|
Mark Rutte został pierwszym, od 92 lat, konserwatywno-liberalnym premierem Holandii. Jednak nie tylko to wyróżnia jego rząd REKLAMA
Poprzedni gabinet Jana Petera Balkenendego rozpadł się w lutym wskutek sporów o wycofanie kontyngentu Holandii z Afganistanu, co doprowadziło do rozpisania przyspieszonych wyborów, które odbyły się w czerwcu. Zaprzysiężony przed dwoma tygodniami holenderski rząd mniejszościowy (więcej o nim i samych wyborach pisałem w czerwcu) jest pierwszym tego typu od czasu wybuchu drugiej wojny światowej. Utworzy go liberalna partia VVD przyszłego premiera Marka Ruttego oraz chadecja (CDA), lecz w 150-osobowej izbie niższej Stanów Generalnych większość zagwarantują mu 24 mandaty Partii na rzecz Wolności (PVV) z jej przywódcą Geertem Wilderem. Nikt z jego obozu nie otrzyma jednak żadnej teki.
Choć ludzie Wildersa znaleźli się poza składem gabinetu, ich postulaty będą uwzględniane przez nową koalicję, która potrzebuje tego wsparcia, aby przegłosować reformy gospodarcze, głównie cięcia w budżecie. Nie jest to precedens w skali Europy. Analogiczna sytuacja panuje w Danii, gdzie Duńska Partia Ludowa, wspierając niektóre posunięcia rządu mniejszościowego, uzyskuje również coraz większe wpływy, które ich liderka - Pia Kjærsgaard, znakomicie wykorzystuje do forsowania własnych rozwiązań.
Konsensualna demokracja, jaką Holandia budowała pod drugiej wojnie światowej, została w pewien sposób naruszona, ponieważ strategia Wildersa polega raczej na rozbijaniu wspólnych postanowień, niż łagodzeniu tarć. Nie wszystkim uczestnikom rządzących ugrupowań spodobał się ukłon w stronę PVV. Frans Weisglas, były przewodniczący II izby parlamentu z Liberałów (VVD), uznał, że jego partia poszła na zbyt dalekie ustępstwa, przez co traci swoją wyrazistość programową.
Podstawowym problemem społeczeństwa Tulipanów są dziś polityka społeczna i gospodarcza. Wszystkie istotne kwestie mają powiązania ze sprawami socjalnymi; a już na pewno imigranci. Pamiętając o tym Wilders zapowiedział poparcie dla reform proponowanych przez nowy prawicowy rząd, jeśli ten zaostrzy m.in. politykę azylową. Na liście PVV są także zakaz noszenia burek i chust (te noszą także niektóre kobiety pochodzenia żydowskiego), wprowadzenie kar pieniężnych dla nielegalnych imigrantów oraz pozbawianie obywatelstwa osób popełniających poważne przestępstwa. Takie podejście sprawia, że duch lidera PVV unosi się nad obecnym gabinetem. Pojawiły się oczywiście co do skutków, jakie przyniesie taka polityka. Co zrobić z Wildersem?
Po pierwsze lider Partii na rzecz Wolności otrzymał wpływ na władzę, odcinając się jednocześnie od odpowiedzialności za błędy rządu, których na pewno nie zabraknie. Pewne sukcesy będzie przypisywał sobie, nie przestając być jednoczesnym krytykiem posunięć sprzecznych z jego zamysłami. W czasie pierwszego exposé premiera Rutego rozpoczęła się debata nad podwójnym obywatelstwem. Szef gabinetu wskazał na przykład pewnej minister, która posiada również szwedzki paszport; uznał jednocześnie, że to żaden problem. Według niego taki pojawiłby się wtedy gdyby miała ona dokument choćby turecki. Granica, jaką wytyczył tutaj nowy premier, to efekt przeniknięcia do głównego nurtu problemów artykułowanych właśnie przez Wildersa. Oto pierwszy krok w kierunku koncentracji na sprawach etnicznych bądź narodowych, za czym optuje PVV. Problemy socjalne i gospodarcze sprzyjają oczywiście takiej polityce a tym samym Partii na rzecz Wolności. Na ocenę nowo utworzonego gabinetu trzeba jeszcze poczekać; szczególnie na jego posunięcia społeczno-ekonomiczne oraz w polityce zagranicznej. Delikatność spółki VVD i CDA jest wyraźna i Wilders o tym doskonale wie. Czy przyszłe wybory wyniosą go jeszcze wyżej?
Dużo zależy od obecnego gabinetu. Jeśli lider PVV zostanie włączony w działania i nie będzie za bardzo marginalizowany, jego wzmocnienie pozycji nie jest takie oczywiste. Polityka, proponowana przez białogłowego, raczej nie przyniesie Holandii rezultatu, który zadowoliłby znaczną część wyborców. Porażki na tym polu osłabią nie tylko VVD i CDA, ale przede wszystkim Wildersa, który zacznie wówczas tracić elektorat. Taki wynik byłby okazją dla PvdA, która pozostając dziś poza obozem rządzących powinna stać się silną opozycją, celnie punktującą błędy ekipy Ruttego. Jeśli obóz Joba Cohena będzie w stanie stworzyć solidną alternatywę, na pewno w kolejnych wyborach zyska. |