierskich doświadczeniach. Co nakłoniło Cię do powrotu do przeszłości w taki właśnie sposób? To była po prostu potrzeba. Potrzeba pokazania wojny taką, jaka naprawdę jest, bez tego całego heroizmu. (...) Byłem w to uwikłany i do końca życia będę musiał z tym żyć. Wojny nie da się zapomnieć.
Czy nie uważasz, że wokół Izraela i izraelskiej polityki jest sporo nieporozumień? Próbujesz przekazać to w jakiś sposób? Nie sądzę, by mój film pokazywał coś, czego mieszkańcy Izraela wcześniej by nie wiedzieli, jednak dotykam w nim pewnych kwestii, o których ludzie nie chcą rozmawiać. To dziwne, bo publiczność w Izraelu uważa, że Liban nie jest filmem politycznym, a powinien być. A z drugiej strony pojawiają się głosy, że jest to film za bardzo polityczny. Publiczność w Izraelu jest bardzo trudna. Jedni nie chcą oglądać płaczących żołnierzy, ponieważ uważają, że nie jest to dobre dla ich obrazu na zewnątrz. Jednak publiczność poza Izraelem jest zdecydowanie mniej krytyczna.
Skąd pomysł, by niemal cały film nakręcić wewnątrz czołgu? Przede wszystkim chciałem użyć subiektywnej pamięci. Jest to swoisty filtr, przez który chciałem opowiedzieć moją historię. Wkrótce przekonałem się, że nie mogę użyć klasycznej filmowej struktury. Ja nie chcę, by widownia tylko zrozumiała ten film. Chcę, żeby go poczuła. W tym przypadku poczucie go jest jednocześnie zrozumieniem. Musiałem zatem znaleźć jakąś formułę, która sprawiłaby, że widz będzie identyfikował się z bohaterami. Widzisz to, co oni widzą, wiesz tylko to, co wiedzą oni. Nie chcę, aby widz myślał w trakcie filmu, ale żeby czuł. To, co zobaczył na ekranie może zacząć analizować dopiero po jego obejrzeniu. (...) Każdy film wojenny posiada naiwną albo patetyczną ambicję powiedzenia wojnie „stop!” Pomyślałem zatem, że realizując swój film w taki, a nie inny sposób, może zrobię w tym względzie przynajmniej niewielką różnicę.
Jak na takie ograniczenie zareagowali aktorzy? Czy podczas zdjęć dominowała atmosfera klaustrofobii? Już sam proces przygotowań był bardzo trudny, zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. Na przykład na początku każdy z aktorów został zostawiony sam na kilka godzin w małym, ciemnym i bardzo gorącym kontenerze. A zatem zamiast wyjaśniać im na czym polegają klaustrofobiczne doświadczenia, pozwoliłem im, aby sami ich doznali. Później metalowymi rurkami uderzaliśmy w ściany kontenera. Jest to bardzo podobne wrażenie do tego, gdy ktoś nagle strzela do czołgu. W taki oto sposób przygotowywałem aktorów. Starałem się wykreować sytuacje, które jak najbardziej zbliżałyby ich do wojennych zdarzeń.
Czy coś zmieniło się w Twoim życiu od czasu zdobycia Złotego Lwa na festiwalu w Wenecji? Przede wszystkim stałem się bardzo zajęty! Odwiedzam mnóstwo festiwali. To, co się dzieje wykracza poza moje najśmielsze marzenia. Pojawiają się także sugestie, przerażające sugestie od Amerykanów! Z Miramaxu i Universalu. Powiedziałem sobie, że będę słuchał wszelkich uwag póki jeżdżę po festiwalach, a później, gdy wszystko się już uspokoi, zastanowię się, co dalej. Jestem głodny. To mój pierwszy film fabularny, a mnie przepełnia pasja. Nie jestem młodym reżyserem. Owszem, nie jestem jeszcze stary, ale też nie taki najmłodszy!
A zatem nie chcesz przeprowadzić się od razu do Hollywood? Nie sądzę. Wiem, że w Hollywood to producenci mają ostatnie słowo, co dla mnie brzmi jak koszmar. Najlepszym sposobem na sukces, jaki znam, to zebranie niezbędnych pieniędzy, których potrzebuję na film, zrealizowanie go w taki sposób, w jaki chcę. Z reżyserowania chciałbym uczynić sposób na życie. Nie można wymagać niczego więcej. |