|
Jak należy interpretować ostatnie kroki podejmowane przez Pjongjang? Czy presja pozostałych państw i świadomość konsekwencji eskalacji konfliktu pozwolą Pekinowi na kontynuowanie dotychczasowej polityki wobec Półwyspu Koreańskiego? REKLAMA
Strona 1 z 3 Ostrzelanie przez północnokoreańską artylerię wyspy Yeonpyeong było wydarzeniem, które stało się tematem dnia serwisów informacyjnych z całego świata. W wyniku ponadgodzinnego ostrzału, który rozpoczął się we wtorek 23.11 o godz. 14:34 czasu miejscowego (6:34 czasu polskiego) zostało zniszczonych wiele budynków cywilnych i wojskowych oraz zginęło czterech obywateli Korei Południowej – dwóch żołnierzy i dwóch cywilów – a kilkanaście osób zostało rannych. W odpowiedzi na atak władze w Seulu zdecydowały się zareagować zbrojnie, ostrzeliwując północnokoreańskie wybrzeże oraz wysyłając myśliwce w rejon konfliktu. Pomimo emocjonalnych wypowiedzi prezydenta Korei Południowej Lee Myung-baka, podkreślających możliwość poważniejszej reakcji Seulu w razie wznowienia ostrzału, nie doszło do dalszej wymiany ognia. Starcie zbrojne w pobliżu spornej granicy zakończyło się, a konflikt wszedł w kolejny etap.
 wikipedia.org Ze zrozumiałych względów wypowiedzi południowokoreańskich przedstawicieli były pełne głosów zdecydowanej krytyki i potępienia Korei Północnej. Szczególnie zwracano uwagę na to, że północnokoreański atak po raz pierwszy od czasów wojny koreańskiej z lat 1950-53 stanowił naruszenie integralności terytorialnej Republiki Korei. Podkreślono przy tym, że dotychczasowe prowokacje KRLD ograniczały się do potyczek morskich i pojedynczych strzałów w okolicy 38. równoleżnika. W odpowiedzi na te słowa Pjongjang, za pośrednictwem agencji KCNA poinformował, że ostrzał stanowił odpowiedź na rozpoczęte poprzedniego dnia na Morzu Żółtym manewry południowokoreańskie o kryptonimie Hoguk, w których wzięło udział 70 tys. żołnierzy. Jednak Korea Południowa, USA i wiele innych państw, a także większość ekspertów oceniło, że ćwiczenia stanowiły jedynie pretekst dla planowanego od dłuższego czasu północnokoreańskiego uderzenia.
Incydent z 23.11 spotkał się z krytyczną reakcją czołowych państw świata. Prezydent USA Barack Obama zdecydowanie potępił Koreę Północną i potwierdził zobowiązania sojusznicze Waszyngtonu wobec Seulu. Zaapelował również do społeczności międzynarodowej o wywarcie nacisku na północnokoreański reżim. Minister spraw zagranicznych Japonii Seiji Maehara określił incydent mianem „niewybaczalnego”, a jego rosyjski odpowiednik Siergiej Ławrow przestrzegł przed „kolosalnym niebezpieczeństwem”, do którego może doprowadzić eskalacja konfliktu. W oświadczeniach przedstawicieli państw Europy Zachodniej dominowała krytyka i zaniepokojenie działaniami Pjongjangu. Sekretarz Generalny ONZ Ban Ki-moon zaapelował do światowych mocarstw o odpowiedzialną reakcję na „najpoważniejszy incydent w regionie od zakończenia wojny koreańskiej”.
Krytyka stanowiska Chin i manewry amerykańsko-południowokoreańskie
Na tle powyższych wypowiedzi zauważalna była odmienna reakcja Chin. W odróżnieniu od natychmiastowej odpowiedzi obudzonego w środku nocy Baracka Obamy, chińskie władze unikały przedstawienia stanowiska, ograniczając się wyłącznie do informacji, że uważnie obserwują sytuację na Półwyspie Koreańskim. W rozmowie z południowokoreańskim ministrem spraw zagranicznych Kim Sung-hwanem ambasador ChRL w Seulu Zhang Xinsen wyraził nadzieję, że obecna sytuacja zostanie niezwłocznie rozwiązana oraz dodał, że Chiny będę nadal podejmować działania na rzecz pokoju i stabilności w regionie. Nieco bardziej rozbudowane było oświadczenie chińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, którego rzecznik Hong Lei najpierw wyraził zaniepokojenie sytuacją, a następnie wezwał oba państwa koreańskie do rozpoczęcia rozmów w celu uniknięcia podobnych incydentów w przyszłości.
Ostrożna postawa Chin została mocno skrytykowana zwłaszcza przez USA i Koreę Południową. Admirał Mike Mullen, głównodowodzący Kolegium Szefów Połączonych Sztabów wezwał Chiny do poparcia międzynarodowych starań na rzecz zaprzestania północnokoreańskich prowokacji. Liczni przedstawiciele amerykańskiej administracji stwierdzili, że USA oczekują jednoznacznego stanowiska Chin, w którym uwzględnione będzie rozróżnienie na agresora i ofiarę ataku. Argumentowali przy tym, że niezbędna jest również konkretna postawa Pekinu wobec sygnałów, wskazujących na rozwój północnokoreańskiego programu nuklearnego. Senator John McCain oskarżył Chiny o to, że nie zachowują się jak odpowiedzialne mocarstwo, a zezwalając na eskalację konfliktu działają w sprzeczności ze swoimi długoterminowymi interesami w regionie. Amerykańskich polityków wsparli liczni eksperci. Bruce Klingner z Heritage Foundation pokusił się nawet o stwierdzenie, że dotychczasowa polityka Chin pogłębia trudną sytuację na Półwyspie Koreańskim, a bagatelizowanie północnokoreańskich działań przez Pekin zachęca władze w Pjongjangu do dalszych prowokacji. Mniej zdecydowanie wypowiadali się Koreańczycy z Południa, aczkolwiek również w ich wypowiedziach były obecne niezadowolenie i rozczarowanie z powodu niedostatecznej reakcji Chin.
|