Grzegorz Mazurczak: Mała armia, duży kłopot
Szczególnie upodobała sobie zamachy na miejsca rekreacyjne, takie jak hotele, restauracje czy nawet kafejki internetowe, które wg. nich, szkodzą islamskiej moralności. Jednocześnie ta sama moralność nie przeszkadza im w czerpaniu zysków z przestępczości zorganizowanej, jaka kwitnie w Strefie Gazy. Na tym polu prym wiedzie klan Durmush, stanowiący jednocześnie trzon Armii Islamu.
Armia Islamu ma obecnie ścisłe, chociaż dyskretne powiązania z Al-Kaidą. Niekiedy, na razie na wyrost, nazywana jest nawet organizacją Al-Kaidy w Palestynie. Jednak status ten nie jest jeszcze w żaden oficjalny sposób potwierdzony. Wiadomo jednak, że organizacja ta w całej pełni popiera sposoby walki i cel Al-Kaidy, którym jest wyeliminowanie niewiernych. Sądzi się też, że Armia Islamu, w sprzyjających warunkach, może stać się swoistym przyczółkiem tej prawdziwej Al-Kaidy w przyszłej Palestynie.
Wcześniej, przynajmniej na początku swojej działalności Armia Islamu związana była z Hamasem, jednak z czasem ich drogi rozeszły się. Wydaje się, że Hamasowi trudno było zaakceptować nową, silną i do tego ambitną organizację terrorystyczną pod swoim bokiem. Na razie to Hamas jest ekstremistycznym liderem w Strefie Gazy i nie ma zamiaru zmieniać tego stanu rzeczy.
Armia Islamu dysponuje kilkuset dobrze uzbrojonymi bojownikami a ich siedziba w Strefie Gazy jest dobrze ufortyfikowana, stanowiąc duże wyzwanie dla każdego, kto chciałby ich pokonać. Organizacją dowodzi Mumtaz Durmush, członek wspomnianego już, bardzo samodzielnego i pewnego siebie klanu ze Strefy Gazy.
Władze Izraela a praktycznie jego wywiad twierdzą, że terroryści planowali zamachy i porwania w czasie nadchodzących świąt Eid Al-Adha. Celem mieli być zarówno turyści izraelscy przebywający i wypoczywający w południowym Synaju, jak i siły międzynarodowe tam stacjonujące.
Zaangażowanie obu krajów, Izraela i Egiptu w walkę z Armią Islamu ma racjonalne podstawy. Celem Izraela jest wyeliminowanie realnego zagrożenia, jakim jest Armia Islamu, oraz zapewnienie bezpieczeństwa swoim obywatelom, dla których Synaj jest bliskim i bardzo popularnym miejscem wypoczynku.
Natomiast Egipt musi myśleć o swoim przemyśle turystycznym, stanowiącym podstawę jego gospodarki i robić wszystko, by nie powtórzył się rok 2004, kiedy to w jego kurortach nad Morzem Czerwonym, Tabie i Nuweibie, przeprowadzono serię zamachów bombowych, w których zginęło ponad 30 osób. Spowodowało to krach na rynku turystycznym i olbrzymie straty dla Egiptu.



Jak Andaluzja stała się prawicowa
Pragmatyzm wygrywa w amerykańsko-chińskich relacjach
Trudne zadanie Rumena Radewa
Péter Magyar wzbudza pierwsze kontrowersje