Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Grzegorz Mazurczak: Mała armia, duży kłopot


15 listopad 2010
A A A

W czwartek, władze Izraela zaapelowały do swoich obywateli, by w trybie pilnym opuścili półwysep Synaj. Apel ten został opublikowany z powodu stwierdzenia przez izraelski wywiad, realnego zagrożenia porwaniami, tym razem ze strony tzw. Armii Islamu.
Armia Islamu ma swoją siedzibę w Strefie Gazy, blisko Izraela i Egiptu, dla których bywa prawdziwym utrapieniem. Od 2006 r. zdążyła wsławić się już licznymi porwaniami, (np. brytyjskiego dziennikarza, Alana Johnstona czy izraelskiego żołnierza, Gilada Shalita), oraz atakami na cele cywilne.

Szczególnie upodobała sobie zamachy na miejsca rekreacyjne, takie jak hotele, restauracje czy nawet kafejki internetowe, które wg. nich, szkodzą islamskiej moralności. Jednocześnie ta sama moralność nie przeszkadza im w czerpaniu zysków z przestępczości zorganizowanej, jaka kwitnie w Strefie Gazy. Na tym polu prym wiedzie klan Durmush, stanowiący jednocześnie trzon Armii Islamu.

Armia Islamu ma obecnie ścisłe, chociaż dyskretne powiązania z Al-Kaidą. Niekiedy, na razie na wyrost, nazywana jest nawet organizacją Al-Kaidy w Palestynie. Jednak status ten nie jest jeszcze w żaden oficjalny sposób potwierdzony. Wiadomo jednak, że organizacja ta w całej pełni popiera sposoby walki i cel Al-Kaidy, którym jest wyeliminowanie niewiernych. Sądzi się też, że Armia Islamu, w sprzyjających warunkach, może stać się swoistym przyczółkiem tej prawdziwej Al-Kaidy w przyszłej Palestynie.

Wcześniej, przynajmniej na początku swojej działalności Armia Islamu związana była z Hamasem, jednak z czasem ich drogi rozeszły się. Wydaje się, że Hamasowi trudno było zaakceptować nową, silną i do tego ambitną organizację terrorystyczną pod swoim bokiem. Na razie to Hamas jest ekstremistycznym liderem w Strefie Gazy i nie ma zamiaru zmieniać tego stanu rzeczy.

Armia Islamu dysponuje kilkuset dobrze uzbrojonymi bojownikami a ich siedziba w Strefie Gazy jest dobrze ufortyfikowana, stanowiąc duże wyzwanie dla każdego, kto chciałby ich pokonać. Organizacją dowodzi Mumtaz Durmush, członek wspomnianego już, bardzo samodzielnego i pewnego siebie klanu ze Strefy Gazy.

W ostatnim czasie egipskie służby bezpieczeństwa przeprowadziły "naloty", w co najmniej trzech miastach na Synaju i aresztowały kilkanaście osób podejrzanych o przynależność do Armii Islamu oraz skonfiskowały sporą ilość materiałów wybuchowych, sprzętu komputerowego  i  podejrzanych wydawnictw.

Władze Izraela a praktycznie jego wywiad twierdzą, że terroryści planowali zamachy i porwania w czasie nadchodzących świąt Eid Al-Adha. Celem mieli być zarówno turyści izraelscy przebywający i wypoczywający w południowym Synaju, jak i siły międzynarodowe tam stacjonujące.
 
Zaangażowanie obu krajów, Izraela i Egiptu w walkę z Armią Islamu ma racjonalne podstawy. Celem Izraela jest wyeliminowanie realnego zagrożenia, jakim jest Armia Islamu, oraz zapewnienie bezpieczeństwa swoim obywatelom, dla których Synaj jest bliskim i bardzo popularnym miejscem wypoczynku.

Natomiast Egipt musi myśleć o swoim przemyśle turystycznym, stanowiącym podstawę jego gospodarki i robić wszystko, by nie powtórzył się rok 2004, kiedy to w jego kurortach nad Morzem Czerwonym, Tabie i Nuweibie, przeprowadzono serię zamachów bombowych, w których zginęło ponad 30 osób. Spowodowało to krach na rynku turystycznym i olbrzymie straty dla Egiptu.