Pojawiły się kontrowersje wokół siedziby Parlamentu Europejskiego
Znowu pojawiły się kontrowersje wokół siedziby Parlamentu Europejskiego w Strasburgu.
Powodem wznowienia debaty jest jutrzejszy strajk generalny we Francji, który może sparaliżować koleje, komunikację miejską i lotniska. Wielu europosłów skróciło więc swój pobyt w Strasburgu i już dziś wyjechało z miasta. Inni zamierzają to zrobi jutro wcześnie rano, choć sesja zawsze kończy się w czwartek popołudniu.
Szacuje się, że roczne utrzymanie siedziby w Strasburgu kosztuje ponad 200 milionów euro, a deputowani, ich asystenci i pracownicy Parlamentu wyjeżdżają tam tylko 12 razy w roku na 4-dniowe sesje. Każda więc informacja o tym, że są problemy z dojazdem do Strasburga, bądź wyjazdem z miasta jest wykorzystywana przez zwolenników likwidacji siedziby Europarlamentu w Strasburgu. Tak też było i tym razem. Wprawdzie przewodniczący Parlamentu Jerzy Buzek zapewniał, że w miarę możliwości oferowana będzie europosłom pomoc, by wyjechali z miasta i dotarli do swych domów, to jednak większość ustaliła, że czwartkowe głosowania nie odbędą się, co pozwoli na wcześniejszy wyjazd. Zareagował więc eurosceptyczny deputowany z Wielkiej Brytanii John Bufton. "Ludzie w całej Europie będą oburzeni całym tym bałaganem. Przyjeżdżaliśmy do Strasburga dwa razy w tym miesiącu. To są dodatkowe koszty - miliony euro. Nadszedł czas, by Parlament zdał sobie w końcu sprawę z tego, że nie powinniśmy się już w tym miejscu spotykać" - powiedział brytyjski eurosceptyk, wywołując aplauz deputowanych.
Jednak likwidacja siedziby w Strasburgu wymaga zmian w unijnym traktacie i co się z tym wiążę zgody wszystkich krajów. Do tej pory nikt poważnie nie zajął się więc tym pomysłem z powodu sprzeciwu Francji.


Saulius Skvernelis nowym premierem Litwy