|
Ciągle popularny w świecie islamu, niezbyt wyrafinowany, chociaż wyjątkowo skuteczny sposób zadawania śmierci, jakim jest bombowy zamach samobójczy, prowokuje do szukania wyjaśnień, motywacji i powodów tak barbarzyńskiego i zupełnie niezrozumiałego dla ludzi zachodniej cywilizacji postępowania. REKLAMA
Na wstępie należy wyraźnie zaznaczyć, że zdecydowana większość muzułmanów nie popiera terroryzmu, w tym również ataków samobójczych. Samobójstwo w islamie, podobnie jak w innych ważnych religiach świata, jest największym grzechem a samobójca, z oczywistych względów nie ma żadnych szans na wejście do raju. Wyznawcy islamu niezłomnie wierzą, i nie są w tym odosobnieni, że spośród wszystkich dobrodziejstw, jakimi Bóg obdarzył ludzi, najcenniejszym jest dar życia. Zrozumiałe jest więc, że w tradycyjnych społeczeństwach muzułmańskich samobójstwa zawsze występowały incydentalnie. Nawet we współczesnych państwach islamu, chociażby Egipcie czy Jordanii - co potwierdzają statystyki - samobójstwa zdarzają się wyjątkowo rzadko. Według amerykańskiego centrum badań Pew Global Attitutes Project, w 2005 r. 46% mieszkańców Pakistanu całkowite odrzucało zamachy samobójcze a 44% procent uważało, że są one uzasadnione jedynie w niektórych okolicznościach. W Indonezji, największym kraju muzułmańskim, 66% obywateli było całkowicie przeciwnych tym aktom a 33% procent je tolerowało. Z badań tego centrum przeprowadzonych dwa lata później, w 2007 r. wynikało, że poparcie świata muzułmańskiego dla samobójczych zamachów bombowych zmniejszyło się nieco w stosunku do poprzedniej dekady. Jednak mimo to, nadal 42% muzułmanów w Nigerii, 34% w Libanie, 26% w Malezji i 23% w Jordanii twierdziło, że zamachy samobójcze przeciwko ludności cywilnej "w obronie islamu" czasami są uzasadnione. Najwyższa liczba popierających tę formę walki wystąpiła u palestyńskich respondentów, z których aż 70% popierało tego rodzaju akty przemocy. Pomimo powolnego spadku akceptacji dla tego typu czynów, problem jednak nadal istnieje. Jak pokazuje praktyka, znana chociażby z dzisiejszego Iraku, prawo islamskie dające podstawę do takich przedsięwzięć, ciągle bywa interpretowane przez większość teologów i przywódców religijnych tak, by uzasadniało i gloryfikowało samobójczy sposób zadawania śmierci. Oczywiście, bardzo skwapliwie korzystają z tego wszelkie ekstremistyczne mniejszości, zaangażowane w niekończącą się walkę z prawdziwymi lub wyimaginowanymi wrogami islamu, którymi tradycyjnie są Izrael, USA i generalnie zachodnia wizja świata. Pomimo iż ekstremiści nie reprezentują większości muzułmańskiej na świecie, to jednak przez swoje spektakularne i medialne działania, automatycznie stają się propagatorami islamu dającego się poznać społeczeństwom zachodnim z jak najgorszej strony. Wydaje się to być poważnym błędem taktycznym prowadzonej wojny. Dla większości skrajnych ugrupowań, samobójstwo, będące jednocześnie zamachem na innych, jest nie tylko uzasadnione ale i mile widziane. Szczególnie ważny jest argument wynikający z samego Koranu, który usprawiedliwia takie działania, jeśli podejmowane są pod hasłem dżihadu – świętej wojny. Tak więc bez przeszkód i bez skrupułów wykorzystuje się wiarę muzułmanów i utwierdza ich w przekonaniu, iż śmierć poniesiona na świętej wojnie, nawet poprzez samobójcze unicestwienie się, nie jest czynem absolutnie zabronionym (Intihar), ale wyłącznie podziwu godnym męczeństwem (Istishhad) oraz bardzo chwalebną formą poświęcenia się Bogu. Wyjaśnienia różnicy między samobójstwem a męczeństwem podjął się swojego czasu kontrowersyjny szejk Yusuf Qardawi. Ten egipski intelektualista muzułmański wyraził opinię, z której chętnie korzystają wojowniczy radykałowie. Qardawi kategorycznie stwierdził, iż ataki na wrogów islamu nie są działaniami samobójczymi, ale heroicznymi aktami męczeństwa. Nie są one bowiem czynione z rozpaczy czy beznadziei, ale z przemożnego pragnienia zasiania strachu w sercach wrogów. Tak więc, przy pomocy religijnych autorytetów interpretujących Koran zgodnie z potrzebami chwili, islamiści znaleźć dobry sposób, by odpychający z natury rzeczy akt samobójstwa, czyniony zwykle z przyczyn osobistych, zamienić na godne szacunku i powszechnego podziwu bohaterstwo, ze świętą wojną w tle. Pomysł samobójstwa dokonywanego w imię dżihadu nie jest nowy. Sam Koran gwarantuje raj dla tych, którzy "zabijają i są zabijani" w imię Boga. Jest to zjawisko znane od dawna i występuje z różnym natężeniem w całej historii islamu. Na uwagę zasługuje tu aktywność XI wiecznych Asasinów, członków radykalnego ugrupowania muzułmańskiego a właściwie sekty, zwanej tez Nizarytami (od imama Nizara), działających na terenach dzisiejszego Iraku i Iranu, znanych głównie z przeprowadzania samobójczych ataków na sąsiednie twierdze. Asasini, aktywni co najmniej do XIII w. wsławili się też uprzykrzaniem życia Krzyżowcom, prezentując zaskakującą, ale przede wszystkim skuteczną metodę walki. Istotne jest to, iż dla Asasinów terroryzm był obowiązkiem religijnym, co zbliża ich w sposobie pojmowania religii do współczesnych bojowników. Niektórzy współcześni podejrzewali jednak, że niezwykła odwaga Asasinów i ich pogarda dla śmierci w imię zasad religijnych, miała swoją prozaiczną przyczynę w nadmiernej konsumpcji haszyszu. Nigdy nie dowiemy się, czy żądza śmierci przenikająca tych ludzi, determinując ich działania, wynikała z niezłomności religijnej czy tylko słabości. Wiadomo jednak, że każdy z nich oczekiwał nagrody za swój czyn, czyli dostępu do raju. Dlatego też, po dokonaniu zabójstwa, sami pragnęli śmierci, by ich ofiara w pełni się dokonała. W XVIII wieku John Paul Jones (zwany później ojcem amerykańskiej marynarki wojennej) pisał o marynarzach osmańskich, którzy specjalnie ustawiali własne statki w ogniu wroga, choć wiedzieli, że to oznacza dla nich pewną śmierć. Pogarda dla śmierci jest więc od dawna charakterystycznym znakiem rozpoznawczym wyznawców islamu. Jak wspomniałem wcześniej, zamachy samobójcze nie są akceptowane przez większość muzułmanów, jednak zbyt często, co stanowi pewną sprzeczność, są forsowane przez samych przywódców religijnych różnych frakcji, funkcjonujących przecież wewnątrz określonych społeczności, skrzywiając tym samym obraz tego, co jest duchowo dopuszczalne a co już nie. W wyniku tego, pod presją lub z przekonania, śmierć zamachowca samobójcy staje się pretekstem do świętowania nie tylko w jego rodzinie, ale i całej okolicy. Sam zamachowiec jest traktowany jako bohater i powód do dumy dla wszystkich, którzy go znali. Tradycja zamachów samobójczych, oprócz tych aktualnie znanych z Iraku, nadal żywa jest u Palestyńczyków (70% poparcia), którzy byli szczególnie aktywni w okresie drugiej intifady (od 2000 r.), przeprowadzając szereg zamachów na izraelskich targowiskach, w restauracjach i autobusach. W tym też czasie uczeni islamscy gorąco debatowali, czy wysadzanie się w powietrze jest samobójstwem czy męczeństwem. Niestety, wygrały argumenty radykałów, którzy chcieli widzieć w tym akcie wyłącznie chwalebny czyn usprawiedliwiony prowadzeniem świętej wojny. Zalecono też wtedy, by używany termin „zamachowiec samobójca” został zmieniony na „męczennik”, co sprawiło, że prestiż osoby decydującej się na tego rodzaju śmierć, wzrósł jeszcze bardziej. Przeciwnikom takich praktyk, przynajmniej w autonomii palestyńskiej, ostatecznie zamknięto usta. Trzeba też wspomnieć o motywacjach, które pomagają ludziom podejmować takie decyzje. Chociażby Hamas, w zamian za męczeńską śmierć, często obiecuje młodym zamachowcom, że ich rodziny dostaną rekompensatę finansową, ich zdjęcia zostaną umieszczone w szkołach i meczetach, a oni uzyskają w nagrodę za ten czyn, specjalne miejsce w niebie. Te argumenty przemawiają do młodych ludzi, którzy od dziecka wychowywani są w kulturze śmierci. Nie mniej ważną obietnicą, być może najważniejszą, bo działającą na wyobraźnię młodych zamachowców, jest perspektywa miłości, rozumianej bardziej, jako seks bez ograniczeń z 72 dziewicami oczekującymi w raju, do którego trafia zamachowiec. Koran, święta księga islamu, opisuje te kobiety jako piękne rubiny, z karnacją jak diamenty i perły. W jednym z fragmentów Koranu, powiedziano, że męczennicy i dziewice będą rozkoszować się, leżąc na zielonych poduszkach i pięknych dywanach. Po takiej zachęcie, większość chłopców nie może już myśleć o niczym innym. Oferta śmierci jest zbyt atrakcyjna by jej nie przyjąć. Ciekawe jest to, iż coraz częściej zamachowcami zostają kobiety. Ich motywacje są w naturalny sposób pozbawione tej ważnej dla mężczyzn zachęty, jaką są Hurysy. Jednak zabijają siebie i innych z podobną determinacją i odwagą. Niekiedy twierdzi się, że zwiększający się udział kobiet w zamachach samobójczych, jest wyrazem ich rosnącej pozycji społecznej w społeczności muzułmańskiej. Jednak prawda jest chyba prostsza. Kobiety, podobnie jak dzieci, są zwykle łatwo dającymi się manipulować pionkami, co w żadnym wypadku nie świadczy o ich rosnącej pozycji a tylko o instrumentalnym traktowaniu. Kobiety wykorzystuje się do przeprowadzania ataków również z powodów bardziej prozaicznych. Nie wzbudzają one takich podejrzeń jak mężczyźni. Przydatny jest tez kłopotliwy dla żołnierzy czy policjantów fakt samej kontroli osobistej takiej osoby. Nie wszędzie są kobiety, by tego dokonać. W innym wypadku łatwo można narazić się na karygodny tu zarzut molestowania. Religijny przywódca Hamasu, kontrowersyjny szejk Ahmed Yassin, nazywany przez Żydów szatanem na kółkach, zabity przez nich w 2004 r. wydał nawet fatwę, dając zgodę na udział kobiet w zamachach samobójczych. Obiecał im też, chociaż niezbyt precyzyjnie, nagrodę mającą czekać na nie w raju. Reakcje świata islamskiego na ten ruch szejka Yassina były mieszane. Podczas gdy wielu okrzyknęło kobiety godne bycia męczennicami i wezwało je do pełnego zaangażowania w Dżihad, to inni krytykowali jednak tego rodzaju okrucieństwo, mówiąc o niepotrzebnym pozbawianiu dzieci matek i angażowaniu kobiet w męską walkę. Trzeba też zwrócić uwagę na samych sprawców tego „terroru samobójców”, którzy stają się podobni w zachowaniu do pozbawionych instynktu przetrwania automatów. Można więc założyć że ci, którzy są gotowi poświęcić swoje życie w ten sposób, są też w stanie popełnić wszelkie inne możliwe przestępstwa. Jest to tym bardziej niepokojące, że każda forma odstraszania czy perswazji nie jest w tych wypadkach skuteczna. W filozofię terroru dobrze wpisuje się też hasło Al-Kaidy, które brzmi "Wy kochacie życie, my kochamy śmierć". Hasłem tym, w świecie islamu jest zainfekowanych zbyt wielu ludzi, którzy życie, największy dar od Boga, zaczęli ignorować w sposób paradoksalny, lekceważąc tym samym samego Stwórcę. Tego w żaden sposób nie można tłumaczyć, nawet dokonując karkołomnych operacji logicznych. Należy w tym miejscu wspomnieć o próbie ideologizacji islamu, dokonanej i rozpowszechnianej w Iranie przez ajatollaha Chomeiniego. Chomeini, jako pierwszy próbował religijnie uzasadnić kult śmierci i na nowo zinterpretować surę 3 / 169 Koranu (Nie myśl o tych, którzy zostali zabici w drodze do Boga, że są martwi. Przeciwnie, oni żyją z woli Pana). Według jego teologicznej wizji świata, życie nie ma żadnej wartości, a dopiero śmierć jest początkiem prawdziwego życia. Zgodnie z filozofią Chomeiniego, męczeńska śmierć, to tylko przejście do innego świata, gdzie trwa życie wiecznie i wszelka chwała. Jednym słowem nie jest istotne, czy wojownik wygra bitwę czy przegra i zginie śmiercią męczeńską, bo i tak w obu przypadkach jego zwycięstwo jest bezsporne, będąc albo ziemskim, albo duchowym. Chomeini nie ograniczał się do słów. Pierwszymi ofiarami jego ideologii były irańskie dzieci, których setki tysięcy zostały wysłane na pola minowe po pewną śmierć. Miało to miejsce w latach 1982 – 1988, w czasie trwania wojny z Irakiem. Oczywiście, jest szansa na oczyszczenie świata z koszmaru samobójczych zamachów. Jednak nie nastąpi to na pewno w najbliższych latach. Aby tak się stało, na pewno nie należy ignorować religijnego aspektu zamachów samobójczych. Korzenie tego rodzaju terroryzmu tkwią głęboko w wierze, która przecież takie postępowanie uświęcenia i wychwala. Istnieje wiele powodów moralnych i politycznych, by zakazać samobójczego terroryzmu. Jednak to sami muzułmańscy przywódcy religijni powinni czuć potrzebę wykorzystywania wszelkich teologicznych argumentów, by zdyskredytować i potępiać tych, którzy usprawiedliwiają zamachy samobójcze. Żeby to jednak robić, sami muszą być przekonani o słuszności takiej postawy. Należy też bezwzględnie i energicznie wspierać te siły w islamie, które kategorycznie odrzucają terroryzm oraz formę walki poprzez wykorzystywanie zamachowców – samobójców. Trzeba też zauważyć, że brak reakcji na tego rodzaju działania stanowi realne zagrożenie, zarówno dla globalnej polityki jak i prawa w całym, poza islamskim świecie. Nadszedł więc najwyższy czas by Zachód, a także nowoczesne państwa muzułmańskie podjęły inicjatywę, by na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ wyraźnie stwierdzono, iż zamachy samobójcze są zbrodnią przeciwko ludzkości a co za tym idzie, należy podjąć zdecydowane kroki w celu karania wszelkich przejawów popierania tego rodzajów czynów. Należy kategorycznie i powszechnie uznać samobójcze zamachy bombowe za poważne naruszenie międzynarodowego prawa humanitarnego, niezależnie od miejsca ich dokonywania i stron konfliktu. Wobec ciągłej adoracji ataków samobójczych przez niektóre środowiska, należy zrobić wszystko, by ograniczyć ich zasięg oraz zmniejszyć liczbę ofiar. Trzeba też minimalizować medialny wydźwięk tych aktów. Należy więc zaangażować wszystkie siły, włącznie z mediami, by zamachowców - samobójców nie traktować jako męczenników, tylko zwykłych przestępców. Inaczej horror nigdy się nie skończy. |